sobota, 25 listopada 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz.29

Świat spsiał do szczętu, ale to nie jest wina ani Tuska ani Kaczyńskiego, a jedynie Boga - pojeba, który ten świat powołał do zaistnienia.

Nie idę do spowiedzi, ponieważ musiałbym urwać łeb i fiuta spowiednikowi – kolejnemu bucowi, jakich zbyt wielu.

Bóg zabija swego jedynego syna, aby odkupić świat. Chciałoby się powiedzieć: walcie się pedały, to ja jestem żywym dowodem, nie tyle na istnienie dobra albo zła, co czegoś w końcu prawdziwego.

 Z łatwością strącam Chrystusa z ołtarza, ale to Jedyny brat mój prawdziwy, którego naprawdę kocham.

Ileż słowem można pozornie jedynie zdziałać… Po co ja się tak popisuję? Można mieć najwyższy dan w karate i siedzieć spokojnie na dupie, pić kawę i miło rozmawiać.

Właściwie podoba mi się sytuacja, że nikt do mnie nie odnosi się, poza tymi, którzy nie wiedzą, kim jestem. To stan niebywale wygodny, wręcz plażowy rzekłbym.

Wielu będzie mi dokuczać, że do reszty zwariowałem, ale niech oni najpierw samych siebie zapytają, czy prawdziwa mądrość nie jest czystym obłędem.

Im bardziej staję się genialny, tym bardziej ludzie mają mnie w dupie. Ze zbyt dużą łatwością i od niechcenia jakby przychodzą mi te wszystkie akrobacje.

Żeby pisać tak ja piszę, trzeba po pierwsze być ślepym, po drugie głuchym. I jednocześnie słyszeć i widzieć o wiele więcej aniżeli większość.

Językiem stwarzam Mesjasza... Kiedyś pójdzie za mną cały, Boży świat, ale ja już tego nie doczekam.

Piętniewicz obwołał się Bogiem, nic prostszego. A teraz postaw mi setę, tylko trochę później, bo muszę wyczyścić kibel w tej mojej, zapyziałej norze.

Publikuję te Wyimki przeważnie w weekendy, bo w weekendy berety są najbardziej sprane, sprane, czyli świeże.

Czy mam godnego przeciwnika? A chuj wie, skoro tkwię od lat w tym pierdolniku, w którym de facto nikt nie umie się bić, a który jednocześnie nauczył mnie tego i owego, jak tam i ówdzie walczyć skutecznie.
A jednak na swojej drodze spotkałem kilkoro prawdziwych mistrzów świata, ale trening był zbyt intensywny i wymagający, nie dałem rady, pomimo starań, więc postanowiłem wstąpić do szkoły czarodziejów – zielarzy, gdzie trwa plaża aż do dzisiaj i w sumie nie jest mi z tym źle. Powiem więcej, paradoksalnie większą mądrość, dystans i wiedzę mi to dało, aniżeli bycie wśród ninja.

Piętniewicz gada obecnie jedynie sam ze sobą, albowiem on jako jedyny nie wie lepiej, kim jest Michał Piętniewicz, wszyscy pozostali znają go o wiele lepiej i dlatego z nim nie rozmawiają.

Pora wreszcie zakończyć to Wyimkowe wydurnianie się i zająć się na poważnie krytyką literacką.

Pracuję coraz wolniej, bo jestem po pierwsze stary, a po drugie chory. I śmiało mogę powiedzieć, że nic w zasadzie mi się w życiu nie udało, prócz okresowej abstynencji.

Jestem zbyt dużym mieszańcem genetycznym, często sprzecznych ze sobą elementów, by cokolwiek porządnego oraz solidnego mogło ze mnie wyniknąć.

Zarówno w Świetlickim, jak i w Waldku, przy całym luzie i talencie, jest ten sam, egoistyczny materializm. Dlatego nigdy nie będą naprawdę wielcy.

Każdy pisarz ma o sobie mniemanie największe i nic nie może popsuć jego dobrego samopoczucia. Dlatego Pan Bóg tak szczególnie ukochał poetów.

Na dzisiejszej grupie terapeutycznej niczego nie rozumiałem. Było bardzo poważnie, a ja chciałem się bawić.

