czwartek, 16 stycznia 2025

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 47

 Nawet najbardziej niezwykła mądrość kapituluje w końcu przed bezmiarem ludzkiej pychy i żelazną, nienaruszalną potrzebą autorytetu, właściwą dla tego, zasranego społeczeństwa.

Wyzdrowieć psychicznie znaczy nic innego, jak zauważyć, że istnieje świat i cieszyć się nim.
Niestety, obecne mrowie terapeutów, w które dzisiejszy świat obrodził w zdecydowanym nadmiarze, będzie ci mówić, że to zła droga, bo właściwa jest taka bracie, abyś ciągle nadupcał o własnej chorobie i objawach, wtedy postępujesz właściwie.

Coraz więcej zdrowych psychicznie wolontariuszy zgłasza się gremialnie i dobrowolnie do szpitali psychiatrycznych. Mają widać ogromne poczucie winy, że nie są chorzy, gdyż dzisiaj bycie psychicznie chorym robi się niezwykle trendy.

Tory myślenia tego świata właściwe są dla oświęcimskiego kapo. Zbiór reguł, zakazów, nakazów, regulaminów, punktów, stworzył zupełnie popierdolony system zależności, w którym ten czuje się szczególnie dumny oraz wyróżniony, kto go wzorowo przestrzega, nie bacząc w ogóle na swoje i swojego organizmu naturalne potrzeby. Dają ci różę najeżoną w całości kolcami, co sprawia, że nie możesz koncentrować się na zapachu oraz urodzie kwiatu, gdyż skupiony jesteś na bólu.

Od czego w ogóle zaczęło się widoczne przecież gołym okiem zło tego świata? Mniemam, że od tzw. „świętych ksiąg”, czyli zbioru kodeksów i reguł, imitujących prawdę, gdyż prawda, jeśli wypływa naturalnie z człowieka, jest jego radością i dumą, a nie upokorzeniem, wędzidłem, jarzmem.

Idiotyczne poczucie obowiązku, potrzeba bezwzględnego przestrzegania reguł, uczyniło ten świat niczym innym, jak więzieniem.

Niezaprzeczalną korzyścią wielu pobytów w psychiatrycznych pierdlach, jest renta – o nią, jak o złote runo, rozbijają się teraz wszyscy, niezależnie myślący, byle tylko nie musieć pracować dla Wielkiego Brata i robić to, co się lubi.

Odwieczny dylemat, czy żyjąc w społeczeństwie, robimy to, co lubimy, czy to, czego nie lubimy, jest powodem do najczęstszych awantur i najróżniejszych sprzeczek, zwłaszcza wśród ludzi młodych. Najjaśniejsza jest rzecz jasna droga, kiedy robimy coś do czego mamy albo tzw. predyspozycje bądź zgoła wrodzony dar, talent, czy smykałkę – wtedy nie przepracujemy w tzw. robocie ani jednej minuty, co nie znaczy, że nie mamy pod górkę, albowiem stajemy się łatwym łupem nienawistnych ataków ze strony tych, którzy swojej roboty po prostu nienawidzą i z utęsknieniem czekają weekendu albo wolnego. Powiedzenie, że robota zaczyna się od momentu, kiedy ci za nią płacą, jest oczywiście prawdziwe, ale zarazem równocześnie pozbawione sensu tak samo, jak wiele tzw. potrzebnych prac, których rezultatem jest de facto jedynie dalsze, potworne skomplikowanie oraz totalne zaciemnienie świata społecznego.




poniedziałek, 2 grudnia 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 46

Niestety ludzie pobożni, czytaj dewotki w szczególności, w tym kraju, czyli w Polsce, czyli nigdzie, są jednocześnie ludźmi przerażająco wręcz głupimi oraz toksycznymi.

Zrób bracie doktorat, a będziesz miał całe życie przesrane, choćbyś był najbardziej poczciwy i przyjazny, zawsze żerem będziesz pierwszym dla rozmaitej maści sępów.

Kiedyś moja niezbyt mądra terapeutka powiedziała mi tę zgoła nieoczywistą prawdę, że nie wszyscy mnie muszą lubić. Zgoda, ale ów powód nielubienia, przynajmniej dla mnie, powinien mieć jakąś racjonalną przyczynę. Kiedy mi kto nie przeszkadza, to czy jest taki czy smaki, mam do niego stosunek neutralny – kiedy natomiast nie daję żadnych powodów, a dana osoba mnie nie cierpi, uważam, że to ona wymaga gruntownego leczenia, a nie ja, tymczasem całe odium winy spada jak zwykle na mnie, bo dana mi została łaska, stety czy niestety, poznawania światów równoległych i alternatywnych.

Ludzkość robi straszne kroki do tyłu, ale nie dlatego, że brak jej narzędzi, umiejętności czy inteligencji, ale zwyżkuje u niej pycha i żądza dominacji oraz przewagi nad bliźnim, ergo brak pokory, czyli mądrości, czyli zdrowego rozsądku. Dlatego leczenia wymagają nie pacjenci, ale ci, którzy rzekomo ich leczą.

Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia, czyli od roli, jaką przyjęło się w społeczeństwie. Niestety, większość nie jest świadoma ich po pierwsze umowności, a po drugie niebywałej ułomności owych ról, dlatego człowiek, który nie wychyla nosa spoza swojego mundurka, jest zwykle bardzo agresywny, bo przeważnie szczeka niemiłosiernie na tych, którzy robią coś, co nie jest zwyczajne dla danej funkcji społecznej. Czytam to zjawisko jako teksańską masakrę piłą mechaniczną na wolności myślenia i naturalnej chęci odkrywania różnych aspektów świata.

Przeżywałem piękne chwile, badając światy alternatywne i równoległe, niestety nikt z obecnych, zadufanych w sobie dupków, nie potraktuje tego poważnie, albowiem takie coś po prostu nie ma prawa istnieć. A skąd to wiadomo, pytam? Wiadomo, bo to by komuś psuło jego komfort, ot cała tajemnica, czemu musi się tak, a nie można inaczej.

Bardzo chce ciebie bracie tamten świat, ale musisz umierać za ten, w którym rzekomo bytujesz, niby realny, do bólu przewidywalny i w większości wypadków opisany rękami wprawnych urzędników od słowa, zwanych potocznie pisarzami.

Ma za co żyć, mieszka i pracuje w cieple, nie musi ciężko pracować i jeszcze narzeka ciągle, napierdalając w tych lub tamtych, w dupie mu się przewróciło, mówią ci, którzy z boku patrzeć mogą na mnie. A ja tobie, siostro i bracie mówię, że ty masz w serduszku jedynie nienawiść, podczas gdy w moim mieszka tylko trup, plujący czarnym jadem, ale za to szukający prawdy i światełka, którego ty siostro i bracie, nie chcesz zobaczyć.

Namnożyło się obecnie istot z kosmosu, którzy przypinają nam skrzydła, abyśmy mogli tylko fruwać, miast dotknąć realnie problemu, przez co problem niby nie istnieje… Niby, no właśnie. Teraz wszystko jest na niby, ludzie ta wasza rzeczywistość to w rzeczy samej Nibylandia, zdejmijcie w końcu kalejdoskop z oczu i zobaczcie świat.

Pewien Anioł z żółtą tarczą rzekł mi we śnie: uciekaj stąd, uciekaj, bo jesteś jedynym żywym wśród martwych.

środa, 27 listopada 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz.45

Nie wiem, co jest złudzeniem, a co faktycznym odkryciem. Z całą pewnością jednak borykam się z mnogością rozmaitych narracji o świecie i próbuję stawić im czoła. Problem jednak tkwi w tym, że narrację, którą ogół uważa za wiodącą i zwycięską, ja za wiodącą i zwycięską nie uważam. Stąd stale mijam się z tym światem.

Zachowawczość Mariana Stali graniczy z podłością, ale to już problem jego indywidualnego, krytycznoliterackiego sumienia.

Traktować wszystko z przymrużeniem oka i ironią? Wariaci tego nie potrafią, są nazbyt idealistycznymi, walecznymi romantykami. Przypominam jednocześnie, że największy procent samobójstw i przedwczesnych zgonów jest wśród ironistów… Czyżby nie dźwignęli śmiertelnej powagi świata?

Kiedy Wawrzyński wypiął na mnie dupę, poczułem jakby odwrócili się ode mnie wszyscy.

Dlaczego jajcarze uśmiechają się jedynie kącikami ust, a seriozni nie potrafią powstrzymać wybuchu spazmatycznego, zaraźliwego śmiechu? Ot paradoks zasady tego świata, którą powołał do zaistnienia ktoś bez wątpienia pozbawiony piątej klepki.

Mam alergię tylko  na jeden gatunek stworzeń: na kobiety.

Kandydat na prezydenta chwali się, że przeczytał tysiące książek. Tuszę, że nie wyciągnął z tego żadnych wniosków. W przeciwnym wypadku nie pchałby się w ów raj urzędniczej nowomowy zwany prezydenturą.

Czym się różni naiwność od występku? W zasadzie niczym. Dlatego ludzie cwani są przeważnie bez winy i nic im nie dolega.

Dzisiaj nad ranem śniło mi się, że dostałem mocno kasztanem w ramię w parku i na dupie rozdarły się mi się spodnie, ale z drugiej strony byłem, tak, byłem bogiem, matka czekała na mnie na ławce.

Od kilku tygodni nie wychodzę z domu, coraz bardziej się boję, jestem w szlafroku i piżamie, wcześniej porobiłem zapasy jedzenia. Rozsmarowuję zużyty papier toaletowy na zdjęciach Wawrzyńskiego i Stali, co sprawia mi chwilową ulgę.

Jak językiem zmienić rzeczywistość i siebie? Nie da się, albowiem język nie nazywa, jeno przedrzeźnia, przedrzeźnia twojego sobowtóra, bracie.

