niedziela, 24 września 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 24

Sadyzm jest osiową cechą kontaktów międzyludzkich. Dlaczego nie możemy być dla siebie po prostu dobrzy? Bo od dziecka krzywili nam ryje ci, którym owe ryje krzywiono wcześniej i ta historia zdaje się nie mieć ani początku ani końca.

Wejście w jakąś rolę polega na wycofaniu się z konfrontacji z samym sobą i ze światem. Życie w społeczeństwie polega na permanentnej strategii uniku, jest zatem bez sensu.

Kobiety najbardziej uwielbiają mizoginów. Bycie feministą jest nazbyt programowe, przez to nieco fajtłapowate.

Trwa cisza przed jakąś piekielną burzą i zmasowanym atakiem.

O Piętniewiczu od samego początku mówiło się jako o bardzo niebezpiecznym graczu. Tym bardziej drastyczna będzie jego eliminacja z najbardziej nawet dupnego przypisu.

Ludzie, którzy interesują się wszystkim, bądź nie daj Bóg, składają takie deklaracje, nie są bynajmniej ciekawi świata, najczęściej są to nikomu nieszkodzący idioci.

Zatajaj, zatajaj głębiej, aż na samo dno studni.

Szedłem dziś ulicą pokazując fucki na prawo i lewo. Że mnie nie zgarnęli to cud.

Wynaleźć coś doskonalszego aniżeli słowa? A skąd wiedza, która o naszym bycie stanowi?

Im więcej wlewam w siebie słów, tym wyraźniej dostrzegam ich absurdalność i niepotrzebność, wręcz kretynizm. Ostać się powinni jedynie autorzy poczytnych czytadeł pisanych wyłącznie dla rozrywki. Włączam w ten poczet rzecz jasna dobrze napisane prace naukowe.

Między kobietą a mężczyzną wydarza się inna kobieta bądź inny mężczyzna.

Cóż to jest praca? Praca to jest coś równie bez sensu jak jej brak, przy czym wskutek pracy, zapominamy o tym, co ma sens.

Prawdziwie owocne rozmyślanie powinno doprowadzić do nocnego spaceru celem wizyty w burdelu.

Nie ma nic piękniejszego i straszniejszego niż radość nieopierzonej trzpiotki z moich Wyimków po odbytym stosunku.

Jakiś jąkała ze Zwisu stale do mnie pisze, wydzwania i jest wyraźnie mną zafascynowany. Tylko on. Reszta pozwala mi spokojnie budować swój grób za życia. Wiedzą, że trumna to coś, co do mnie najbardziej pasuje. W romantycznym scenariuszu jąkała ów mógłby być na swój sposób genialny. W scenariuszu praktycznym ta piosnka nikogo nie obchodzi.

Moje marne dni dzielą się na te, kiedy jestem w Zwisie, bądź na te, kiedy rozmyślam o Zwisie. Oba te zajęcia są warte tyle samo, czyli de facto nic.

Trzymanie wysoko gardy jest niby bezpieczne, ale prowadzi do życia bez zdarzeń. W każdej walce trzeba zaryzykować cios, no i oberwać, bez tego nie byłoby walki, może życia bez tego nie byłoby.

W Stanach ktoś o nazwisku Pudłowski zawsze trafia w dziesiątkę. W Polsce natomiast ma miejsce cyrk jego poniżenia i kastracji.

Zanadto dobrze znam ów gaik nadto ugrzecznionych chłoptasiów, którzy robią to wyłącznie pod kołdrą i z zamkniętymi oczami. Wrót do tego bastioniku Belzebuba strzegą w Krakowie dwie jędze nie do zdarcia. Podziwiam je, ale ich radość z nadmiaru muszego rodu, nie jest moją radością.

Jąkało ze Zwisu, jesteś mną zafascynowany, ale tylko wtedy, kiedy jesteś po lufie.

Czasem chciałbym przyspieszyć proces dochodzenia do siebie łyknięciem od czasu do czasu jakiejś bani, to jest jak podkręcenie ognia, żeby szybciej się smażyło… Podobno najlepiej się rumieni na małym ogniu… Trudno powiedzieć.

Świat się kończy, dlatego trzeba być bardzo łagodnym dla świata.

Kiedy drzemy wizerunki, te wizerunki kochamy. Przedmiotem debaty publicznej natomiast jest podarcie, fakt, który wydarzył się, nie intencja.

Widziałem dziś w nocy gwiezdnego pasikonika.

Stworzyłem Was wszystkich, durnie patentowane, w mojej głowie i nie chcecie z niej wyleźć… Kiedy ja zniknę, zniknie świat i Wszechświat, niczego już nie będzie.

Muszę się poważnie zastanowić, czy ten świat zasługuje, abym nadal zaszczycał go swoją obecnością. Chodzi mi coraz częściej po głowie, czy by po prostu, po angielsku, nie opuścić tego wątpliwej jakości przyjęcia i udać się w swoją, tylko wiadomą stronę.

Właściwie rzecz ujmując, to nic dobrego mnie na tym świecie nie spotkało, prócz zawiści i nienawiści, doprawdy przedzierać się przez te chaszcze nadal, to być może naddatek mordęgi, może nawet głupota…

Waldi zadał mi ostatnio dość naiwne pytanie, jak na jego wiek, to znaczy, kiedy ja jestem prawdziwy. Waldemarze, ja prawdziwy jestem, kiedy mnie nigdzie nie ma. Najprawdziwszy będę, kiedy opuszczę ten padół łez, może pewnego dnia dobry Bóg mnie uwolni.

Żyję tylko dlatego, bo jestem zwyczajnie, a zarazem perwersyjnie ciekaw, jaki rozpierdol mnie jeszcze czeka.




sobota, 2 września 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 23

 Literatura obecna po prostu pozbawiona jest jaj. Podoba się przeważnie podstarzałym paniom pensjonarkom, wiecznym pracownicom prowincjonalnych uniwersytetów.

Przechadzam się ulicami tego nieszczęsnego miasta i napotykam tych wszystkich skurwieli, którzy z niewiadomych przyczyn mówią mi cześć. To bez sensu, ja im odpowiadam, choć najchętniej skopałbym z lubością ich fałszywe ryje.

Dlaczego mam poczucie, że ludzie chcą mnie rozszarpać? Może rzeczywiście chcą mnie rozszarpać?

Żyję w popierdolonym świecie, pozbawionym tęgich autorytetów, które by trzymały za mordy tę rozwrzeszczaną i rozwścieczoną barbarię.

W tym rozparcelowanym świecie, każda wysepka ma swojego boga, niechaj w końcu wody potopu przykryją ten absurd i tę zgniliznę.

Że nie lubię ludzi? Nie ma już prawie ludzi, więc kogóż tu lubić? Daję przyzwolenie jakiemuś przypadkowi chujowi, żeby mnie zajebał… Zniknie mi z oczu ten koszmar, bardzo nieciekawy koszmar.

Nie  lubię wszystkich tych, pogodnych grubasków, którzy mniemają się za inteligentnych i dowcipnych, oszukują siebie i innych.

Tkacze pozytywnych marzeń rozumieją bardzo dobrze prawdziwą, realną mordęgę życia.

 Można mieć bardzo głęboką duszę i robić cokolwiek nie na miejscu. Poeta powinien pławić się w gównie.

Nie zależy mi na wydaniu kolejnej, kretyńskiej książki, która nie jest nikomu potrzebna, wolałbym zostać zalanym przez fale gówna.

Nie spotkałem nigdy bardziej optymistycznego pesymisty aniżeli Bartula. Uważa on, że trzeba cieszyć się, że na świat nie spadła jeszcze bomba atomowa. A wszyscy są teraz rozwydrzeni tym dobrobytem i chcieliby być nie wiadomo kim.

Moja pogoń za sławą powinna ograniczyć się do regularnego spożywania schabowego z kapustą albo mizerią, wtedy byłbym naprawdę szczęśliwy, ale czy  byłbym?

Nie podobają mi się w ogóle wiersze Różyckiego. Są wystudiowane, wykoncypowane, akademickie, nie ma w nich spontaniczności. A ongiś fenomenu Dyckiego w ogóle nie rozumiem, to nie poezja, tylko mielenie młynkiem.

Zobacz siostro, jestem klownem, pracuję w cyrku.

Zapomnieliśmy o wierszu, Wawrzyński nadstaw swoje oboje słyszących uszu.. W Tobie nadzieja… Gdybyś umiał tylko ziać ogniem…

Jeśli mnie kto zabije za moje Wyimki, popełni w świetle obowiązującego prawa, zbrodnię niedopuszczalną, albowiem w świetle dostępnych i obowiązujących papierów, jestem niepełnosprawnym umysłowo kaleką.

O niczym innym nie marzę, tylko o jednym: aby mnie wypierdolili z wszelkich możliwych, społecznych struktur, w których się duszę. Wyrzutkom i pojebanym zawsze w głowie świeże powietrze.

I tak wszystko przekabaci się na błazeńską stronę: najczęściej na salony zapraszają za obrazę majestatu. Sokrates nie byłby wieczny, ani Chrystus, gdyby uprzednio porządnie nie wkurwili tych albo owych.

Jakże łatwo wkupić się w łaski byle klechy z byle przydrożnej plebanii… Wystarczy stwierdzić, że Bóg istnieje i że żałuję za grzechy… No słabo, naprawdę kurwa słabo…

Nie chciałbym zostać ojcem, Broń Cię Panie Boże… Wprowadziłbym niewinne, bezbronne życie do świata, który de facto nie istnieje, zatem popełniłbym nieodwracalny błąd. Jakże bowiem inaczej można nazwać tę idiotyczną motywację gasnącego ego, która każe przedłużać zapasy w tym smutnym miasteczku w nieskończoność?

Między Wyimkami a filmikami rozgrywa się moja choroba schizofreniczna, jak między nieprzystosowaniem a przystosowaniem… Przystosowani są jedynie głupcy, niestety.

Jędze zaczną się na mnie zaraz wydzierać, że gdybym miał żonę i dzieci na utrzymaniu, inaczej bym śpiewał. Drogie i kochane jędze, nie mam ani mieć nie będę ani jednego ani drugiego, nie oceniajcie proszę mojego wyboru, może wasz świat sukienek z Zary i sobotnich przyjęć nie do końca mi odpowiada, mam do tego prawo. Jeszcze…

Jedyna kobieta, której wierzyłem, nazwała mnie pozerem, więc jej również kop w zad…
Nie mam dystansu do swojej świętej misji…

Hej buraki, jakbyście nie wiedzieli, to ostatnie było na żarty…

Rozstrzelajcie mnie, niech poczuję, że żyję…

Mierzi mnie cały ten Szustak, ma duży talent do Pana Boga… Ale cóż to znaczy mieć duży talent do Pana Boga? Może znaczy to tyle, że nie ma się talentu do niczego.

