sobota, 7 lutego 2026

"Pałac" Wiesława Myśliwskiego - zdjęcie z krzyża. Impresja krytycznoliteracka

Jak można być zdjętym z krzyża i pisać? Pisanie jest czerpaniem, jest wyczerpywaniem, jest nieustającą radością i zmęczeniem, jest odpoczynkiem po zdjęciu z krzyża. Krzyż tonie w kwiatach – kwiaty układają się w znak krzyża. Bohater „Pałacu” – Jakub Owczarz, jest błogosławiony. „Tymczasem człowiek potrzebuje piękna”, pisze narrator „Pałacu”, ale tym pięknem jest przede wszystkim nagość, a w kobiecie najłatwiej zranić nagość, pisze narrator „Pałacu”. „Prawdziwe piękno nie jest ozdobą świata”, pisze Myśliwski, „prawdziwe piękno jest jego cierpieniem” – to cierpienie wynika z tragizmu ludzkiej egzystencji i to, że miłość prawdziwa jest ciągłą raną, ciągle boli. Tak jak zawstydzenie, obnażenie, ośmieszenie śmierci, o którym pisze Myśliwski – ale ta kpina może być jedynie „tęga”, może być jedynie chłopska.

Ten bohater „Pałacu” chodzi „obnażony” (chyba ze swojej chłopskości), jak duch po sypialni, po komnatach, celach, czasem budzi się przy swojej żonie zlany potem – to zmora chłopskości do niego przemawia – on chciałby być Jaśnie Panem, a nie Owczarzem. „Winy mojej nieskończone kroki” – zatem droga po pałacu to rodzaj zadośćuczynienia oraz odkupienia. Ten proces odkupywania swoich win wydaje się bardzo długi, wydaje się nie mieć końca. Droga przez pokoje, korytarze, komnaty, strychy, piwnice – kolejne warstwy jego świadomość, podświadomości, nieświadomości – to jakby droga przez duchową i psychiczną nieskończoność. „Dusza pokutująca” za swoje winy musi za karę błąkać się po wszystkich salach pałacu – być może to kara za nieprzeżyte życie, za nieprzeżyte życie z odwieczną zmazą chłopskości. Ciemność nadchodzi, „topiel”, obejmuje obłąkanego topielca. Puste, uśpione komnaty to kolejne piętra psychiczne. „Cisza zalega komnatę i cały pałac” – to może cisza przed wielkimi narodzinami, które pomału transformują się w wielką, nieprzeźroczystą śmierć. To śmierć, co boli, śmierć miłości, która zdawała się prawdziwa przed rozdwojeniem psychiki na Jakuba Owczarza i Jakuba Jaśnie Pana. „Poprosiłem cię tu, księże, abyśmy zastanowili się nad nieśmiertelnością kanarków”. To coś małego, coś niewinnego, coś pięknego, coś, to zasługuje na nieśmiertelność – kanarek to ucieleśniona metafora czystej duszy. I to pytanie zasadnicze, które pojawia się w tej najbardziej tajemniczej powieści Myśliwskiego, powiedz księże, czy nie można śpiewaniem samym się zbawić, czy koniecznie trzeba cierpieniem? Przecież to zdjęcie z krzyża odbywa się już po ofierze, po zdjęciu z krzyża rozbrzmiewa już w całym pałacu kanarkowy, czysty śpiew zmartwychwstania. „Kanarek, a widzisz w jaką rozpacz mnie wtrącił” – powiada bohater „Pałacu” do księdza – czyli to śpiew bolesny, dalej śpiew cierpienia, dalej śpiew ofiary, to chwila zaraz po zdjęciu z krzyża. „Tęsknota światła za ciemnością, ciemności za światłem” – to ważne zdanie – być może śpiew krzyża i śpiew zmartwychwstania to jakby awers i rewers tej samej monety, której na imię kara… Co jest tą karą? Błąkanie się w poszukiwaniu prawdy o własnej tożsamości. „Bo nic tak człowieka z człowiekiem nie jednoczy jak jedno wspólne cierpienie” – powiada narrator „Pałacu”. Poszukiwanie jest zawsze poszukiwaniem kogoś z kim moglibyśmy dzielić wspólną wędrówkę po bezdrożach.  Głównego bohatera, co już swoje życie przeżył i o nim opowiada, choroba przykuła do fotela, tak że świat może widzieć jedynie przez okno albo na tarasie. Ale to nie choroba, tylko „źródło kryniczne”, z którego bije nieustające uczucie dla swojej żony. Warunkiem miłości jest choroba, prawdziwa miłość jest jakoś kaleka, jakoś ułomna, jakoś obolała – wydarza się w ofierze krzyża – krzyża w kwiatach. Te kwiaty, które ozdabiają krzyż, to kobieta ciągle patrząca w lustro, tęskniąca za swoją młodością, zaklinająca lustro, żeby ją przywróciło, tak jak jej mąż jest skazany na nieustającą wędrówkę w poszukiwaniu prawdy o