Nieznajomość reguł tego świata, zwykle skutkuje doskonałym opanowaniem języka światów alternatywnych. Dla takich speców wymyślono specjalne azyle, znamy je pod nazwą szpitali psychiatrycznych – mają one na celu przekonanie nieprzekonanych, że ów świat, który niby widzimy na co dzień jest jedyny możliwy i najlepszy.



niedziela, 24 listopada 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 44

Po drugiej stronie, przekroczywszy bramę życia i śmierci, na ogromnej pustyni, dzielącą żywych od umarłych, jest wbita w piasek tabliczka z napisem „Nieznanemu Bogu”. Na niej znajdą się Ci wszyscy, którzy w habitach, przez całe życie, oddawali cześć temu, którego uznali za jedynego i prawdziwego Syna Bożego, a który był Żydem, nazywanym Jeszuą Ben Jozefem albo Jeszuą Ha Nocri. Obszar genialny, przeciekawy i jednocześnie zupełnie pozbawiony radości.

Każdy fragment tego świata idzie w osobną stronę, co wynika z kłamstwa i manipulacji.
Normalność nie zapanuje zbyt prędko.

Poszukiwanie prawdy jest dzisiaj skrajnie nieatrakcyjne z jednej strony a z drugiej do spodu absurdalne. To coś jak wiara w ufoludki. Jedyna gra obecnie to gra o wpływy, a to wymaga spuszczenia prawdy po kiju.

Najbardziej celne pytanie w historii ludzkości to pytanie Piłata: cóż jest prawda? Nikt z żyjących nie wie, czym ona jest i gdzie leży, ale jeśli nie dążysz do niej i nie walczysz o nią jak lew bracie, nic nie jesteś wart. Przestała się owa (prawda), już dawno wydarzać w sytuacji międzyludzkiej, chyba że jest to sytuacja terapeutyczna, jedyna teraz dostępna w miarę łatwo sytuacja międzyludzka.

Niezależnie myślą dzisiaj jedynie skrajni wariaci i skrajnie nieprzystosowani, reszta to specjaliści od komunałów, czytaj specjaliści od zła. Prostujecie wariatów w kierunku wiary w szatana tego świata, kochani terapeuci nie zjadajcie nas.

Bezpieczeństwo w systemie, ustawienie w systemie, dobory w systemie, kokon w systemie, zawilgocenie w systemie, pierdolnięcie systemu. 

Nie jesteś Bogiem naszych sumień. Nie jesteś Bogiem naszych dusz. Nie jesteś Bogiem naszych serc. Jesteś Bogiem naszej wrażliwości.

Na grupie terapeutycznej padł w pewnym momencie pomysł, że Bóg jest kobietą, na co jedna z uczestniczek rzekła, że to musi być porażająco piękna kobieta. Pomyślałem, że ona jest bardzo przeciętna i wręcz nieatrakcyjna. To samo z męskim odpowiednikiem płci Boga. Być to może zwyczajny, prosty chłop, który lubi kartoflankę z kiełbasą i co rano smaruje chleb masłem i twarogiem ze szczypiorkiem.

Chcesz rozwikłać największe zagadki bytu, pisać najbardziej przenikliwe rozprawy naukowe oraz oszałamiające i porażające warsztatem wiersze? Lepiej zaproś do siebie zziębniętego sąsiada, który zapomniał kluczy do swojego mieszkania i poczęstuj go kawą i ciastkiem. Bardziej przysłużysz się światu.

I uszanuj proszę tę cudowną pieśń tych pięknych, rozwydrzonych ptaków, którzy świata nie widzą poza własnym talentem. Uszanuj, bo to oni właśnie zbawiają świat naprawdę.

niedziela, 17 listopada 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 43

 Dostaję tak po jajach, kiedy tylko słówko powiem o Bogu… Kto wie, może od samego Boga…

Tak zwany rozwój, oparty na przyroście wiedzy, doprowadza do wyjałowienia, polegającego na kompletnym braku spontanicznych odruchów – w tym przede wszystkim śmiechu. Albowiem, skoro wiem, co jest śmieszne, już się z tego nie śmieję; najwyżej wtóruję innym, nieświadomym, którzy jeszcze zachowali szczęśliwą niewinność – to owszem, poprawia humor – ów współśmiech, jakby zapominający o tym, że w środku jest się niebywale ponurym od rana do wieczora.

Od kilku dni nieustająco myślę o Wiktorii Bauer, oddając się na śniącej jawie zdrożnym obrazom.

Kiedy sobie uzmysłowimy, że nigdy tutaj nie będzie ani śmiesznie ani bajecznie i żadne, najbardziej nawet radykalne odwrócenie pojęć tego nie zmieni, stajemy przed wielką smutą, czyli przed światem, bo on nie tyle jest oparty na jakimś naprawialnym błędzie, co jest nienaprawialnym błędem. Żyć w tej kałuży odchodów do końca zasranego żywota jest heroizmem największym.