Cóż to znaczy poznać kogoś naprawdę? To znaczy móc zamieszkiwać jego intymność. Już nikogo tam nie wpuszczę, walcie się wszyscy.

Odnoszę wrażenie, że mimo wszechobecnie panującej głupoty, ludzie w swojej pojedynczości nie są głupi. Wiernie oddają Wielkiemu Bratu, co jego, ale jednocześnie zachowują swoje prywatne zdanie. W tym widziałbym szansę na ocalenie i na prawdziwą przemianę.

Że byłeś Mesjaszem karmiącym w podartych portkach ziarnem gołębie… Teraz śmiało, możesz łeb swój dać pod topór.

Ożywić język teatralnej maski? Obawiam się, że wszelkie próby dogadania się z tym światem, kończyły się mniej lub bardziej zakamuflowaną jego negacją.

Niby mam oko i ucho wyczulone na fałsz, ale zawsze byłem, jestem i będę niebotycznym wręcz frajerem.

Po co ja to piszę? Bo mi się nie chce uczyć żadnej, innej, przyzwoitej, konwencjonalnej formy. Za dużo mozolnej, nudnej i w gruncie rzeczy prawie nikomu niepotrzebnej, poza garstką kompletnych dziwaków, dziabdzianiny.

Ludzie prawie nigdy nie myślą samodzielnie i indywidualnie, przeważnie myślą konwencjonalnie oraz instytucjonalnie, ergo nie myślą, ale walczą o uznanie i na przewagi.

Czasem głęboki sekret, którego nie wyjawiamy, daje nam jakąś, tajemniczą siłę. Podzielenie się tym sekretem, osłabia promieniowanie tajemnicy, więc osłabia naszą siłę. Trzeba być bardzo pewnym swojej mocy, aby beztrosko podzielić się sekretem.

Są grafomani nieszkodliwi i poczciwi i grafomani zaburzeni, będący prawdziwym wrzodem na dupie. Literatura, bądź to, co niesłusznie określa dziś się tym mianem, z lewej czy prawej strony, to obecnie, jedno i to samo de facto nieporozumienie.

Życie wśród ludzi to najlepsza terapia. I najlepszy sposób na przybicie do krzyża. Sam się nie oszczędzałem, poddając się rozmaitym terapiom, które czyniły ze mnie albo kretyna albo potwora.

Właściwie to Wielki Brat zwyciężał od zawsze i będzie zwyciężał. Któż nie chce być wzorowym uczniem w szkole świata i dostawać nieustannie świadectwo z paskiem od swojego korporacyjnego wodza? Czyż nie jest to powód, aby czymś konkretnym pochwalić się na sobotnim przyjęciu, wśród falujących sukienek z Zary?















sobota, 12 sierpnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 22

 Może lepiej, aby o Twoim życiu wiedziało jedynie kilka osób. Tłum nigdy nie pozna osoby.

Celowo hiperbolizuję pewne zjawiska, dla prowokacji, dla szoku, dla konfliktu nawet. Prostoduszni to połkną i się przejmą, wytrawni wyjadacze zapewne oleją, że za proste i nie ma w ogóle po co się tym zajmować.

Zupełnie nie wiem, po co wysłałem Stali listę moich publikacji. Ja Stali nigdy nie interesowałem jako krytyk literacki, którym zresztą prawdopodobnie jestem do bani, choć kto wie, cuda się też zdarzają.

Zacząłem czytać odrobinę więcej literatury psychologicznej, przez co widzę miałkość psychologizowania w książkach literaturoznawczych.

Być może przyczyną klęki literaturoznawstwa jest potężny zwrot psychologiczny, który teraz się dokonał, co jednak niczym dobrym nie poskutkowało. Oto toporne bronienie własnej twierdzy jest teraz jedynym kryterium „prawdziwości” kontaktów międzyludzkich.

Zostałem zaproszony do kolejnej fikcji; kolejnych zebrań, spotkań, debat, konferencji.
Czyli jednym słowem zostałem zaproszony do kolejnej krainy cierpienia.

W środowiskach, w których tkwiłem i tkwię nadal, nie można mówić „prawdy”. Nie istnieje coś takiego jak „prawda”, ponieważ wszystko co jest, jest rezultatem jakiejś społecznej umowy. Powiedz, co cię naprawdę boli, a dostaniesz taką fangę, że nie będzie czego zbierać.

Proces zdobywania wykształcenia trwa niby przez całe życie; zdobywanie kolejnych stopni czy tytułów jest jak kolekcjonowanie zabawek w dzieciństwie. Jak kolega zabierze ci pistolet albo strzelbę, niechybnie zastrzelą cię Indianie. Najgorsze jest to, że niewinna z pozoru zabawa w Indian, w życiu społecznym jest po prostu realnością.

Kim byłby człowiek mądry dzisiaj? Strasznie trudne pytanie, albowiem nie wiadomo, czy człowiek mądry kiedykolwiek żył na tej planecie.

Jeśli masz coś do powiedzenia, to najpierw wypożycz książkę z biblioteki, a potem zapomnij, że miałeś cokolwiek do powiedzenia. Na pewno szybko zostaniesz profesorem.

Te wszystkie, nieudolne próby, aby czemuś sprostać, aby do czegoś dorosnąć, są w gruncie rzeczy przerażające.

Nie wiem, czy ktokolwiek obecnie w Polsce zna tak dobrze i dogłębnie naturę języka, jak Marian Stala. Nie dość, że przeczytał wszystko, to jeszcze ze zrozumieniem.
Najlepszym jest Marian Stala czytelnikiem poezji, a do tego trzeba mieć wyjątkowo czułe i wytrawne, trzecie oko.

Najgorszymi czytelnikami poezji bywają inni poeci i Broń Boże, aby jeszcze o poezji pisali.

Obserwuję obecnie terror profesjonalizmu, który idzie od jakiegoś czasu z terrorem ego.
Dawniej ludzie byli po prostu utalentowani, kochani za swoją spontaniczność, nie musieli się prawie niczego uczyć, dzisiaj każdy katuje się nauką, pracą, szkoleniami w efekcie czego ginie coś tak naturalnego i dobrego jak talent.

Czy odpowiada mi rola Eksperta Cogito, czyli pacjenta napierdalającego non stop o swoich epizodach psychotycznych? Cóż, podobno mam schizofrenię i wyżej dupy pewnie już nie podskoczę w innych obszarach, ale coś, coś we mnie rwie, domaga się, rośnie…

Kiedy rozmawiam z Marianem Stalą, odbijam się w nim bardzo niekorzystnie, jak z przeproszeniem, jakiś chuj. No, ten Pan, może i doskonały jest w czytaniu, ale to pozbawiony całkowicie empatii autystyk.

Właściwie zdecydowana większość akademików to wyzbyci elementarnej nawet empatii autystycy. Szczerze? Spaliłbym ich te wszystkie budki przydrożne, żeby się wreszcie nauczyli żyć jak ludzie i czuć jak ludzie. I właśnie owym, tym emocjonalnym kretynom, podoba się moja poezja. Czy to dobrze świadczy o moich wierszach? 

Tym durniom w budkach przydrożnych zależy tylko na najebaniu jak największej ilości publikacji. A już chuj, że nikomu to po prostu niepotrzebne, oni muszą czuć się potężni, buce.

Jakby mnie pozbawili tytułu naukowego za te moje wygibasy tutaj, to nie miałbym strzelby, aby strzelać do Indian. Indianie by mnie zabili.

Jeżeli się o coś bałem najbardziej, to zawsze był to mój własny tyłek. Tym tyłkiem, myślałem, zbawię świat.

Są ludzie dobrzy, ludzie źli oraz ludzie pierdolnięci. Ta trzecia grupa nigdy nie wie o co jej chodzi, ale to ona posuwa ten świat do przodu.

Będąc artystą totalnym i genialnym, wszystko mam na niby. Rodzinę mam na niby, Przyjaciół mam na niby, nawet siebie mam na niby. Tylko to gówno, które tutaj uprawiam, jest niby nie na niby.

Wszystko wybrzydzam, na wszystko patrzę z pogardą, a sam nie umiem nic.

Zwis Cię bracie załatwił, Zwis Cię załatwił na cacy, wykastrowali Cię bracie ze wszystkiego, te skurwysyny.

A o co kobietom chodzi? To chyba dość proste. O kłamanie i sianie zamętu.

Po co kobiety sieją kłamstwo i zamęt? Po to, aby kłamstwo i zamęt były podtrzymywane przez kolejne pokolenia, generalnie uwielbiają kobitki robić zadymę.

Tak mało wiem o świecie, innych ludziach, rzeczywistości. Siedzę całe życie na dupie w czterech ścianach mało atrakcyjnego mieszkania. Nigdzie nie byłem, nic nie widziałem, niczego nie doświadczyłem, a się wymądrzam, tkając jakiś koszmar.

Moja świadomość tka jedno marzenie od czterech lat: nawalić się i zapomnieć.

„Jak bardzo możesz skurwić się, by zmienić swą piosenkę?” Frazę tę wyrecytuj odpowiednio: zdolności adaptacyjne człowieka niemal każdego są ogromne oraz nieskończone… Wyjątkiem są prawdziwi wariaci i prawdziwe talenty.

Piętniewicz jest większy niż Mickiewicz.

Prowokować intelektualną taniochą też trzeba umieć. Większość prowokatorów to niestety nie tyle szlachetni handlarze badziewia, ale zwykłe prostaki.

Nabrałem takiego wstrętu do bab, że gdyby nie to, iż jestem heteroseksualny, nieuchronnie przeistoczyłbym się w pedryla. Żadna z tych otaczających mnie kurew nie okazała mi serca.

Albo to ja jestem kamikadze, albo dzisiejszy świat każdą błahostkę, czy potknięcie, stara się traktować w białych rękawiczkach, by Broń Boże, nie umorusać się pierdnięciem, gorszym chyba aniżeli publiczna szubienica, która przynajmniej przyciąga gapiów.

Nienawidzę pucowania się tych wszystkich pożal się Boże gryzipiórków, mylnie zwanych pisarzami. Powiedzcie w końcu prawdę, jak Was życie boli, a jak Was nie boli to wypierdalać z tego interesu, bo nie jesteście, wy kurwy sprzedajne, wiarygodne. Kury wam szczać prowadzać, a nie literaturę robić.

Głaskanie po nieistniejących cipkach i fiutkach: oto stan obecnej literatury. Całujcie mnie wszyscy w zad, ja idę na spacer.