życiu, tak kobieta jest skazana na ciągłą tułaczkę od lustra do lustra i na próbę określenia, które z tych odbić mówi o niej najtrafniej, ergo, czy jest piękna i młoda. „Świergot ptactwa za oknem, nawoływania pierwszych ludzi w obejściach” – po tej ciemności lustrzanej coś wstaje, jakiś dzień, w którym czysty śpiew ptaków oznajmia bycie człowieka z człowiekiem. „Bóg niczym wesprzeć nie jest jej w stanie, jak tylko bezradnością swoją” – słaby Bóg jak bezbronne dziecko, któremu ciągle trzeba pomagać – kiedy to dziecko nauczy się samodzielności? „Chciałem moi złoci, aby świat był wesoły” – to marzenie dziecięcej, naiwnej psychiki, owładniętej fantazmatem psychotycznym, marzenie o szczęściu, niewinności, radości. „A im byli weselsi, tym prawdziwiej czuli się ludźmi” – cała, nieśmiertelna, niekończąca się pieśń świata opiera się na paradoksie wpisaną w ludzką łzę, ona tak naprawdę, kiedy wpadnie w nią światło prawdziwej tajemnicy, śmieje się najszczerzej i najgłośniej. „I zrobiło się tak wesoło, jak się wiosną robi zielono” – ale to dzięki gorzałce, pijaństwu. „Taczają się, chichoczą, śpiewają” – ten bal pijacki prowadzi do pożaru świata. Ten pożar świata obejmuje wszystkie piętra psychiki – płonie człowiek i jego duch. „Jeden drugiego więcej czuje niż samego siebie” – jest braterstwo, solidarność w tym spalaniu się, jest empatia ognia. „O niebem przelatują ptaki. Wielka chmura ptaków”. Jakub spogląda w górę, z góry lepiej widać upadek.
„Ciemno, że jakbym ślepy szedł. A trafiłem”. Dokąd można trafić, kiedy wszelkie światło jest złudą? Jakub jest pijany, zatracił różnicę między poznaniem a rozeznaniem, staje się czystym, pijanym, rubasznym duchem. „Jeszcze tylko ta święta gorzałka trzyma nas przy wesołości” – wynika z tego, że czymś do końca prawdziwym jest ostateczne ośmieszenie tej wędrówki Jakuba. „Gra jest dawno przegrana” – rzecze narrator – bohater Jakub – nie było sensu podejmować tej walki, tej harówy po komatach – wynik był przesądzony, od początku Jakubowi dano mata. „Koń już, kończ mój sędzio” – nie ma sensu dalej szukać – nawet gorzałka nie da rozgrzeszenia. „Chociaż bal się dopiero zaczyna” – mat dany Jakubowi był tak naprawdę zaproszeniem do tańca, na ucztę, gdzie kobiety po to tylko się stroją, aby tym bardziej wydać się nagimi mężczyznom. „Żebyś wiedział, kobieta to suknia” – zedrzesz z niej wszystkie warstwy i prócz tej ostatniej, uskrzydlającej, czyli śmierci, skrzeczy w niej pospolitość, tak bardzo bałeś się Jakubie zdradzić jej pospolitość. „Gramy już o nic, ale to dopiero piękna gra, to dopiero gra prawdziwa”. „Gramy do końca, moi drodzy”. „Nie zapalajcie świateł, niech ciemność będzie naszym światłem”. „Może to nasz ostatni bal, mój drogi”. „Bo ten bal jest tylko dla nas, dla nas dwojga”. „Może nawet zapomnijmy, że żyjemy, skoro bezradność nas jedynie łączy”. To dialog z bezradnym, dziecięcym Bogiem, który w tym wypadku jest wybranką serca. „Czy widzisz ten pałac? Tam nas nie ma”. „Sine światło wstającego dnia zamieni nas w trupy”. W tę relację damsko – męską od początku wpisane jest jakieś niespełnienie, Jakub w pewnym momencie siada wściekły do fortepianu i zaczyna grać.
„Chce mi się przepaść, zapodziać do niepamięci, do nieistnienia” – powiada Jakub owczarz, jest bardzo zraniony, nie wiadomo do końca czym, być może chodzi o kobietę, która wolała lustra, a może o pierworodną, niewymazywalną zmazę chłopskości. „To mój pałac się pali” – powiada dalej, płoną wszystkie piętra jego psychiki. „Nic mnie nie boli, już nic. Nic”. To agonia jego psychiki, jego całego jestestwa – był ukrzyżowany – został zdjęty z krzyża, Jakuba Owczarza i Jaśnie Pana już nie ma i teraz, na ziemi, tylko świeże kwiaty.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Pałac" Wiesława Myśliwskiego - zdjęcie z krzyża. Impresja krytycznoliteracka

Jak można być zdjętym z krzyża i pisać? Pisanie jest czerpaniem, jest wyczerpywaniem, jest nieustającą radością i zmęczeniem, jest odpoczynk...