Oto Wasz król, na wysypisku śmieci, jedzony przez szczury, takiego króla chciałaś Polsko.

Książki o aniołach są trochę kretyńskie, z drugiej strony, co by po takim świecie, jedynie udupionym w materii zostało? Same truchła. To fantazja i marzenia w rzeczy samej powołują do życia rzeczy najistotniejsze, w tym miłość.

Ludzie, którzy zajmują się jedynie Bogiem, to okropne, zarozumiałe buce, ponieważ zajmują się rzekomo kimś najważniejszym w hierarchii, a skąd bucu wiesz, czy tam, po drugiej stronie, w ogóle jakieś hierarchie istnieją?

Dzięki temu, że jest hierarchia, nie ma nudy, to fatalne, ale prawdziwe. Cóż to byłby za świat, gdyby nie trzeba było nadskakiwać szefowi? W niebie pewnie też jest Szef, u nas zwany Bogiem, pewnie zwołuje anielskie rady, pewnie nasz świat, w każdym momencie, odbija się i przegląda w tamtym, jak w ruchomym, niewyraźnym lustrze migotliwej wody.

Podobno w coś trzeba wierzyć, a są przecież tacy, którzy nie wierzą w cudowność zaświatów, ale w zdobywany z mozołem chleb nasz powszedni, są smutni, ale prawdziwi, i być może dla tych przeznaczona jest największa nagroda.

To, co zbawia w jedyny, realny sposób to poczucie humoru i dystans do spraw tego świata – często niestety u ludzi wrażliwych szybko anihilowany wskutek przerażających wglądów i przenikliwości, która nie pozostawia żadnych złudzeń, że to i tamto do czegokolwiek sensownego prowadzi.



poniedziałek, 21 października 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 42

Śnił mi się wczoraj prosty na pozór chłop z raną pod okiem: moja mama, czyli mój ojciec – tak myślałem we śnie.

Mój tata ma tak nieprawdopodobną, zaświatową intuicję, że na tamtym świecie będzie zapewne zwany złodziejem i szpiegiem, bo wykrada tajemnice, o których nie wolno mówić i który nigdy nie kładzie się spać, jako że tutaj chodzi spać nieprzyzwoicie wcześnie. Wańczyk, Wujek Wania, który działa w tych samych służbach, przyjaciel taty, już na niego czeka, ale nie tak prędko to i tamto nastąpi rzecz jasna. Najpierw trzeba byłoby wykitować, co oby nie nastąpiło zbyt prędko, bo „jest to piękny świat”, jak głosi nieśmiertelna Dezyderata.

Chcecie poznać język aniołów? Czytajcie masę książek i toczcie rozmowy do białego rana z ludźmi w czarnych chałatach. Chcecie pokazać rogi, czyli przystąpić do dobrej sprawy? Róbcie coś wbrew sobie, na co nie macie ochoty, a zostaniecie wzięci w poczet królów i książąt duszy.

Ofiarę można składać, ale nigdy z takim przekonaniem, że coś na niej zyskam – raczej z takim, że stracę wszystko, żeby czyjeś życie ocalić – jak Ojciec Kolbe w Oświęcimiu.

Czy język aniołów i ten nasz, ziemski różnią się od siebie? Nie, to są dwa równorzędne języki, które w odmienny sposób, mówią dokładnie o tym samym.

Kim jest anioł? To ktoś, kto codziennie, w nagrodę za swój trud, robi kupkę daną od Boga.

Czy na ziemi są anioły? Oczywiście, że tak bracie… Czasem trącają się w locie złośliwie skrzydłem, czasem w przestworzach ziemskich kochają się ze sobą. Kim oni są? To my bracie: Wieniu, Sieciech, Janek, Peyo – moi przyjaciele.

Największym aktem pychy i skurwysyństwem wobec Boga, jest samobójstwo, albowiem żyć to pokazywać ciągle rogi, czyli żyć wbrew przeciwnościom.

Jest wyjście poza język? Tak, do innego języka, ale to ciągle ten sam język, choć odmieniony.

Nie ufam biedronkom i muchom. Nawet bardziej biedronkom niż muchom, bo muchę można z czystym sumieniem zabić, a biedronkę już nie.

Konfrontacja awatarów bóstwa grozi deportacją.

Prawda o was jest taka, że należałoby was wszystkich, skurwysyny i dziwki, wybić co do nogi, bomba atomowa i totalna zagłada świata byłaby tutaj jedynym, możliwym rozwiązaniem przywracającym normalność. Zostają żywi jedynie poranieni. Nabierzcie ludzie w końcu pokory.

Zwis to podrzędna, żałosna speluna, w której parę niedouczonych, podrzędnych demonów, wypowiedziało wojnę Panu Bogu. Żałosne, śmieszne, straszne. Niech się te psy czołgają.

Po rozmowie z Anną Dymną wybiła godzina miłości, odgoń, odgoń, leć!