Kolegą jesteś w grodzie Kraka, dopóki nie poprosisz swojego kolegi o przysługę. Gdy o nią poprosisz, przestajesz być kolegą, stajesz się kimś niewygodnym.

Dzisiaj za byle gówno forsę biorą poprawni politycznie urzędnicy od literatury. Prawdziwi literaci śpią zarzygani i bezdomni po dworcach i parkach.

Literatura produkuje obecnie w zdecydowanym nadmiarze grzecznych pisarzy. Grzeszni pisarze przeważnie leczą się na głowę, aby z powrotem nabyć dobrych manier.





 


sobota, 29 lipca 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 21

 Jednocześnie obecnemu światu wypowiadam wojnę i w tym samym momencie wywieszam białą flagę, to trochę bez sensu…

Człowiek normalny, który najczęściej cierpi z powodu choroby psychicznej, musi mniej lub bardziej udolnie naśladować świat umownie zwanych zdrowymi psychicznie, którzy najczęściej są poważnie pieprznięci.

Po drugim epizodzie psychotycznym, jedyną moją radością, był codzienny, poranny płacz. Aktualnie nie czuję zupełnie nic i z wytęsknieniem wypatruję śmierci.

Dlaczego przestrzegam skrupulatnie tego, co nazwałem Prawami Paruzji? To jest tak, jak nie umiesz rysować albo śpiewać i ciągle bawisz się w malarza albo śpiewaka. Tak i ja, nie umiejąc, nadaję sztucznie jakąś strukturę temu chaosowi, który stale mnie nawiedza.

Życie w obecnym społeczeństwie, w którym ludzie albo zgrywają ważniaków, albo są po prostu nieszczerzy, jest kompletnie bez sensu, po co?
 
Nie mogę wyjść ze zdumienia, że wiece polityczne mają tylu słuchaczy oraz widzów.  Nie ma tutaj zupełnie czego słuchać ani oglądać. Mowa trawa, kretyńskie hasła, puste androny, co to w ogóle za korzyść w czymś tak beznadziejnie głupim brać udział?

Chciałem w końcu coś poczuć, dlatego dzisiaj zgasiłem papierosa przypalając dłoń niedopałkiem.

Beznadziejny, pijany marsz przez życie poety, powinien wzbudzić przynajmniej wzruszenie; tymczasem dla zdecydowanej większości jest on zupełnie obojętny.

Wielu już się śmiertelnie obraziło, ale nikt na to nie zwrócił najmniejszej uwagi, więc ci obrażeni zaczęli po prostu regularnie pić, aby zwrócić na siebie uwagę.

Porozmawiać z kimś szczerze… Właśnie to robię – z Tobą, bracie, szczerze rozmawiam.

Między słowem a czynem przeważnie zieje przepaść. Przy czym słowo użyte na terapii jest jakby czynem, albowiem pozbawione jest ciężaru semantycznego, nie niesie żadnej semantyki – jak lekarstwo może cokolwiek znaczyć prócz tego, że jest użyteczne, pomaga?

Dlaczego nigdy nie interesowała mnie polityka? Albowiem uważam, że świat władzy nie jest światem mądrości, jest nawet jej zaprzeczeniem. Wysuwam z tego sylogizm: świat nigdy nie był mądry.

Rozmawiałem dzisiaj z Marianem Stalą o moich Wyimkach. On się na Tobie nie poznał Misiulka, są tacy, co się na Tobie nie poznali. Babuszka i tak wie, że jesteś genialny.

W tych Wyimkach prowadzę grę ze sobą, ze światem, ze środowiskiem literackim, z kobietami, a przede wszystkim z Marianem Stalą, grę, która po prawdzie mało kogo obchodzi.

Jeśli ktoś spędza mi sen z powiek, jest to właśnie Marian Stala.

Dzisiaj zobaczyłem jakiś paproch kurzu w kącie pokoju, od razu podniosłem i wyrzuciłem do kosza. Prawdopodobnie tym paprochem był Marian Stala.

Prawdziwa potęga, którą znam osobiście, ale o której nic nie wiem, jest dr Michał Piętniewicz.

Nie wiem dlaczego, ale największy szacunek i sympatię z tej całej gromady, czuję do Mariana Stali.

To pewnie zbyt proste, co powiem: Stala, stawiając wyżej moją poezję nad prozę, przyznaje większe znaczenie furii mojej nieświadomości oraz podświadomości, miast pozornemu, racjonalnemu porządkowaniu jakichkolwiek zjawisk. Stala może mieć rację.

Przeczytałem u Horney opis narcyza, który może mieć w życiu epizody psychotyczne (ja miałem), i ten opis dokładnie do mnie pasuje. Sęk w tym, że narcyzm można zarzucić prawie wszystkim samcom, albowiem większość samców swoją pracę traktuje śmiertelnie poważnie, o wiele poważniej zapewne, aniżeli partnerki życiowe, które bywają jedynie rodzajem flary, zasłony dymnej, parawanu.

Zapewne przy bliższym poznaniu mogę zyskiwać, widzę po ludziach wokół mnie. Na odległość raczej mogę budzić niechęć, może zmieszaną z podziwem… Mariana Stalę interesują jedynie jednak produkty mojej niezrównoważonej świadomości, uzyskujące w tym samym momencie efekt krystalizacji, właściwy dla wielkiej poezji.

Żurakowskiemu wyszło jedno w życiu: pogrzeb, który miał naprawdę piękny.

Gdybym cokolwiek w życiu wymiernego osiągnął, to nie pucowałbym się tutaj przed Wami sztucznie, jak jakiś pożałowania godny, nędzny frustrat. A tak, wybaczcie, będę napierdalał tak długo, aż nie sięgnę galaktyki, zapewne galaktyki głupoty.

Czytam różne opisy osobowości u Karen Horney i okazuje się, że człowiek to tak naprawdę chodzący worek gówna… Alkohol powoduje niejakie rozwolnienie uczuć, stąd większość porządnych i uczciwych ludzi to alkoholicy.

Muszę dociec o co mi chodzi… Czy docenienie w postaci Nagrody Nobla usatysfakcjonowałoby mnie? Nie, bo źle się czuję po prostu na wszelkich salonach jajogłowych nadmiernie, snobistycznych typków. Dążę de facto do jednego tylko celu: druku w gazetce Vis a Vis, co zapewne spowoduje we mnie okrzyk radości pawiana.

A czy tym samym sam przed sobą nie wybielam się idiotycznie, gardząc Noblem i wybierając jakąś kuriozalną gazetkę, która nikogo nie obchodzi, poza paroma dziwakami? Na ile chcę być w porządku sam ze sobą, a na ile z własną furią, która prowadzi mnie ku przepaści?

Jedyne, co można o mnie powiedzieć, to to, że nie jestem pozerem. Jestem w obyciu niesłychanie prostolinijny, nie cierpię konfliktów między ludźmi, jeśli konflikt to w sobie.

Czy celowałem w kogoś konkretnego w moich Wyimkach? Zawsze była to bliżej nieokreślona mgła, co do której nie miałem pojęcia, że ktoś, ktoś w tej mgle stoi i boleśnie obrywa.

Człowiek, który zamieszkuje niszę, może tę niszę uświęcać jakoś i nadawać jej rangę uniwersum. Ale tak zawsze było. Literaci, pisarze, filozofowie, intelektualiści to, przepraszam, nie wędrowni kaznodzieje.

Jeśli weryfikacją naszych poczynań i tzw. owocami, miałyby być chodzące za nami tłumy, rzesze fanów, followersów, to weź Pan, Panie, przykład Hitlera, nie miał? Cały naród go popierał i co, fajny gość był?

To oczywista demagogia i zakamuflowana zawiść, że mnie nie udało się osiągnąć popularności ani sukcesu. Ale z drugiej strony wielu przede mną umierało w nędzy, poniżeniu, poważnych chorobach… Ja w sumie to mam dość rajskie życie, choć przyznam, że życie to jednocześnie boli.

Stoję w tych Wyimkach przed lustrem i nie widzę własnej twarzy, bo własną twarz mam w dupie. Może na tym polega prawdziwy i naprawdę okrutny narcyzm?

Iluż jest ludzi poczciwych i naiwnych, a przy tym pozbawionych talentu? Ale iluż w tym samym momencie, jest ludzi dobrych, owym talentem obdarzonych.

Myślę, że otrzymałem jednoczesną karę i nagrodę za mój stosunek do rzeczywistości.
Sęk w tym, że był i jest to stosunek wyłącznie intuicyjny. Niczego de facto nie werbalizuję, niczego nie nazywam, niczego nie porządkuję, nie układam w zgrabne definicje, nikomu de facto i niczym się nie przysłużyłem. Na ludzi jestem jednocześnie otwarty i zamknięty, prawdopodobnie dlatego, że za dużo o nich wiem i dość mnie już zdążyli wkurwić.

Mam jęzor brązowy od kawy i papierosów, duszę czarną od nikotyny, emocji tyle, co nic, empatii jeszcze mniej. Ego rozdęte do granic. Jak bardzo nieciekawym można się stać w przeciągu życia?












 


wtorek, 18 lipca 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 20

Cóż to znaczyłoby być szczęśliwym? Być może być szczęśliwym znaczyłoby utrzymać się na powierzchni.

Im kto mocniejszy i tęższy, tym bardziej musi cicho siedzieć, żeby dać poczucie bezpieczeństwa słabszym.

Kobiety mają do powiedzenia mniej więcej tyle samo… Jednak wykonam gest autoagresji. Uduszę siebie a nie je.

Nie wiem, czy to świat jest schizofreniczny, czy to ja mam schizofrenię.

Czym jest przyjaźń? Ryzykiem.

Bożenka chce zobaczyć we mnie człowieka, ale ja nie jestem człowiekiem. Jestem tekstem i słuchem, wcieloną pustką.

Czy są ludzie, których nie da się zranić słowem? Takich nie ma, ale są tacy, którzy zręcznie omijają rafy i tych umownie zwiemy świadomymi .

Większość mówi wyuczonym językiem relacji albo publicznej debaty, który jest żaden de facto, bo służy przetrwaniu w tym społecznym szambie totalnej paranoi. Można się tego języka nauczyć, ale nic z tego de facto nie wynika, prócz pieniędzy.

Chorobę psychiczną winno zwać się zdrową oraz inteligentną reakcją na to, co jest.

Dogłębna znajomość człowieka wyklucza wszelkie zawodowstwo i wszelką specjalizację, która fiksuje na bardzo wąskim odcinku rzeczywistości, powodując najczęściej u danego „znawcy” urojoną wyższość nad tzw. pospólstwem.

Na razie mocuję się ze światem, który z nas bardziej zwariował i komu zostanie przyznany olimpijski laur bezdennej głupoty. Staram się tego lauru nie otrzymać, dlatego z dużą ostrożnością i flegmą pozwalam.