Jak się można zasłonić? Słonie nie potrzebują się zasłaniać.

Ujebałem Waldka w telefonie i teraz wreszcie mogę zacząć myśleć o Ewelince.

Obudziłem się i nagle zapragnąłem mieć brata, który byłby moim przeciwieństwem. Dobry, ułożony, grzeczny, mądry, nie sprawiający kłopotów i nie wywołujący awantur.

Wykiwałem mojego największego przeciwnika, Boga. My name is Lucifer.

Grzech (o ile istnieje), oddala od Boga, od luzu. Diabolos dzieli przez zwierzęce ego i napina.

Idea Boga oraz praktyka alkoholu pozwala odpocząć od życia, które przeważnie jest spierdolone.

Grzech oddala od Boga, ale przybliża do sztuki. Pan Bóg nie zna się na poezji, diabeł niestety tak.
Ogłoś światu pozytywne przesłanie, a potem nasraj na nie. Najpierw będziesz sławny, a potem zostaniesz świętym.

Podziwiam poczucie humoru tych wszystkich luzaków w habitach. Są zdecydowanie lepsi od Monty Pythona.

Co rujnuje wymowę mojego dzieła literackiego, to niestety dobre serce – bliski sąsiad mądrości. Głuptaki osiągają (dzisiaj przynajmniej), zdecydowanie większe sukcesy.

Kiedy młoda kobieta ma koncepcję, znaczy to, że ma s w o j ą koncepcję. Stare baby są nieprzetłumaczalne, bo wiedzą już wszystko.

Walczyć o byt, przetrwanie, duszę, sławę, pieniądze, uznanie. Większość frajerów walczy o kobietę. A co z białą flagą i słodkimi ramionami niebytu? Czyż w naszej kulturze: bić się do upadłego, nie byłoby to rozwiązaniem mniej toksycznym?

Polska? Tak, był kiedyś taki kraj. Miał jednego, nieprzetłumaczalnego poetę, którego pomnik stoi na środku rynku w jakiejś zapyziałej, galicyjskiej wiosce i jednego papieża. To wszystko.

A teraz świat… Mało ciekawa sprawa. Był i zniknął. To wszystko.

Hej Nobliści jebani, gwiazdy rzygające, pić z Wami nie będę, bo bym umarł z nudów.

Nie ma z tobą komunikacji Piętniewicz, jesteś nieprzetłumaczalny bez flaszki.

Cud życia… A czemu nikt nie umówi o autentycznym cudzie śmierci, kiedy wściekli urzędnicy z bezrobociarni daremnie będą słać swoje epistoły, mające mnie na wieczność udupić?  

Ja, prowincjusz z Tarnowa i do tego w części Żydek, zaraz nasram przed bramą uniwersytetu.

Ludzie oburzają się na to przeważnie, co jest ich własnym świństwem. Rozbijcie lustra, nie będzie ludzi.

Czy literatura powinna stwarzać światy lepsze, jak również debata publiczna? Kiedy będę umierał, wycharczę w agonalnym skowycie: więcej pudru.

Człowieka psychicznie chorego uczy się, jak miłować ów niezaprzeczalny dar od Boga, jakim jest świat. Kiedy ów zgłasza wątpliwość, nie mówiąc o proteście, profilaktycznie leje się go pałą, w ten czy inny sposób.

Chcieć niemożliwego, znaczy pragnąć prawdziwej miłości, ale z tej czy tamtej maski, najpierw musi wychylić się chciwy pocałunku język.













sobota, 18 listopada 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 28

 Prawdopodobnie, gdybym nie miał tego, co mam i czym wszystkich wkurwiam, czyli prawdziwego talentu, w zamian miałbym dom, rodzinę, samochód i zarabiał całkiem spore pieniądze. Byłbym zajebisty, bo niczego naprawdę nie można by mi było zazdrościć. Zdecydowana większość ma dom, rodzinę, samochód, duże zarobki, pojebane dzieci, właśnie dlatego, że nie ma nic.