środa, 16 października 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 41

 Jest jeszcze trzecie znaczenie słowa „Wiktoria”, nie jest to ani wygrana, ani przegrana… Coś trzeciego, nieokreślonego, Paszka zrozum, ja chciałem dobrze…


Idę do Paszki, gubiąc po drodze swoje zimowe fatałaszki…

Pan Bóg to wieczny i smutny kabareciarz, który nie zna słowa odpoczynek…

Tak bardzo chciałbym się zabawić…

Życiu tu o oto ziemskie, jest przeznaczone wyłącznie dla ludzi z poczuciem humoru. Zapewne doskonali anieli w ogóle nie potrafią się śmiać, bo muszą ciągle przestrzegać ichniejszego regulaminu. A ja wam powiadam: pierdolcie stronę formalną i regulaminy, żyjcie do końca na pełnej petardzie i pomagajcie sobie wzajemnie ile w waszej mocy.

Toczy się jakaś straszliwa walka w kosmosie o tę pipidówę tutaj. Ten skrawek niczego budził zawsze największe emocje w najdalszych galaktykach. I to zawsze przy tych cholernych obiadkach, kawkach, herbatkach, soczkach, papierochach i ewentualnie piwkach albo koniaczkach, albowiem główny projektant mody jest podobno obdarzony poczuciem humoru. Mnie ten cały galimatias przestał dzisiaj śmieszyć i najchętniej udałbym się na zasłużony urlop od wszystkiego, a nie mogę, trzeba tyrać.

Mama to Twój największy wróg, albowiem Bóg to Twój największy wróg i największy Przyjaciel zarazem – kocha, ale jest niezwykle wymagający.

Wyobraźcie sobie świat, w którym wszyscy Wam przytakują: dzień dobry szefie, tak szefie, zrobić ci kawki szefie, a może lodzika? Z takiego świata należałoby jak najprędzej spierdalać, albowiem właściwą istotą życia jest przeszkoda: obstacle, nie mylić z obstrukcją.

Nie sam język i słowa kaleczą ludzi, ale ich ukryta intencja – ta jest albo diabelska albo boska… Rozpoznaj ją bracie i siostro i staraj się być wolny na ile to możliwe.

Wszyscy należymy do tego samego Boga: czy ziemianie czy kosmici, albowiem wszyscy jesteśmy kosmitami, czy tego chcemy, czy nie, nie należy się tego bać.

Pierwszym i ostatnim stopniem do piekła jest przeświadczenie o własnej racji. Na to chorują prawie wszyscy ziemianie.

I ślubuję ziemio, że nie opuszczę cię aż do śmierci, tak mi dopomóż Bóg.

Ludzie, którzy cierpią na zatwardzenie, są przeważnie niebywale toksyczni, ale to nie wina ich, ale ich piekielnej wrażliwości. Możliwość wypróżnienia jest największą nagrodą od Boga.
Jeśli istnieje jakiś Bóg, który nas tutaj dogląda, to jest to tylko Bóg dobrej, przyzwoitej kupki z rana bądź z wieczora.

Gdzie się chowa Pan Bóg na tym świecie? W ludziach bardzo zwyczajnych i jednocześnie bardzo mądrych. Bóstwo lubi też przywdziać strój wariata albo komika.






niedziela, 22 września 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 40

 Usłyszeć niewidzialne? Domena schizofreników czy Aniołów?

To truizm, co powiem, ale to, co najciekawsze nigdy nie dzieje się w oficjalnym nurcie, ale zawsze na jego obrzeżach, marginesach. Najbardziej płodne poznawczo są szpitale psychiatryczne, jedyny warunek: słyszeć i widzieć.

Na czym polega odwrócony język? Uwierzcie mi, nikt z pyszałków nie byłby zadowolony, gdyby się dowiedział.

Pokazuję fucka wszystkim miglancom: mówię wam, że prawda i dobro któregoś dnia zwyciężą.

Dojrzałość polega na umiejętność włożenia odpowiedniej części siebie w odpowiednią szufladkę: na tym polega służba innym: na nieujawnianiu całego siebie.

Cieślak – Sokołowski kiedyś był mądry, potem zdebilał.

Czy Boga można stworzyć językiem? Wszystko można, ale to i tak bez sensu.

Najważniejsze to chronić równowagę w Kosmosie i wystrzegać się niepoczytalnych działań, czego ja notorycznie nie przestrzegam, unosząc się najczęściej pychą i narcyzmem.

Z ludźmi należy postępować bardzo delikatnie, bo są bardzo delikatni, ranliwi i krusi, naucz się tego durniu.

Henia interesuje wyłącznie po pierwsze prawda, a po drugie prawda międzyludzkich stosunków, nie potrafi w ogóle bawić się, jest ciągle w pracy.

Aby udowodnić swoją przewagę, można posunąć się nawet do zabójstwa: niestety gest to komiczny i ośmieszający rzekomego oprawcę – poczciwosza – prawdziwe, czyste wręcz zło jest bardzo spokojne i opanowane, a walka z nim wymaga żelaznej cierpliwości.