Postmodernizm to intelektualnie wyrafinowana, ale jednocześnie jałowa i pusta zabawa, nie mająca zbyt wiele wspólnego z życiem. Takie refleksje naszły mnie po lekturze „Anatomii ciekawości” Michała Pawła Markowskiego.

Szustak nie jest żadnym feministą. Jest cwaniakiem. Jak zresztą każdy feminista, tak naprawdę pseudo feminista, prócz homosiów, którzy naprawdę kochają nie tyle kobiety, co kobiecość.
Nazwijcie mnie chrześcijańskim postmodernistą, a ja się zgodzę. Bezgraniczne umiłowanie prawdy, jak i nieustające, cyniczne drwienie z niej, są mi jednakowo obce.

Czy jest możliwe znalezienie prawdy o sobie? Tak, ale obawiam się, że jedynie  w kontrze do kogoś, czy czegoś, co jest tyleż żarliwe, co błędne.

Prawdopodobnie nikt nie chce ze mną gadać, bo jestem postrzegany jako totalny wariat, a do tego abnegat, który nie pójdzie na żaden kompromis z nikim: czy jest to klecha czy czerwony. Dlatego jestem tym, kim jestem – samotnym rozbitkiem na bezludnej wyspie.

Im dłużej służę Kościołowi, tym większą mam ochotę z Kościoła odejść, bo widzę coraz wyraźniej, jaka to niestrawna marmolada, a do tego, przepraszam, pożal się Boże, bujda z chrzanem.

Trzeba niestety monstrualnej głupoty, żeby wierzyć w życie po śmierci.

Oczywistością jest, że przeróżne siły działają w świecie, ale księża katoliccy zaraz ci powiedzą, że to pogańskie wymysły i tylko bliżej nieznany oraz nieokreślony Pan Bóg działa tam i ówdzie.  

Z czym kojarzy mi się katolicyzm? Z linijką, która uderza w zbyt samodzielne dłonie.

Kościół ufundował całe to bagno na Jedynym, świętym i uczciwym człowieku, który żył kiedyś na ziemi. Okropność. Rzygać się chce.

Jeśli nie masz innych możliwości bracie, a masz ich niestety coraz mniej, po prostu pokaż fucka, bądź spokojnie się oddal.

Uwierzyłbym tylko zakonnikowi, który rzuciłby się na mnie, aby mnie rozszarpać. Przeważnie jednak owe gry zakonne służą uzyskaniu przewagi, walą mnie wszelkie strategie, chodź się napierdalać.

Moje Wyimkowe szaleństwo ma rzecz jasna cudzysłów. Szaleństwo bez cudzysłowu jest niestety chorobą, której rzeczywiście można wystraszyć się nie na żarty.

Kto jeszcze czyta wypierdziane recenzje starych tetryków? Tylko ja czynię to z lubością, samemu jednak ów proceder recenzencki porzuciwszy, uznawszy go po prostu za ciekawą i w dalszym ciągu potrzebną dla kolekcjonerów skamielinę.

Szustaka kochają głównie kobitki, które same nie wiedzą za co go kochają, ale jest to miłość drapieżna, zaborcza i nie znosząca sprzeciwu. Boję się jej.

Właściwie, jeśli kto chce się szczęśliwie i wygodnie wymościć w życiu, powinien zostać relatywistą. Nie ma chyba innej drogi do względnie świętego spokoju, aniżeli po prostu mieć wszystko w dupie.

Ludzie, którym prawda leży na sercu, są nagminnie posądzani o brak luzu i poczucia humoru.
A czy nie pomyśleliście, że wkurzać ich może po prostu elementarny brak logiki, który narusza również ład i ich świata, a tym samym ich święty spokój, podczas którego mogliby oddać się rozważaniom?

Dusza moja została powieszona na rzeźnickim haku. Rezultatem owego zwisania są właśnie owe formy połamane, które skapują wolno na brudny stół.

Uznaję istnienie Boga nade mną oraz przestrzegam świętych i niezmiennych praw Paruzji.
Gdybym ich nie przestrzegał, zostałbym skopany. Kiedy Bóg zdecyduje, ja Jemu się oddam, niczego na własną rękę nie będę przedsiębrał, to wielka nieodpowiedzialność byłaby.

Bardzo nie lubię pisać tradycyjnych tekstów, po chuj to teraz komu… Czytać jeszcze czytam tego typu rzeczy, w sumie z braku laku, ale mało co mnie obecnie przewierca.

Najczęstszą strategią bojącego się, jest kąsanie i atak. Jestem tym znudzony i zmęczony. Nie mogę gładzić każdej, łaknącej pogłaskania sierści, umarłbym bowiem z wycieńczenia.

Gdzie bije źródło artystycznego talentu? Owo źródło bije oczywiście w jajach. Niestety, ludzie owymi obdarzeni i artystycznie uzdolnieni, bywają często w mniejszym stopniu obdarzeni rozumem i zdrowym rozsądkiem; układ odwrotny zaś bywa całkowicie nagminny: ludzie rozumni często nie mają pojęcia o co ludziom utalentowanym chodzi.

Dla ludzi jednocześnie rozumnych oraz utalentowanych nie ma miejsca w tym świecie.
Błąkają się oni od knajpy do knajpy, próbując szukać nie tyle zrozumienia, co zapomnienia o beznadziejności i nierozstrzygalności sytuacji, w której z jakiegoś powodu się znaleźli.

Ktoś w końcu powinien głośno powiedzieć, iż żarty Bronisława Maja oraz środowiska z nim zaprzyjaźnionego, są już mocno zwietrzałe, co nie wyklucza zresztą autentycznego poczucia humoru owego poety.

A z czego śmieją się ludzie dzisiejsi? Ludzie dzisiejsi nie śmieją się z niczego, co najwyżej uśmiechają się kąśliwie. Poczucie humoru to zabytek pięknej przeszłości.

Bywam częstym gościem, mieniącej się kabaretową, kawiarni Vis a Vis, zwanej Zwisem. Ale powiem Ci bracie, że więcej lekkości i wesołości znajdziesz na pogrzebach, aniżeli w ciężkim jak ołów Zwisie, w którym po minach bywalców można sądzić, iż marzą oni nieustannie o odłączeniu od Zwisowego krzesła i połączeniu z trumną, aby ich męki dobiegły końca.









 



sobota, 8 lipca 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 19

 Trąbi się wciąż i bez sensu, że życie to dar. Skoro dar, to czemu muszę nieustannie płacić za to, że żyję? Pal licho sens metafizyczny, że płacę za „dar” życia chorobami, a w efekcie muszę to życie zwrócić z powrotem do nicości, ale sytuacji nie umila również to, że ciągle muszę płacić forsę za de facto wszystko, gdzie się nie ruszysz, musisz coś wydać. Najbezpieczniejsi i najbogatsi są chyba ci, którzy nic nie mają, ale tych jest zdecydowanie mniej.

Niektórzy, nie do końca rozumiejący, co piszę, mogą mi postawić zarzut, że stawiam się wyżej nad samego Boga czy Mesjasza. Odpowiem im, że w myśleniu mitopoetyckim wszystko jest możliwe, a tylko o takie w gruncie rzeczy mi chodzi.

W niedzielę, u Augustianów, widziałem samego Boga. Jego twarz była mądra i nieprzenikniona, z pokorą przyjął Komunię św.

Jeśli mnie kto zapyta o genialnego artystę słowa, wskażę rzecz jasna na siebie.

Ludzi nie tyle obchodzi prawda, czy autentyczność, co sensacja, skandal, generalnie coś negatywnego. Ciekawe, że właściwą odpowiedzią na mordęgę życia, miałoby być jakieś głębokie szambo.

Świat głębokich wartości jest obecnie schowany w najgłębszej niszy, do której nie wpada żadne światło.

Byłem i jestem przez ludzi wszelakich bardzo silnie atakowany i gnębiony, jakby przeczuwali moje anielstwo i że kiedyś na nich spadnie mój karzący miecz.

Nieprawdopodobnie się męczę. Rękę podają mi jedynie w ten czy inny sposób walnięci albo również potężnie pogruchotani przez los.

Ludzie przeważnie nie kumają o co mi chodzi, uważają, że się wywyższam albo gram w ciula. A ja jestem znużony swoją chorobą i nie mam siły na ten chleb powszedni dla wszystkich, czyli powszechne udawanie, gra w palanta, gra w ciula, która jest wszechobecna, włączając w to wszystkie terapie, wizyty u lekarzy, itp.

Podobno pacjent uzdrowiony to taki, który wyjątkowo posmakował w grze w ciula, a mnie się zwyczajnie chce rzygać.

Nieodmienną częścią mojej strategii kroczenia przez ten bardzo niebezpieczny bajzel, była asekuracja, ale chciałbym kiedyś chodzić po mojej wariackiej linie bez żadnych zabezpieczeń.

Świat to bracie wielkie oszustwo, arena cieni, najrozsądniej byłoby wymiksować się z tego interesu

Ten, który uczciwie zadaje sobie pytanie, po co żyje, nie powinien w ogóle do tego świata należeć, bo go zeżreją.

Środowisko krakowskie stosuje nagminnie strategię zaczepno obronną, że skoro już nie mogą pomóc, to przynajmniej nie będą przeszkadzać. Stąd wielu czuje się jak porzucone truchła na pustyni.

Jeśli masz w sercu taniec, zatańcz z Jezusem.

Rzeczywistość, cóż to jest? Nic ciekawego to nie jest. Turniej domniemanych przewag, żałosne zapasy rozwścieczonych liliputów.

Jeszcze nigdy podziemna wściekłość w ludziach nie była tak wielka jak dzisiaj. Stąd tyle zewsząd pozornego „dobra”, uśmiechów, uścisków oraz innych głupot maskujących nędzę rzeczywistych motywacji.

Co widzę codziennie? Ten sam jarmark próżności. W sumie to nikt nie jest godzien dziś zaufania, nawet sprzedawcy na targu, bo są przeważnie prymitywni.

Diogenes szukał po zmroku człowieka i go nie znalazł. Każdy uczciwie myślący człowiek jest takim Diogenesem, którego u kresu swych poszukiwań spotka to samo utrapienie i rozczarowanie.

Po co właściwie żyjemy? Być może rację ma mój dziadek, iż żyjemy po to, aby nawiedzać cmentarze i chodzić na pogrzeby tych, od których świat już nie może zażądać zapłaty.

Właściwie to powinienem być na wszystkich obrażony, ale jednak dzwonię, piszę, ganiam, spotykam się i rzecz jasna niczego prawie nie otrzymuję w zamian. To naprawianie świata jest totalnie bez sensu, ale z drugiej strony podtrzymuje przy życiu, które marne, bo marne, ale jest.