Jestem już tak potężnym koniem, że czuję, jak mnie ludzie atakują bądź nie. To się zawsze bierze z dwóch powodów: albo coś nieopatrznie uczyniłem albo czegoś nieopatrznie nie uczyniłem. Atakują mnie rzecz jasna głupsi ode mnie, nienowa ta prawda, że ratlerki zawsze najgłośniej szczekają; ci ode mnie mądrzejsi są przeważnie dla mnie wyrozumiali i łagodni, może nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że mnie w czymś tam rozumieją.

Gdybym tak dobrze nie wyczuwał i nie znał ludzi i byłbym durniem, byłoby mi zapewne łatwiej. Ale to po linii śp. babki (matki mego ojca) i po krwi Zająców, oni mieli zawsze jakieś nienormalne talenty, których, dodam, prawie nie wykorzystywali, bo raz, że były dupy wołowe, a dwa, że olewusy.

Od strony ojca mam w jednej dłoni potężną jasność, od strony matki, w drugiej dłoni, straszliwą ciemność. Być może ktoś tak wymieszany, w ogóle nie powinien przyjść na świat. 
Na pewno bez szwanku się nie obędzie, co zresztą już dokonało się.

Mam dwie areny, na których dobywam szpady. Pierwsza, gdzie niebywale męczę się i nudzę, wśród szermierzy – kaleków, gdzie płacą mi, aby udawać, że jestem jednym z nich i dawać im nadzieję, że jeszcze będą szermować trochę lepiej. Druga, wśród szermierzy drugorzędnych, gdzie również trochę się męczę, ale już mniej i nawet czuję tam coś w rodzaju Bożego prowadzenia. I ta trzecia, mistrzowska, na którą nie mogę wejść.

Środowiskowe gry literackie to zabawa dużych dzieci w przedszkolu przed panią uczycielką i walka o aplauz, kto namalował ładniejsze kółko. To jest żenujące, bo ani to poważne pieniądze ani cokolwiek pożytecznego. Nie dziwota, że ludzi to nie obchodzi.

Nie mogę zrozumieć skąd we mnie ten potężny, niepokorny diabeł. Pewnie dlatego, że widzę to i owo, w tym cholernie dużo chujozy, a nie potrafię tego po prostu ojszczać, bo za bardzo mi na ludziach zależy i się wikłam. Zawsze się wikłałem zanadto, zwłaszcza w grupie rówieśniczej, stąd początki schizofrenii,  a potem schizofreniczny wybuch, chciałem diabła wypierdolić z siebie, a nie dało się. Teraz z diabłem będę musiał gadać do śmierci, fatalna rozmowa.

Chciałbym, żebyś ktoś w końcu zdjął z moich oczu tą kurwicę, która jedno niby ułatwia, ale zasłania z drugiej strony to, co najistotniejsze.
Niestety nie jestem w stanie ze sobą dogadać się. Być może szczęśliwszy byłbym w psychiatryku, bo tam nikt ze sobą nie może dogadać się.

Kiedy zawalam czuję udrękę, a zawalam bardzo często.

Prawdopodobnie spierdolone zostało moje życie już u samego początku, w tym nędznym miejscu mojego urodzenia, którego nie wybierałem, co oczywiście zawdzięczam mojemu ojcu głównie.

Życie moje nazwać można pasmem prowincjonalnych klęsk, lokalnych zmagań, wiejskich potyczek.

Dlaczego przestrzegam czegoś, co kretyńsko i na własny użytek nazwałem prawami Paruzji? Pewnie dlatego, że jestem wierzący, czyli nie wierzę w ludzi.

Najpiękniejsze są pojedynki prawdziwe, bo niewidzialne.

Żreją, nie dam im rady.

Cała chmara drapieżnego ptactwa rzuciła się na mnie i wyżera mi wnętrzności. Macham maczugą na oślep z flakami na wierzchu, ale ich jest za dużo. Nagle Jerzy Zimny rzucił ogromny głaz jak flarę, który chwilowo zmylił pochód drapieżnych orków.

Czyżbym krzywił ludzi prostych? Ale czemu w takim razie, ludzie prości piszą po krzywiznach?