Jak pokonać Czarnego Pana? Czarny Pan wymaga nieustającej troski, miłości, adoracji – musisz mu zawsze przyznawać rację i to zawsze kosztem miłości własnej i prawdy, albowiem prawdą dysponuje jedynie Czarny Pan.

Lucyfer stoi na straży zasad fair play i czystości zasad gry, samemu rzecz jasna je łamiąc, bo jemu w końcu wolno. Jego rola jest tyleż pożyteczna, co niebezpieczna, bo swoimi działaniami, chcąc udowodnić swoje racje, bardzo często przeszkadza pewnym procesom, mającym na celu właśnie oczyszczenie pola gry z syfu.

Poważną słabością Lucyfera jest to, że jest wobec siebie bezkrytyczny, albowiem to on, czy jak kto woli ona, zawsze ma rację, bo to zapewne kobieta i zapewne matka, stąd komplementy przyjmuje, obelgi natomiast w niego w ogóle nie trafiają: nie da się obrazić przecież takiego światła…

Prawdziwe zwycięstwo odnoszą osobnicy, którzy mają wobec siebie dystans i poczucie humoru: Lucek jest wobec nich bezradny i najbardziej ich nienawidzi. Za to na swoją wędkę najchętniej łapie łasych na komplementy Narcyzów.

Czym jest Narcyzm? Jest bardzo poważną usterką i słabością ludzi zdolnych a nieco głupkowatych, infantylnych i niedojrzałych.

To jest takie proste: język nienawiści jest de facto językiem miłości – tak proste i jednocześnie trudne, jeśli nie niemożliwe dla wielu do zobaczenia. I w dodatku nieprawdziwe jak ta cała fatamorgana, w której żyjemy, kłócimy się i jesteśmy.

Dać się kaleczyć Lucyferowi i czynić z siebie ofiarę? Niestety takie są reguły gry tutaj, jego kaleczyć nie wolno, albowiem to on właśnie włada tym ojszczanym i obsranym pudełkiem, zwanym światem, zachowując w nim czystość, porządek, dyscyplinę i nie bójmy się tego powiedzieć: miłość.

Uwielbiam Miłosza, bo wierzył całym sobą i do najgłębszej głębi w tę pipidówę tutaj. Głupszego i jednocześnie bardziej szlachetnego trudno szukać.

Prawdziwa mądrość wyraża się zawsze w mówieniu i zajmowaniu się cudzym dziełem.

Gest Kamikadze jest zawsze narcystyczny, niczego on nie daje, niczego nie uwalnia, a jedynie wprowadza w jeszcze głębsze zniewolenie: owemu gestowi brak cierpliwości, pokory, taktu, kindersztuby i luzu, to gest beznadziejnej i zrozpaczonej miłości własnej.

Tu, na ziemi, jedynym sensownym zajęciem, jest dochodzenie do prawdy o tym, co nas otacza, jakkolwiek by ta prawda się nie jawiła: czy straszno czy śmiesznie, a może jedno i drugie, bo ów Jajcarz, który ten świat powołał do zaistnienia, był i jest jednocześnie Gościem o niezwykle głębokiej duszy. Ja takiej głębi nie posiadam, stąd moje nieustające kłopoty.

Czy Pan Bóg jest prosty? Zapewne bliski jest mu brak komplikacji rzeczy najprostszych, prosta piłka i gol. Natomiast prostakiem nie jest, jest bardzo uprzejmy, zbyt szanuje nadmierną mnogość rozmaitych uwikłań światowych oraz międzyludzkich, żeby się w owe wpierdalać jakąkolwiek przemocą.

Kim jest Lucyfer? Jest skazany na bycie najmądrzejszym, stąd żadna mądrość nie jest w stanie go wzruszyć, jedyne, co może to obmyślać chytry plan.

Pan Bóg najbardziej nas lubi widzieć, kiedy pracujemy i jeszcze sprawia nam owa praca przyjemność i jesteśmy z jej powodu szczęśliwi. Albowiem Jajcarz ów głęboki niczego nie pragnie tak bardzo jak naszego szczęścia i śmiechu do rozpuknięcia kiszek.

Ludzie sumienni a poczciwi nie lubią bardzo, jak ktoś zawadiacko szczerzy ryja i robi sobie jaja z największych świętości, wtedy na czubie wyrastają im rogi, bo co to to to to to …


Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 39

 Ten świat jest tak straszny i do cna popierdolony, że umrzeć za niego byłoby małym bohaterstwem i wolnościowym gestem ucieczki; prawdziwym bohaterstwem jest bowiem żyć w tym oceanie gówna i udawać, że wszystko jest w porządku.

Ludzie, którzy kochają ten świat dzielą się zgoła na dwa rodzaje: albo są zgoła niezwykle delikatni i krusi, albo wręcz przeciwnie: drapieżni i pałają żądzą dominacji. Owa nieustająca pogoń za rzekomym pięknem tego świata jest w rzeczy samej zakamuflowanym gestem niebywałej agresji wobec dzieła stwórcy: nigdy nie ufajcie podróżnikom.