Im bardziej i silniej jestem zaszyty w mojej dziupli, tym większą widzę przepaść między tym, co w mojej dziupli się wytwarza, a resztą świata, którego maszyny intelektualne jakby stoją ciągle w miejscu. I choć prawie nikt mnie nie lubi, obawiam się, że to właśnie moja dziupla przetrwa każdą, pierdoloną zawieruchę.

Zamiast dawać po mordzie, piszę te Wyimki. A powinienem robić jedno i drugie.

Wyrzuciłem jakiegoś chuja za burtę mojego statku, który w ogóle mi nie szkodził i był w sumie sympatyczny, ale trudno, trzeba pogodzić się, że już go nie ma.

Jeśli zwariować i umrzeć, to tylko wśród grafomanów. Mają oni najpiękniejsze, najbardziej niewinne i najczystsze serca, nieskażone talentem, który zawsze pochodzi od diabła.

Muszę udawać idiotę, żeby przetrwać, to niezwykle bolesne, czasem odnoszę wrażenie, że wyzwoleniem byłaby zgrabnie zawiązana pętelka.

Naukowcy to przeważnie pożyteczni, ale niezbyt inteligentni ludzie. Poeci to naukowcy niespełnieni, jeszcze głupsi niż ci pierwsi, ale będący na ich smyczy. Tylko bezdomni i bezpańscy, mają cokolwiek ciekawego i odświeżającego do powiedzenia o rzeczywistości. Ich pszczeli ród jednak ginie w brudnych piwnicach, nieogrzewanych mieszkaniach i podłych spelunach.

Pójście na kompromis z tzw. rzeczywistością, jest zwycięstwem niepokornego. Sęk bracie w tym, że idziesz na kompromis z czymś mało w sumie ciekawym i pociągającym.

Te Wyimki czerpią ze świata o tyle, że są wobec niego w totalnej opozycji.

Gdyby ludzie byli między sobą szczerzy, a nie zawracali głowy ciągłym, jałowym pierdoleniem o kulturze spotkania, potrzebie dialogu i temu podobnych chujostwach, świat byłby terenem łatwiejszym do życia.

Zastanawiam się właściwie, czemu nie nauczyłem się pisać w sposób naukowy. Prawdopodobnie byłem na to zbyt gnuśny i leniwy.

Kim jest tzw. profesjonalista? To albo totalny, ale inteligentny cynik albo totalny głupiec, oddający się szczerze i z pasją swojej pracy, wierzący jeszcze w coś tak absurdalnego jak powołanie.

W każdej strukturze bracie znajdziesz siostrę Rachel, która nie znosi wyjścia poza konwenans gwarantujący jej władzę i poczucie bezpieczeństwa. Smutny los tych samotnych straceńców, którzy przeciwko temu potulnemu dyktatowi próbują się buntować, forsując swoją opowieść.

Gdybym władał takim językiem, który w sposób mniej prostacki, aniżeli ten, który czynię, rozpierdolił to, co jest, nie byłbym tu, gdzie jestem, a nie ma mnie nigdzie.

W tych Wyimkach mam w dupie wszelkie niezłomne i niezmienne prawa życia, dlatego jestem w nich niepełny i nieprawdziwy.

Odniosłem już zbyt wiele ran na tej wojnie, żeby móc swobodnie maszerować i podśpiewywać swoją piosenkę.

Po prawdzie chciałbym już umrzeć i mieć z tym cyrkiem święty spokój. Po śmierci zacznie się zapewne solidne a solenne biurokratyzowanie mojego trupa. Jak mnie kto wtedy przywróci do życia, to go zabiję.







czwartek, 6 lipca 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 18

Unieśmiertelniamy się. Rzeczywistość obiektywna i empiryczna pomału staje się nędznym cieniem rzeczywistości wirtualnej.


Pomimo drastycznych zmian w świecie, nic w gruncie rzeczy nie zmieniło się.

Boguś ma rację, że ten świat należy do boga piekielnego, chyba że CDA jest piekielną platformą filmową, bo widziałem już drugi film z rzędu, z piekła rodem, na tej platformie, pt. „Wróg doskonały”, który w sposób doskonały ryje beret.

Nowina Chrystusa była tylko dobra, moja jest prawdziwa…

Ci, którzy do perfekcji opanowali swój zawód, w ogóle mi nie imponują, to raczej w pozornych niedojdach i niezdarach widziałbym nadzieję na autentyczną przemianę tego świata.

Wszyscy walczący o prawdę to wariaci, ale bez nich świat stałby w miejscu. Kilku mądralom i palantom jednocześnie zależy na tym, żeby to wszystko stało nieruchomo.

Będę głosował na PIS, bo to partia łagodna i rozsądna, zafiksowana nieco na własnym ogródku, ale z drugiej strony każdy, nawet najbardziej pojebany, może dzisiaj swobodnie się wypowiedzieć i nikt go za to do pierdla nie wsadza. Zupełnie nie rozumiem o co tym maszerującym i wrzeszczącym rozmaite kretynizmy i brednie ludziom chodzi.

Jedynym moim marzeniem jest, aby rozmaici, odpowiedzialni za kształt mojego życia decydenci, dali mi święty spokój. Niestety, marzenie to, jest de facto niemożliwe do realizacji, gdyż zawsze będziesz musiał bracie płacić daninę kilku kretynom i kretynkom, którzy zawsze będą wiedzieli lepiej niż ty, co jest dla ciebie dobre.

Największe zaufanie mam mimo wszystko do zakonników. Wybrali drogę niemożliwą, absurdalną, ale przez to najciekawszą.

Każdy zawód nakłada przeróżne ograniczenia, których nieuchronnym skutkiem jest mowa – trawa. Intelektualista powinien być w pewnym sensie bezdomny.

Polacy to zły, głupi i gnuśny naród, zafiksowany wyłącznie na tym ,co negatywne. Nigdy im nie dogodzisz. Choćby garniec złota dostali od Kaczyńskiego, narzekać będą, że to Judaszowe srebrniki splamione krwią niewinnych dzieci.

Zdecydowana większość ludzi obecnie nie chce świętego spokoju, ale zadymy, dlatego PIS przegra te wybory.

Kiedy do władzy dojdzie kompania tych wariatów z drugiej strony, doznamy niesłychanego wręcz, biurokratycznego ucisku. Wbrew pozorom, największymi luzakami byli i będą ludzie o usposobieniu konserwatywnym. Ludzi lewicowych denerwuje byle przecinek postawiony nie w tym miejscu, co trzeba albo plamka na podeszwie od buta. Albowiem lewica to niestety kobieta, diabelnie dożarta a przy tym nieprzewidywalna i nieobliczalna.

Zamiast cieszyć się tym, że żyją, lub tym, że jeszcze żyją, albowiem w każdej chwili można wyjechać z tego łez padołu, ludzie wychodzą na ulicę i drą mordy, nie wiadomo po co i dlaczego…

Jedyną wiarygodną motywacją w ludziach pysznych jest chęć udowodnienia swojej przewagi.
Stąd to darcie mordy na ulicach miast, normalny i mądry człowiek wydziera się inaczej, jak już musi.

PIS jest partią schowaną, schowaną przed przemocą narodu, który nienawidzi tej partii, nienawidzi normalności tym samym i dobra, spokoju i wyrozumiałości.

Dzisiaj zrozumiałem, dlaczego i ja i moje środowisko, jesteśmy tak skrajnie niepopularni.

Czy konkretny, pojedynczy uczestnik dzisiejszego marszu, 4 czerwca, może mi wyjaśnić, jakiego konkretnie doznał ucisku i ciemiężenia od Jarosława Kaczyńskiego? To chore, ludzie myślą sloganami i hasłami, podszywają się najczęściej pod czyjąś horrendalną głupotę, która imituje coś przeciwstawnego, ludzie wolę imitacje od prawdy. Dlaczego? Bo prawda jest niezabawna najczęściej i mało efektowna.

Zaczynam poważnie rozważać emigrację z tego pierdolnika, ale jedynym chyba adekwatnym obecnie miejscem emigracji w obecnym świecie, wydają się jedynie zaświaty.

Świat jest różny, ludzie są rozmaici, ale w gruncie rzeczy nic istotnego z tego nie wynika. Jedyną, sensowną odpowiedzią na bezsens tego świata, jest bunt. Dlatego muszę powrócić do systematycznego zalewania dyni.

Byłbym poetą pewnie dalej, ale te wszystkie, cholerne baby, wyssały ze mnie niemal wszystko, co poetyckie.

Czy to w czym tkwię, a tkwię w totalnym gównie, jest oazą czy pustynią czy jednym i drugim jednocześnie? Odnoszę wrażenie, że zamieszkuję ten pierdolnik wraz innymi, ostatnimi ludźmi na ziemi. Reszta woli wyjść na ulicę i drzeć mordę.

Czy jestem wobec tego człowiekiem prawicy? Nie jestem. Nie jestem fanem prawicy, albowiem w większości to zakompleksieni przeciętniacy, ale ci drudzy zdecydowanie bardziej mnie wkurwiają, uważają się za „dobrych ludzi”, a to farbowane lisy.

Zafiksowanie się jedynie na jednym temacie, czy to religii, czy choroby psychicznej, jest czymś koszmarnym. Ufam tylko wszechstronnym amatorom. Obecnie jednak, żeby przetrwać i mieć zawód, trzeba być specjalistą, bardzo często od jakiegoś wąskiego wycinka… To tylko pozornie porządkuje rzeczywistość, tak naprawdę ją bałagani, bo nic nie widać w tym grzęzawisku przeróżnych specjalizacji. Przede wszystkim nie widać żywego człowieka, widać tylko jego wygibasy, żenujące wygibasy dodam.

Jestem w stanie rozmawiać z każdym, pojedynczy człowiek nigdy nie jest niczemu winien, nie są też winne żadne jego poglądy. Ale z władcami dusz już nie jestem tak chętny rozmawiać, żaden to prestiż rozmawiać z kimś, kto psuje krew całemu narodowi i robi to świadomie i z premedytacją. Z daleka mam alergię na Adama Michnika.

Kiedyś wyleciałem z roboty, kiedy wyraziłem mój duży dystans wobec osoby Adama Michnika – romantycznego totalitarysty.

Podobał mi się gest Michnika wobec Papieża, wyszła z niego stara, elegancka szkoła sekretarza Słonimskiego. Niestety swoją gazetę, która kiedyś była na o wiele wyższym poziomie, oddał w ręce ludzi mocno niedokształconych a silnie wojujących.