Dojrzewałem intelektualnie wśród ludzi świetnie wykształconych. W związku z tym dzisiaj muszę tłumaczyć pozostałym, czego nie napisałem, czego nie zrobiłem, czego nie miałem na myśli.

Świat skurczył się do rozmiarów pieniążka, który trzymam w portfelu, chciałbym go rzucić teraz kurom do zjedzenia, aby w dobre ziarno zmienił się.

Świat jest zbyt zróżnicowany, by mówić jakimkolwiek językiem. Szukaj w sobie… Szukaj w swoim wnętrzu, nie jesteś od spełniania oczekiwań jakiejkolwiek narracji. Nawet jeśli Ci płacą, zarabiać możesz również podcierając dupy starym grzdylom, nie daj się.

Najczęściej autentyczna pycha przejawia się w rzekomej chęci pomocy. Nie ma niczego bardziej despotycznego aniżeli pomoc – pomagam ci, ale musisz być posłuszny, wdzięczny, gotowy do pomocy pomagającemu.

Powiem wprost: miałem kiedyś multum rozmaitych dupeczek, a teraz nie chce mi nawet stanąć pyta. Pewnie dlatego jestem tak rozkochany w Bogu: owa wspaniała idea jest bowiem erotyki całkiem wyzbyta.

Został już tylko jeden urzędnik pracujący w korporacji. Nazywa się Urbanowski. Siedzi do nocy w tych papirach, a świat w końcu przejrzał i idzie po rozum do głowy, albowiem idzie w końcu zbiorowo na dupy i najebać się w pubie. Nic już nikogo żadne papiry nie interesują, nastał czas życia.

Feministkom mówię jedno: jesteście niedopierdolone.

Pan Bóg odjął mi rozum, abym pisał prosto po liniach prostych, czyli robił to, co dzisiaj całkowicie nie przystoi.

Znudziły mi się te Wyimki – to tandetne ćwiczenie muskulatury. Pora zrobić coś zwyczajnego.

Życie moje jako gra o własną wybitność? Chciałbym bardzo z tego zrezygnować, ale nie umiem (szkoda). Być może z tego powodu, że zawsze łatwiej swoje życie przerżnąć i mieć święty spokój, a mnie jakiś demon tego nie pozwala zrobić, nie pozwala wywiesić białej flagi, choć wierzcie mi, święty spokój uwielbiam najbardziej.

Mój kompletny brak zainteresowania przyziemnością zaowocował klęską mojego związku. Brakowało mi cierpliwości w tej drodze.

Mając na uwadze jedynie zwycięstwo, tracę z pola uwagi wiele niepozornych, szarych kamyczków, które są niezwykle istotne. To cecha ludzi obłąkanych.

Nie lubię chyba nikogo z tych starych, pyszałkowatych i przegranych buców ze Zwisu, a oni nie dają mi spokoju, chyba z zawiści a nie z sympatii, żeby mi życie uprzykrzyć. Powiem więcej, w całym Krakowie, mam jedynych przyjaciół z Tarnowa.

Mieszkam w kraju buców, czyli w Polsce, mieszkam w bucolandii.

W pyte są ludzie, ale czemu mnie tak nienawidzą?

Dobre, lewackie, mało utalentowane serce, które nie znosi sprzeciwu. Oto, co mamy po drugiej stronie sporu.

Piętniewicza nikt nie lubi, bo mówi, co myśli i się nie pierdoli. Przypominamy, że chroni go immunitet poważnie walniętego. Tamci zawsze mają wytrych, żeby tego jebniętego buca po prostu nie traktować poważnie.

Wymyślono szufladki, konwencje, przegródki. Wiedzą o tym ludzie normalni, którzy za Kasią Kowalską śpiewają: „sobą bądź, sobą być najlepiej jest”. I przy każdym spotkaniu mają uśmiech z banana.







 







sobota, 4 listopada 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 27

Już nie musisz być bracie ostrożny, przyzwalam Ci bracie na pełny kontratak.

Strzelam jakieś szmaty, tam i ówdzie, niewiele z tego wynika.

Czym jest przyzwoitość dzisiaj? Umiejętnym odbiciem piłeczki. Spróbuj se nie trafić i to jeszcze na trzeźwo, zlinczują cię, w najlepszym razie dostaniesz bana.