Teraz zaczyna się prawdziwy proces otwierania ran: będzie bardzo boleć.

Bóg ma poczucie humoru, które śmieszy jedynie dobrych i poczciwych ludzi, ludzi prawdziwie inteligentnych ono zgoła nie śmieszy zbytnio.

Jeśli mi ktoś powie, że Bóg jest prosty i dobry, to mu nasikam na ten jego tępy ryj, albowiem to starzec wyjątkowo przebiegły i bardzo złośliwy, raczej dokuczający ludziom aniżeli ich miłujący.

Kiedy kilku cymbałów w Zwisie było pewnych, że mnie wychuja i kiedy ku swemu przerażeniu odkryli, że to ja wychujałem ich, posrali się ze strachu. Żałosna drobnica, która chciałaby podskoczyć, a nie potrafi i nigdy nie doskoczy.

Tylko człowiek prostolinijny i poczciwy uzna, że się tutaj pysznię.

Czym jest skromność? Skromność jest dosłownym ukazaniem swojej przewagi i narażeniem się na śmieszność, prawdziwa pycha zawsze siebie poniża.

Nigdy nie ufaj obdartusom i łachmaniarzom: to ludzie wyjątkowo zarozumiali.

Duża wiedza i biegłość w technicznym operowaniu pojęciami, zapewaniająca często profesurę, oznacza bardzo często głębinną tępotę.

Inteligencja to umiejętność szybkiego reagowania w sytuacjach beznadziejnych.

Czy trzeba mieć dobre serce, żeby kochać Boga? Wystarczy mieć serce myślące.

Czy istnieją ludzie głupi? Moim zdaniem są jedynie agresywni i zazdrośni, co oznacza właściwe imię głupoty.

Odwracanie głowy ze wstrętem od okrucieństwa, jest jeszcze większym okrucieństwem: trzeba się nim zachłysnąć, aby je oswoić.

Do tej pory prowadziłem spotkania z samymi durniami i naprowadzałem ich na moje intuicje, za co oni później byli chwaleni przez innych durniów na sali, którzy chwalili ich ogromną błyskotliwość i przenikliwość.

Nie chcę, żeby ktokolwiek przede mną klękał; wystarczy, że podetrze mi dupę na starość.

Znam wielu, którzy ciułają tę swoją pisaninę, dostają nagrody, są mili, grzeczni i jednocześnie pełni strachu: ich sukces nie należy do mnie.

Postawa wyższościowa zawsze wynika z lęku, nigdy z siły, nie obrażajcie się na tych, którzy patrzą na was ze wzgardą, albowiem boją się was.

Ludzie, którzy bardzo dobrze znają język i mechanizmy komunikacji, bardzo łatwo odróżnią prawdziwą troskę od fałszywej. Ta druga zawsze chroni tego, który ją wyraża i ta występuje niemal zawsze w tym zadziwiającym świecie.

Jeśli ktoś trąbi ciągle o ufności wobec Pana, to chyba postradał zmysły; ostatnim jegomościem, któremu chciałbym ufać, jest Bóg.

Kim jest Bóg? Obłąkany despota, który każe ci grać w obłąkaną grę na jego, obłąkanych prawach.
Wyjątkowo perfidna kanalia nienawidząca czegoś najpiękniejszego i najgłębszego: szczerości serca.

Czy Bóg kocha ludzi inteligentnych? On jedynie ich używa, aby sławili jego odwrócone dzieło. Miłość tutaj oznaczałaby nauczenie się zasad owego dzieła działania, czyli linijką po łapach, zawsze tak było. I nie ma za to żadnej nagrody, może jaka wata cukrowa w parku, tyle.

Czym różni się wobec tego Bóg od diabła? Jedynie wymiarem i długością szabli, ten drugi ma zawsze przykrótką, znamionującą falsyfikat, który dość łatwo rozpoznać.

Czym jest prawda międzyludzka? Niestety jedynie brakiem jakiejkolwiek konkluzji, który uspokaja pokornych a rozjusza pysznych.

Człowiek pyszny zawsze chciałby widzieć cel i wnioski, albowiem nie wie on, że te nigdy do niego należeć nie będą.

Właściwa linia rozumowania biegła niestety zawsze poza tekstami świętymi i kanonicznymi: one płoną teraz na pustyni, która jako taka oznacza swoją odwrotność i budzić może ogromne zaciekawienie szukających prawdy.

Prawdy niestety nie da się utożsamić z Bogiem, tak jak istnienia nie idzie utożsamić z nieistnieniem.

Marzę tylko o jednym: aby mnie zaaresztowali i abym nie musiał się już więcej wydurniać i udawać, że cokolwiek wiem.

Ateista to człowiek najczęściej inteligentny i dobry, zaprzeczający człowiekowi wierzącemu, który wiarę utożsamił z pudełkiem po czekoladkach z napisem „ja”.