Nie jestem autorytetem w żadnej dziedzinie, dlatego właśnie mogę sobie swobodnie dryfować po różnych obszarach. Za moim osądem sytuacji, takim bądź owym, stoi wyłącznie intuicja, a tę, co tu dużo nie powiedzieć, miałem zawsze silnie rozwiniętą, co prawdopodobnie pozwoliło mi przetrwać rozmaite zawieruchy życiowe, choć rzecz jasna błędów po drodze było co niemiara.

Dla lewicowców zawsze byłem głupkiem, dla tych z prawicy niekoniecznie. Przy czym zaznaczam, temperament ten bądź tamten nie zależy od środowiska, partii politycznej, czy nawet poglądów. Można mieć poglądy prawicowe i być lewakiem w gruncie rzeczy, czyli za cenę swojego komfortu uprawiać międzyludzką przemoc i odwrotnie: można być lewakiem a widzieć rzeczy w sposób prawy. Rzadko kto potrafił jednak zobaczyć mnie możliwie szeroko.












sobota, 24 czerwca 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 17

 Czym jest psucie społecznego dialogu? Jest niczym innym jak naprawianiem skurwysyństwa.

Uczciwi intelektualnie ludzie znajdują się obecnie jedynie w szpitalach psychiatrycznych. Niepotrzebnie ich tam leczą, powinni móc swobodnie wyśpiewać swoją pieśń do końca.

Czy powrót do świata społecznego z psychiatryka jest zwycięstwem? Ale do czego tu kurwa wracać?

Nie ma nic przyjemniejszego aniżeli narażać się lewicy, prawicy oraz innym głupkom i dupkom tego świata.

Człowiek wielkoduszny powie, że gówno pachnie, człowiek szczery wypali, że strasznie śmierdzi, dlatego świat należy do afirmatorów za wszelką cenę.

Świat należy tylko do jednego typu ludzi: szlachetnych kamikadze. Reszta to w najlepszym wypadku szlachetni nudziarze.

Wadą tych Wyimków jest to, że czasem rykoszetem trafiam w niewinnych i sympatycznych, celując w winowajców.

Do was mówię, wy wszyscy, którzy upiększacie się, aby lepiej wyglądać przed sobą: walcie się!

Nikt prawie nie widzi i nie wie, ile ja widzę i ile ja wiem, gdyż ci, z którymi obcuję w zdecydowanej większości uważają się za mądrzejszych i lepiej widzących ode  mnie.

Wszystkie te zabiegi cosmeo, polegające na rzekomym byciu wyedukowanym oraz umiejętności używania języka konwencjonalnego, są w gruncie rzeczy iluzją, na którą nie godzą się ludzie przenikliwi i z tego powodu często cierpią.

Tyle się dzisiaj gada o uzdrawiającej mocy relacji. Gadanie puste, mowa – trawa – wejść w jakąś relację, znaczy otworzyć się szczerze na kogoś a nie dostosować się do kogoś… Dzisiaj przeważnie mamy do czynienia z drugim rodzajem strategii, stąd nonsens tego świata, wołający o pomstę do nieba.

Dostaje się w moich Wyimkach kobietom, nie wiem, słusznie, czy niesłusznie, wiem jedno: pragmatyzm oraz egoizm kobiet jest dość dobrze mi znany.

Kiedy zorientowałem się, że życie intelektualne w Polsce jest oparte na fałszu i warte tyle, co nic, zostałem całkowicie sam… Zaczął mnie niezmiernie irytować infantylny podziw dla mało atrakcyjnej ciuchci, na którą nawet intelektualne dzieci patrzą z niejakim politowaniem i pogardą.

Wszystkie, podejmowane przeze mnie terapie, zupełnie niczego mi nie dały, albowiem najbardziej lubię rozmawiać ze sobą… Ze sobą czyli z Bogiem? Na tzw. ludzkiej mądrości, szczodrej jak cholera, przejechałem się już do imentu.

Ktoś może mi powiedzieć: jak się Panu nie podoba, to się Pan wypisz z naszej grupy terapeutycznej zwanej Polską i światem… Ale dlaczego? Nie podoba mi się, ale chcę dalej uczęszczać na grupę… Dlaczego? Nie wiem.

Największą sztuką jest uczynienie języka konwencjonalnego takim, aby brzmiał, jak język indywidualny.

Moja schizofrenia polega na tym, że lepię z wielkim trudem, jeśli nie lepszy, to przynajmniej prawdziwszy świat, a dla niepoznaki, choć z jeszcze większym trudem, uczestniczę w teatrzyku świata zastanego i z niechęcią, ale jednak, wdziewam taki czy inny ciuszek, aby nie zostać rozpoznanym.

Poczucie bycia oszukanym czy zdradzonym to naturalna część każdej biografii artystycznej.
Nie ma sensu również mieć pretensji do Pana Boga, Pan Bóg to nie jest św. Mikołaj.

Dlaczego ludzie dziś tak bardzo zaufali publicznemu wizerunkowi: temu, co napisane, przeczytane, wygłoszone… Zacznijmy w końcu ze sobą rozmawiać jak ludzie, a nie nadymajmy się w naszych pseudo intelektualnych bańkach.

W pewnym wieku człowiek zauważa w jak bardzo przesranej sytuacji się znalazł. Mało komu udaje się z tego wyjść z klasą. Jedni kłamią, inni mówią prawdę. Obie te strategie zgoła niczego nie wnoszą. Pierwsza jedynie łagodzi ból, sztucznie go uśmierzając, druga go tylko zaostrza. Na aporetyczność wpisaną w życie, jedyną adekwatną odpowiedzią jest śmierć.

Afirmując świat, popadam jednocześnie w rozpacz. Bezwarunkowy zachwyt tą pustynią byłby zajęciem zgoła perwersyjnym. Dlatego wynaleziono m.in. alkohol – jeden ze skutecznych sposobów powiedzenia temu światu tak. Reszta albo się bawi albo udaje, że się bawi.

Odnoszę wrażenie, że obecny świat nie ma żadnych pasji ani zainteresowań poza chlaniem, ćpaniem i dupceniem.

Drodzy naukowcy, czyńcie dalej idiotyczne konferencje z jednakowo brzmiącymi referatami na nikomu niepotrzebne tematy, dzięki Wam wiem, gdzie mam się nie udawać.

Z konieczności muszę odrzucić wszelkie autorytety, a z czasem może i wszelkie przyjaźnie, pielgrzymować będę bowiem całkowicie sam.
Utalentowani artyści mają przeważnie bardzo dobre serca, ale często są naburmuszeni i pyszałkowaci. To urocze w sumie, choć męczące.

Warunek dobrego funkcjonowania jest jeden: poczucie humoru w stosunku do samego siebie i świata, który jest tak głupi, że tylko ludzie głupi biorą go na poważnie. Stąd nikt prawie nie funkcjonuje właściwie w tej krainie.

Obejrzałem „Funny games” i przestraszyłem się. Nie tyle tej dwójki pojebów, co siebie się przestraszyłem. Jakoś moja potworność w nich się odbiła. Czyste zło to jednocześnie czysta inteligencja, jakkolwiek naiwnie to może zabrzmi. Ludzie mają to do siebie, że lubią być prawi, dobrzy, mądrzy, piękni, ale to być może niewiele ma wspólnego z ich właściwą naturą.
Właściwie to szminka trzyma ten świat w ryzach, a nie jej brak, zabiegi upiększania siebie, narcyzm wrodzony, Neronowa próżność i łaknienie braw trzyma ten świat jeszcze w jako takiej kupie.

Czymże jest prawdziwy talent? Trudno powiedzieć, bo ów, gdy zostanie rozpoznany, rychło staje się dobrem publicznym, a wtedy przestaje być prawdziwy.

Kimże jest prawdziwy człowiek? To niebywale zmęczony życiem nieudacznik albo alkoholik.

Czymże byłby świat po zdjęciu masek? Areną rozwścieczonych zwierząt.

Na tym przedziwnym okręcie, zwanym życiem, stale coś komuś nie wychodzi, choć to przeważnie sprawa bardzo wstydliwa, o której można powiedzieć komuś, kto nam nie zagraża, za zamkniętymi drzwiami kajuty.

Robić coś stale wbrew sobie to znaczy nic innego jak żyć. Natury proste a piękne, przeważnie idą za głosem serca.

Mama moja jest dla mnie zagadką, ale bardzo ją kocham.

Zdrada jest normalną częścią życia, nie ma co się oburzać, że przez tych lub owych, zostaliśmy zrobieni w ciula.

Ludzie są zbyt przywiązani do swojego ego, żeby dostrzec prawdę – wolą widzieć samych siebie, prawda ich guzik obchodzi.

Czas szlachetnych humanistów – nudziarzy, minął bezpowrotnie, teraz liczy się umiejętność celnego komuś przypierdzielenia.

Wskutek zdecydowanie obecnie nadmiarowej oferty świata intelektualnego i jednoczesnego ujednolicenia oraz totalnego zróżnicowania naszych percepcji, jedyną sensowną a zarazem możliwą rzeczą wydaje się pilnowanie swojego ogródka. Sęk w tym, że każdy ma o swoim ogródku mniemanie najwyższe i każdy ogródek w tym świecie ogródkami zapełnionymi jest jedyny, wyjątkowy oraz najpiękniejszy. W efekcie prawie niczego nie widać.














niedziela, 18 czerwca 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 16

Pisząc te Wyimki, popełniam rozłożone w czasie samobójstwo.

 Publikując je, narażam się na ukrzyżowanie.

 Być może przyczyna moich permanentnych niepowodzeń z kobietami tkwiła w tym, że zawsze czułem do tego gatunku jawną bądź zakamuflowaną niechęć.

Kobieta pewnie powie, że traktuję ją zbyt płytko, że jej atak zawsze miał „głębszy sens” i niepotrzebnie utyskuję.

 Zakonnicy, którzy na kobiety są śmiertelni obrażeni, przez kobiety bywają najczęściej najbardziej kochani.

Artyści – feminiści, genderowcy, broniący „demokracji” itp… to najczęściej bardzo utalentowani głupcy.

Wszyscy bez mała, łącznie z profesorami uczelni rzecz jasna, czytając te Wyimki, sądzi, że Michał Piętniewicz naprawdę tak myśli.

W społeczeństwie wszyscy niemal są pracownikami jakiegoś instytucjonalnego gówna, stąd nikt prawie nie mówi tego, co myśli, wypowiadając się jedynie w imieniu owej instytucji, z którą pozostaje się w relacji pracowniczej. Stąd wymyślono forsę, która okazała się bardzo skutecznym regulatorem taktu i dobrych manier, łagodzi też oczywiste nierówności, zapobiegając pogardzie, agresji słownej, itp. 

Czym się różni waga musza od wagi ciężkiej? Waga musza przeważnie pisze, telefonuje, wysyła, wydzwania, chodzi, nachodzi, ubiega się. Waga ciężka przeważnie nie robi nic.