Nie przejmuj się, ślepy i głuchy Pan Bóg, jeszcze zrobi z tym światem porządek.

Maciek, nie nudzi Cię ta nieustająca papierologia? Ja bym się wykończył… Ty urzędniku od literatury. Urzędnik Urbanowski.

Przyszedł tu taki pierdolnięty watażka Piętniewicz i chce wszystko rozdupcyć do imentu i zbudować od nowa, lecz psa z kulawą nogą nie obchodzi, co on ma do powiedzenia. Nie martwcie się, Piętniewicz Wam jeszcze pokaże, niedługo znów go zamkną w pierdlu – psychiatryku.

Zaprawdę, powiadam Ci, znalazłeś prawdziwego Grala. Pij z mojego kielicha, a nie umrzesz na wieki.

Mam kolegów komunistów, jestem coraz bardziej wykończony walką z nimi…

Zgubiłem mój obłęd na krzaku białego bzu.

Coś czuję, że zginę marnie, za duża ilość luster w tym przedsionku piekła.

Jestem biblioterapeutą. Praca w sam raz dla artysty, który nie wie, co to czysta.

Nic naprawdę dobrego mnie na tym świecie nie spotkało, więc nie wiem, czemu jeszcze miałbym wędrować przez tę pustynię.

Podobno jesteś wielkim krytykiem literackim, a wszyscy się z ciebie napierdalają.

Kochałeś jedynie Ewelinkę, bucu.

Walcie w ten worek tłuszczu, moje ciało śmiertelne, zabijcie go.

Dziś i ja stałem się Bogiem, w nagrodę pokażę Wam język.

Jestem zwykłym, nadętym fiutem, nikim więcej. Niczym nie różnię się w tym i owym od innych, krakowskich mieszczan.

Są słabe zawodniczki i mocne zawodniczki. Od dłuższego już czasu obracam się w jakiejś V lidze kobiet. Nic dziwnego, że zawalam wszystko, co tylko można, ledwo trafiając nie tylko w piłkę, ale w cokolwiek, ślepnąc z dnia na dzień coraz bardziej.

Najlepszą receptą na atak jest brak obrony, obrona jedynie pobudza do coraz intensywniejszego ataku.

Prawdziwa miłość polega na mocnej wierze w to, że w każdej chwili może coś radykalnie pierdolnąć, czy to u Ciebie siostro, czy u Twoich bliskich, dlatego każdy dzień trzeba wyżyć do końca i w kimono iść z przeświadczeniem, że może cię nie zastać bracie, już nigdy, wesoły poranek.

Mam twarz plastka. Jestem lalką Boga.

Powiem szczerze, że ludzie to straszne kurwy są.

Nie udał nam się w ogóle ten XXI wiek;  to niewiele ponad dwadzieścia lat, ale już został osiągnięty stan kompletnego znijaczenia i dehumanizacji.

Diabeł nienawidzi twórczości, żywej i prawdziwej, uwielbia natomiast kreację, kiedyś ktoś udaje, kim nie jest, wtedy cieszy się i zaciera łapska.

Przed chwilą młody sąsiad nie odpowiedział na moje dobry wieczór, zdezorientowany, wlepił gały w smartfona i w milczeniu zajął miejsce na balkonie, gdzie stałem uprzednio. Panoptykon upiorności, oto co powstało.

Moje zachęty do podjęcia dialogu przybierają na ogół dokładnie odwrotny skutek, diabeł opętał ludzi, rzekłem.

Nie tak dawno temu miałem ochotę oznajmić grupce Żydów, że jestem ich Mesjaszem, na którego czekają. Byłem ciekaw reakcji, ale nie uczyniłem z tego z uwagi na prawdopodobieństwo wylądowania w gościnnych murach szpitala psychiatrycznego.

Odnoszę wrażenie, że żyję w coraz bardziej odrealnionym i przez to coraz bardziej niebezpiecznym świecie.

O powrocie do jako takiego porządku nie marzą dzisiaj jedynie natury bardzo uporządkowane. Ludzie z naturalnym burdelem w czerepie (jak np. artyści), czują totalne pogubienie i płyną z tym obłąkanym prądem, bo nie mają wyjścia ani odpowiednich sił umysłowych, aby się temu przeciwstawić. Ludzie rozsądni i racjonalni natomiast walczą, ale ich głosu dzisiaj nikt prawie nie słucha.

 Najbardziej boleśnie upierdliwe ataki mają miejsce przeważnie ze strony ludzi dobrych i poczciwych, ponieważ wynikają one z niezrozumienia sytuacji. Ludzie świadomi są zanadto cwani, by zaryzykować jakąkolwiek ofensywę, która, co tu nie powiedzieć, jest jakimś odniesieniem. Najbezpieczniej jest bowiem nie odnosić się w ogóle do czegoś, co może zagrażać czyimś pozycjom, przewagom oraz ugruntowanym hierarchiom.

Życie w społeczeństwie polega na umiejętnie stosowanej strategii uniku. Na całość można pójść, kiedy wygrana jest w kieszeni, a przez większą część czasu należy zachowywać daleko posuniętą ostrożność. Chrystus, zanim stał się Bogiem, doskonale o tym wiedział. Większość niestety gubi przedwczesny wytrysk pychy.

Przyjaciołom pokaż taką twarz, przy której czuliby się swojsko i radośnie, matce taką, przy której czułaby się bezpiecznie, ojcu w ogóle nie musisz pokazywać twarzy, bo za dobrze ją zna. Reszcie pokaż to, co pokazujesz im od czterech lat, czyli FUCK YOU.

Cała masa moich kiksów, błędów i bardzo często karygodnych potknięć, wynika z mojej nieumiarkowanej próżności, którą niestety posiadam w nadmiarze. Dlatego drzwi do pierwszej ligi są zamknięte przede mną na cztery spusty i de facto nieodwracalnie i próżno mi kołatać, choćbym wieczność kołatał, nie otworzy mi nikt.

Moja udawana i wykoncypowana skromność jest tak naprawdę strategią ochronną i obronną, dzięki której, w swoim oczywiście mniemaniu, mogę nad tego i owego, się tam i ówdzie wywyższyć. Wiedzą to stare i wytrawne wygi, które śmiejąc się ze mnie, jednocześnie nie okazują mi ani miligrama współczucia, skazując mnie na wiekuiste potępienie już w tej formie zarodkowo – poczwarkowej, w której obecnie tkwię.

Mam jedną i jedyną chyba pozytywną cechę, że wyżej nad wszelką pisaninę, stawiam przyjaźń z prawdziwymi przyjaciółmi, dlatego wszelkie działania ryzykowne z mojej strony, które ową mogłyby wystawić na jakikolwiek szwank, są przeze mnie wyjątkowo boleśnie przeżywane. W życiu literackim czuję się komfortowo, bo mogę doskonale w tym światku imitować to i owo, wystarczy po prostu coś pobredzić tam i ówdzie, albo napisać tu czy tam.

Ziarno prawdziwej miłości między kobietą, a mężczyzną rośnie i dojrzewa na glebie bardzo zwyczajnej. Dlatego natury rogate, osłowate, głupkowate (takie jak moja chociażby), owej nie zaznają nigdy, bo sobie ubrdały, prawdopodobnie wskutek wychowania, że chcą od życia czegoś więcej… Pytanie, czy owo więcej, to nie popiół właśnie i spalona ziemia. Trzeba wyjątkowo mądrej kobiety bądź bardzo mądrego mężczyzny, żeby z taką naturą fiku miku, wiódł żywot dalekobieżny.

Gdybym nie miał talentu, zdarzyłby się cud galilejski; moje koleżanki polubiłyby mnie. Zaczęłyby opowiadać publicznie, że jestem świetny w tym i owym, bo jak wiadomo człowiek nieutalentowany, nie wkurwia nikogo, budząc u niewiast współczucie, miast zazdrości, a przez to chęć pomocy.












 





Wyimek _ Poemat nowy _ cz. 2

Wieniu, kiedy będę umierał, powiem Tobie w zaufaniu: pamiętaj stary, najważniejsze jest lizanie gnata. Przegrać z Panem Bogiem to jak wygrać...