Uwierz w swoją niezwykłość, to trafisz tam, skąd niedawno wróciłeś, w przyjazne mury psychiatryka. Tam pomieszkują sami niezwykli.

Niektóre kobiety, czytając moje Wyimkowe uwagi o kobietach, nie będą pewnie wiedzieć o co mi chodzi. Prawdopodobnie dlatego, że ja też już nie wiem, o co mi tam chodziło.

Staranność w ubiorze łączy się najczęściej ze starannym pilnowaniem swojego uporządkowanego ogródka. Tacy zawsze wygrywają. Chaotyczni, rozchełstani entuzjaści najczęściej przegrywają za życia.

Próbuję Bartuli oraz innym ważniakom rozchełstać trochę koszulę, ale on za każdym razem, bez słowa ją zapina, powracając do pielęgnacji swoich starannych grządek.

 Właściwie Bartula jest zupełnie nieadekwatnym typem osobowościowym, jeśli chodzi o dobrany wybór mojego przewodnika, a jednak, z jakichś przyczyn, za każdym razem, gdy go o to proszę, nie odmawia mi porady.

 Moje uwagi są bardzo infantylne, zgoda, ale gdyby nie wrzeszczące dziecko w nas, świat w ogóle nie posuwałby się do przodu.

 Czym jest tzw. kobieca intuicja? Jest bronią pancerną, której de facto nie da się rozbroić. Jedynym środkiem zaradczym jest jeszcze straszliwsza broń pancerna, której dana niewiasta po prostu się wystraszy.

 Z kobietami nie ma sensu zadzierać, jeszcze gorzej im ulegać.

 Zamieszkując krainę literackich poczciwców, trzeba być bardzo delikatnym i uważnym, by przypadkiem nikogo nie urazić. Ot, dla żartu, obsikasz komuś różyczkę w jego ogródku, albo gorzej: wypróżnisz się na bratek, i już kiwają z dezaprobatą głowami, a niektórzy nawet wznoszą larum i lament. Ale literackimi poczciwcami, tak jak działkowiczami i filatelistami, nikt zgoła się nie przejmuje, reguły gry świata literackiego są bowiem bardzo brutalne.

 Gdybym dostał w życiu choć gram miłości, może inaczej by to wszystko wyglądało. Ale nie mogłem dostać od nikogo, wszak to ja zabiję Boga.

 Dobrzy zakonnicy są wewnętrznie uporządkowani, chaos może i sprzyja wierze, ale nie sprzyja powołaniu.

 Zaiste, nigdzie nie znajdziesz większego głupca, nad pracownika naukowego wydziałów humanistycznych.

 Te Wyimki to wyraz mojej naiwności, prawdopodobnie niewiele poza tym, ale tym chcą uwodzić: urokiem niewinności.

 Kiedy padam już prawie nieprzytomny na dechy, nagle dostaję jakiegoś nieoczekiwanego kopa w dupę, który powoduje, że wstaję, prostuję się i walczę dalej.

 Jak długo będę nienawidził kastę akademicką? Zawsze. Po śmierci też.

 Prawdopodobnie gdyby nie moja głęboka nienawiść do świata, która jest tylko ukrytą miłością, nie byłbym w stanie niczego napisać.

 W upupianiu celują nade wszystko duchowni, kasta wyjątkowo przemocowa.

 Co można a czego nie można, mnie już niestety mało co można i tym większą ochotę mam czasem, aby publicznie popełnić sepuku.

 Znam tych moich pobratymców – pisarzy, bardzo dobrze, dlatego unikam ich jak tylko można.

 Życie w społeczeństwie polega na odpowiednim uzbrojeniu. Upuścisz lekko gardę i już cię mają. Uważaj bracie na piętę. A szkolili ciebie najlepsi: Waldek, Marek, Baca, Longin. I Bartula.

 Nie mogę niczego powiedzieć od siebie, dlatego ciągle udaję, że mówię.

 Tym samym pierdolę cały ten Zwis. Wracam do siebie. Bezbronnego. Takiego siebie wolę. Przynajmniej cokolwiek odczuwam.

 Mam wielki talent, odpierdolcie się ode mnie i zacznijcie mi wiązać buty.

 Jeśli chcesz kogoś skutecznie wkurzyć, zamierz się na uwielbianego przez mniejszą czy większą gromadę frajera, który stwarza dla niej bezpieczny azyl pseudo intelektualny. Od razu wytkną ci kompleksy, frustrację, niespełnienie, uczynią cię mniejszym od robaka, gdyż ośmieliłeś się być większym od ich mistrza.

 Wybierasz karierę czy siebie? Zdecydowanie wybierz siebie bracie. Masz talent większy zdecydowanie od tych wszystkich grafomańskich pojebów, więc możesz wylądować w pierdlu albo psychiatryku, zawsze będziesz sobą.

Wyprowadź się najlepiej na jakieś głębokie zadupie z ukochaną kobietą, pierdol to wszystko, to jest nic niewarte, banda karłów i bufonów, olej ich, oddal się od nich.

Chciałbym zacząć życie od nowa, z daleka od tej krakowskiej i polskiej chujozy. Ale obecnie nie ma gdzie się ukryć, nawet Wszechświat jakby się skurczył.

Niedługo zawartość naszych mózgów będzie przeniesiona na dyski twarde i pendrivy. Anihilujemy życie wieczne, bo będziemy żyć wiecznie w wirtualnej klatce i wszyscy staniemy się celebrytami, bo mając dostateczną ilość czasu, można osiągnąć wielki sukces. Sami ludzie sukcesu, upojeni swoją sławą po wieczność. Prawdziwy raj na ziemi. I wieczna nuda zgliszcz.

Spoglądasz na człowieka i widzisz, co jest wart. Przeważnie wart jest niewiele. Czy coś mi się podoba w tym świecie? W skrócie, prawie nic prócz smutku, który jako jedyny jest prawdziwą i adekwatną emocją odpowiadającą na to, co nas otacza i na to, co nas dotyka. W takim świecie przyjście na świat dziecka jest po prostu nieadekwatne, ten świat powinien już naturalnie zgasnąć.

 Czy można dogadać się z idiotą? Owszem, ale to mało ciekawa rozmowa.

 Nie mamy już dobrych pisarzy, bo wszyscy mają w gębie tampon poprawności i konwenansu.

sobota, 10 czerwca 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 15

 Jestem już dużym chłopcem, a wykładam się czasem na bardzo prostych piłkach, dzięki czemu powstaje ruch w interesie, to co, że nieprzyjemny, ważne, że ruch.

W życiu obowiązuje zasada, żeby nie ufać notorycznie prawiącym komplementy, bo za tym kryje się prozaiczna chęć zrobienia kogoś w buca. Ot, mantryczny figiel, charakterystyczny dla nałogowych pijaków, którzy muszą odreagować własny, żałosny rezultat życiowy. Nabierają się na niego zapatrzeni w siebie frajerzy, którzy nie ufają we własne siły.

Z tych dwóch, z których jeden odnosi się do ciebie notorycznie, notorycznie ci kadząc a drugi w ogóle się do ciebie nie odnosi, bo zerwał z tobą znajomość, bardziej ceni cię ten drugi.
Ten pierwszy szuka jedynie własnej korzyści.

Czyżbym wywyższał się, że nie chcę z nikim gadać? Raczej zapytaj bracie tych, co się wywyższają nade mnie.

Wyrzuciłem dwóch moich apostołów – pijaków, za burtę mojego statku. Być może było to konieczne, acz niemiłe obciążenie i statek mój zatonie z powodu lekkości.

Zdegradowałem Zwisowe orły do roli moich apostołów, czterech dokładnie ewangelistów mojej podróży, mówię Wam, nie są zadowoleni.

Dokładna analiza dzieje się w momencie zetknięcia z tekstem. Ręczę Wam, że wszyscy, którzy we mnie mieszkają i ze mną się zetknęli, chcą prowadzić mnie za rękę, bo ich dłonie zostały odepchnięte.

Pan Bóg pozwala mi na rozmaite figle, bo rozumie je lepiej niż ja, gorzej, kiedy moje poczucie humoru nie jest w stanie objąć figli Jego, w moją stronę skierowanych.

Mieszkając na samotnej wyspie mojej kawalerki, mogę czuć się mędrcem, ponieważ odbijam się jedynie w Tym, który kocha mnie najbardziej.

Najmniej lubię przemoc słowną, ponieważ jest głupsza nawet aniżeli fizyczna. Spotykam ją nagminnie w tzw. „szlachetnych i mądrych” wypowiedziach. Najwięcej tego rodzaju przemocy spotkać można na uniwersytetach, szczególnie na wydziałach filologicznych.

Ktoś zapyta, jak mi się nie znudzi atakowanie gajów Akademosa? Chyba oczywiste, że nieodwzajemniona miłość boli najbardziej, a rękę odepchnięta bywa niezwykle mściwa, ale tę akurat Pan skierował ku sprawie innej, a imię tej sprawy to samodzielność i niepodległość.

Pewne pisma literackie drukują seryjnie wypracowania szkolne. W ten sposób ubożeje świat do poprawnie napisanej klasówki.

Pisarz nie powinien mieć żadnych innych relacji aniżeli miłosnych – w tym miłosnej do języka, ale to oczywistość. Papieże też kochają najbardziej stworzonego przez siebie homunkulusa, którego nazwali Chrystusem.

Trzeba odróżnić troskę realną od troski podszytej przemocą i chęcią zawłaszczenia biednego chorego czy potrzebującego. Troska realna i prawdziwa zawsze daje wolność.

Ludzi głupich i przeciętnych zawsze było więcej aniżeli mądrych i wybitnych. Ci pierwsi obejmują przeważnie decyzyjne stanowiska w kraju i decydują o losie tych drugich, ponieważ tym drugim przeważnie na żadnych stanowiskach nie zależy. Stąd mamy rzeczywistość jaką mamy.

Kobiety nieco gorzej czasem starzeją się aniżeli mężczyźni. Coś jak z „Portretem Doriana Greya”, w sumie alegorii tego, kim może być kobieta.

Najczęściej rzekomej, genialnej i nieomylnej wrażliwości kobiet bronią stare dziady, występujące w roli autorytetów, których małżeństwa albo posypały się albo są wyłącznie fikcją na papierze.

Najbardziej cenię dziwaków, którzy nie mądrzą się i nie zajmują żadnego stanowiska.
Wiedzą, że szkoda na to czasu, więc rzadziej idą na spacer, a częściej piją z tego właśnie powodu: że nie ma najmniejszego sensu zajmowanie jakiegokolwiek stanowiska.

Ludzie, którzy znają lucyferyczną naturę języka najczęściej milczą w sytuacjach towarzyskich, najczęściej używając go w sytuacjach oficjalnych, z trybuny albo ambony, robiąc tym samym unik, bądź pisząc nikomu niepotrzebne w gruncie rzeczy książki, którymi zachwyca się rzesza naiwnych oraz żarliwych frajerek i frajerów. Są jeszcze głupkowaci, ale szlachetni pasjonaci, którzy rozmowę traktują jako przedłużenie swojego ponurego i w gruncie rzeczy jałowego zajęcia.

Może zniechęcić mój brak miłości do świata, ale powiedz starej i brzydkiej babie, że jest piękna, od razu się rozpłacze.

Kim jest kobieta? Kimś, kto jednocześnie kocha i nienawidzi własną biologię, więc w tym jest notorycznie niestała; dla równowagi stałe w kobiecie jest permanentne szukanie korzyści życiowej, ergo tzw. pragmatyzm uczuć.

Tak jak diabła odgonisz tylko modlitwą, tak na celne, ale konstruowane na bardzo podobnej zasadzie podwójnego komunikatu ciosy kobiety, należy odpowiedzieć kwiatem. Z kolei na kwiat kobiety, należy odpowiedzieć mieczem.

Myślę, że kobiety obdarzone przez Boga schizofrenią, wywaliły z siebie całe to przyrodzone diabelstwo wskutek choroby, a które mają w swojej naturze, kobiecej, czyli schizofrenicznej.
Ciągle muszą wybierać między partnerem a sobą, między partnerem a dzieckiem, między sobą a dzieckiem, itp… Nie mają tego problemu big mamy, w których wielkim domu jest powiedzmy dwanaścioro dzieci – one się całkowicie wewnętrznie przeflancowały, bo już nie mają żadnego wyboru – muszą ugotować obiad dla całej tej, pojebanej gromady.

Kobieta jest wskutek swojej natury, całkowicie upierdolona, dlatego nie dziwmy się, że bardzo często daje w dupę, musi odreagować. Mężczyzna z kolei narodził się ku wolności, dlatego zbawienie mogło odbyć się jedynie przez mężczyznę, w warunkach wolności. Gdyby to kobieta została zbawicielem, nie bójmy się tego powiedzieć, wynikłoby z tego totalne szambo.

Nie obawiam się, że kobiety mnie znielubią za moje zapiski, bardziej obawiam się, że mnie za nie pokochają.

Kobieta posłuszna to kobieta równocześnie decyzyjna.

Myślę bardzo prosto, ale prostota nie jest cechą mojego myślenia.

Coś, co uczyniłeś, niekoniecznie może zostać od razu objęte sferą dialogu społecznego, dlatego dzieło Twoje może być martwe za życia, a Ty będziesz martwić się, że nic nie uczyniłeś.

Pisarz to ktoś taki, kto nie rozumie, że świat jest nieopisywalny, dlatego często to naiwny, ślepy i głupi człowiek.

Pisarz, który działa na zlecenie i komercyjnie, jest uczciwy względem siebie i innych, wie, że ma niczego  naprawdę istotnego do powiedzenia, podczas gdy większość pisarzy, działających z tzw. „powołania”, działa grafomańsko, oszukując siebie i resztę, że rzeczywiście cokolwiek mają do przekazania.

Mam świadomość, że moje Wyimki to efemerydy, ważne jedynie dla mojego, aktualnego stanu świadomości.

Języki starzeją się, język, na który zgodzili się wszyscy, również się starzeje. Ale język ewoluuje wraz z człowiekiem z drugiej strony, u niektórych szybciej, u innych wolniej, ludzie zdolni potrafią pójść na kompromis ze starymi językami.

Człowiek obdarzony prawdziwym zmysłem ironii to człowiek bardzo smutny i ponury, za dużo wie o swoich bliźnich.

Żeby zachwycać się tym światem i pisać piękne wiersze, trzeba być trochę głupkowatym. Ale ludzie głupkowaci często mają wielki talent, ludzie mądrzy to przeważnie ludzie mało zdolni.









sobota, 3 czerwca 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 14

Życie społeczne byłoby spoko, gdyby nie chodziło w nim o te wszystkie durne funkcje i idące za nimi domniemane przewagi, a niestety najczęściej o nie chodzi.

Jeśli ktoś reaguje gwałtownie albo uraźliwie na moje Wyimki, wypuszczam zawsze flarę głupka i zbaczam z tematu.

Nienowa to rzecz: w języku chodzi o to, żeby nie mówić.

Jeśli ktoś ci powie, że życie jest piękne, to skuj mu od razu mordę za ohydne kłamstwo i potwarz.

Wszyscy płyniemy na tej samej, bardzo łatwo zatapialnej łajbie życia; to już jest myślę dostateczny powód, żeby do siebie uśmiechać się, miast szczerzyć kły pogardy i nienawiści.

Dlaczego lubimy oglądać filmy?
Przecież nie ma nic przyjemniejszego aniżeli śledzenie sytuacji ze wszechmiar przejebanych w komforcie, cieple i wygodzie przez chwilę, by potem powrócić do rzeczywistości, która jakoś podejrzanie zaczyna przypominać to, co przypadkiem mniejszym bądź większym, obejrzeliśmy w kinie.

Moje siły słabną w obliczu powszechnej chujowizny.
Nie rozumiem obecnych ludzi.
Albo ja jestem idiotą, albo oni.

Jorge w „Imieniu róży” bez potrzeby zeżarł „Komedię” Arystotelesa.
Nastały czasy, w których czułby się wyśmienicie: wszelki żart, wszelki śmiech, jest pozorny – za wszelkim żartem bowiem kryje się prawda, która może zrujnować ciebie oraz obrócić się przeciwko żartownisiowi. Dzisiaj bezkarnie żartować nie można, zamkną cię za to żandarmi.

Świat totalitarny ma to do siebie, że nie lubi ludzi swobodnych, śmiejących się, żartujących, na luzie a do tego samodzielnie myślących.
Dzisiaj trzeba być śmiertelnie poważnym, by broń Boże kogoś nie urazić.
Myślenie totalitarne ma to do siebie, że nienawidzi śmiechu: w pierwszej kolejności w stosunku do siebie samego.

Ludzie oraz instytucje interesują się obecnie tylko jednym: sobą.

Niedługo ludzie będą karani za swoje pasje oraz zainteresowania, ponieważ będą one poczytywane za zdradę wobec bezgranicznej wierności wobec jakiejś instytucji, idei, bądź osoby.

Dla ludzi swobodnych i myślących samodzielnie, moloch dany będzie prawdziwym wrzodem na dupie, natomiast pozostali poczytają to za dobrodziejstwo dające im rzekomą przynależność oraz poczucie sensu.

Niech Cię Bóg broni ptaszku, żeby choć spróbować zanucić swoją melodię wśród tych, co nie umieją śpiewać.
Wyśmieją, obrzucą gnojem, wygnają ze swojej klatki, w której się duszą.

Żyję w niewesołym świecie, niewesołym kraju, wśród niewesołych ludzi, sam znajduję się w niezbyt wesołym położeniu i doprawdy nie mam na tyle wesołości w sobie, aby wesołym być bądź pozostać .
Logicznie byłoby ustąpić, poddać się, ze sceny zejść, niemniej choć ledwo dyszę, dyszę.

Zwariować razem, wespół w zespół z tym obłąkanym światem, cóż to byłaby za rozkosz…
Staram się udawać pierdolniętego, aby przetrwać, lecz uważni obserwatorzy moich cyrkowych wygłupów wciąż nie są w stanie mi zaufać…

Jedyną sensowną rzeczą, którą obecnie czynić mogę, to zgrywać durnia.
Może dlatego jestem tak smutny przeważnie?

Widząc totalny rozpierdziel na kinowym ekranie, czujemy niejaką ulgę w naszej prywatności, która często bywa rozpierdzielona bardziej.

Były już pomysły, aby uczynić ten świat lepszym, lecz za każdym razem, człowiek okazywał się, przepraszam, najzwyczajniejszą w świecie, jebaną kurwą.

Tylko człowiek, najpodlejsze stworzenie na ziemi, wymyślił nieokreślonego giganta, za którym goni przez całe życie, który i tak przy końcu, okazuje się nic nie znaczącym fiutkiem.
Cały paradoks istnienia polega na tym, że nie ma ono żadnego znaczenia.

Dziś w realu ludzi już nie spotkasz, chodzą po świecie ich awatary w cielesnych powłokach, najlepszą swą cząstkę zostawili oni bowiem w wirtualnym szambie.

Więzienie oraz totalne udupienie życia społecznego polega m. in. na tym, że dany osobnik nigdy nie mówi tego, co myśli.
Pytanie wobec tego po co w ogóle mówi?

Ludzie przeważnie muszą pić wódkę, aby móc rozmawiać o czymkolwiek.
Chorzy psychicznie nie muszą pić wódki, bo po pierwsze nikt nie jest zainteresowany tym, co mają do powiedzenia, po drugie coś za nich mówi, nie muszą się oni w ogóle starać, smycz ich języka prowadzi nieświadomość bądź Pan Bóg.

Zdecydowana większość ludzkości jest zbyt głupia na pełnokrwisty obłęd.
Pozostają im nędzne, mierne substytuty: alkohol bądź dragi.

Wątpliwa przyjemność przebywania tego gatunku na ziemi, polega na nieustająco odnawianym geście perwersji.
To mało w sumie dynamiczne i kompletnie niekreatywne.

Moja samotność staje się coraz bardziej wyrazista i bolesna, samotność wśród ludzi, otóż panie i panowie, obawiam się, że jedynie pozornie mówimy tym samym językiem.

Nie bójmy się tego powiedzieć, że nauki filologiczne jeszcze nigdy nie były tak zbyteczne i zarazem tak potrzebne, a nawet konieczne jak teraz.

Przekleństwem mojego kameleonizmu, a zarazem strategią przetrwania jest fakt, że zawsze staram się dostosować do rozmówcy, stąd większość bierze mnie za swojaka i klepie po ramieniu.

Szustak do perfekcji opanował sztukę wyciągania jakiegoś pojedynczego problemu i strojenia go w piórka zgrabnej metafory, która jest miodem na duszę tych wszystkich, którym się nie udało, a tych jest, było i będzie zawsze więcej.

Wypaść z jednego społecznego systemu więziennego znaczy wpaść w inny, często o wiele gorszy system.



"Pałac" Wiesława Myśliwskiego - zdjęcie z krzyża. Impresja krytycznoliteracka

Jak można być zdjętym z krzyża i pisać? Pisanie jest czerpaniem, jest wyczerpywaniem, jest nieustającą radością i zmęczeniem, jest odpoczynk...