Nie są niebezpieczni durnie, tych na swój sposób lubię; uciekam natomiast od przebranych za durniów, ci są wyjątkowo niebezpieczni i z łatwością robią w konia.

Fryzjerki, barmanki, sklepowe, bufetowe, salowe – to wszystko zawody najbezpieczniejsze, albowiem łatwo je poniżyć, czym poniżający wystawi świadectwo swojej otchłannej głupoty. Najtrudniej (pozornie rzecz jasna), poniżyć profesora, przez co to najbardziej zakompleksiona rasa na tym globie.

Tyle jest piękna na tym świecie, trzeba je zauważyć, a to znaczy nie bać się, przemoc jest zawsze komiczna, Putin występuje w cyrku. Hej! Język odwrócony znaczy tyle co język nieodwrócony, a na dzisiaj to tyle, słodziutkich snów.


sobota, 20 lipca 2024

Zabawa w powagę. Słowo o filmie "Zabierz mnie na księżyc"

Tydzień temu byłem na filmie pt. "Zabierz mnie na księżyc", film nowy, z tego roku, ze Scarlett Johansson w roli głównej, aktorką wybitną, która wsławiła się przede wszystkim znakomitymi rolami w filmach Woodego Allena. Fabuła jest dość prosta w sensie konstrukcyjnym i formalnym, choć jednocześnie zwraca uwagę skomplikowanie treściowe oraz filozoficzne tego filmu, co przy stylizacji na lekką komedię, jest dość zaskakujące. Oto mamy wyścig zbrojeń między USA a ZSRR, lata 60 te XX wieku w Stanach Zjednoczonych i zimną wojnę. W zakres tych zmagań wchodzą loty na księżyc i misja załogowa Apollo 11, którą koordynuje NASA. Nie lubię streszczać filmu, lecz wolę go problematyzować, zatem dodam, że dwie osie filozoficzne, które zauważam w "Zabierz mnie na księżyc", to napięcie między permanentnym wypowiadaniem kłamstwa (w rolę depozytariuszki tych treści wciela się główna bohaterka, grana przez Scarlett Johansson), a równie stałym trwaniu przy prawdzie (tę z kolei reprezentuje szef do spraw startów rakiet kosmicznych, grany przez Channinga Tatuma). Ów konflikt prawda - kłamstwo, który rzecz jasna okazuje się pozornym, wzmocniony jest przez kolejną parę przeciwieństw, to znaczy relację między kopią a oryginałem. Nie będę dalej rozwijał, co w filmie jest kopią, a co oryginałem, ponieważ to widz z łatwością sam odkryje, dodam jedynie, że oryginał bardzo silnie potrzebuje kopii (jak się okazuje w filmie), tak jak zresztą kopia jest niejako uzależniona od oryginału, jedno bez drugiego, parafrazując Miłosza, "istnieć nie ma siły". Owe dwie relacje są bliźniacze - główna bohaterka i główny bohater, choć wygrani na przeciwieństwach, potrzebują siebie jak spieczone upałem usta, łakną ożywczej, zimnej wody. Wniosek z tego, że prawdziwy fałszerz nie może obyć się bez swojego rewersu w postaci nieustającego źródła krystalicznej prawdy i vice versa - choć człowiek bezgranicznie prawdomówny, w gruncie rzeczy kłamstwo odrzuca, jednak i bez niego funkcjonować nie potrafi, albowiem warunkiem przetrwania w warunkach społecznych i światowych, jest nie może tyle umiejętność bezczelnego kłamania w żywe oczy, co efektywnego przysłaniania rozmaitych prawd bolesnych, które niczego innego przynieść rozmaitym ludziom nie mogą prócz przykrości i zgryzoty. Kłamie się zatem po to, by ocalić większą prawdę: to paradoks, o którym wiedzą wytrawni fałszerze i to oni, jak sądzę, w pierwszej kolejności zostaną zbawieni - niczym ten czarny kot, który w filmie to pojawiał się to znikał - a był żywym emblematem tajemnicy. Dodajmy, nic śmiertelnie serio tak naprawdę przetrwać nie może, bo byśmy się wszyscy zanudzili, dlatego odrobina lekkości wprowadzona w odwieczne, filozoficzne spory, nie tylko nie zawadzi, ale jest wręcz konieczna. Dodam, że film "Zabierz mnie na księżyc", co prawda arcydziełem nie jest (na pewno), ale to bardzo przyjemna w odbiorze lekka komedia na poważne tematy, a od kina widz nie powinien wiele więcej chcieć, gdyż, jak mawiał pewien znany rewolucjonista, jest kino "najważniejszą ze sztuk". 

czwartek, 11 lipca 2024

Proces i kara. Kilka zdań o filmie "Do granic".

 Wczoraj (środa), byłem z kolegami na filmie pt. "Do granic". Zmęczony wcześniejszą, długą wyprawą rowerową z Agnieszką (Agnes), przysypiałem na niektórych fragmentach filmu (notabene, po seansie spałem jak zabity), ale nie na tyle, by nie ogarnąć pewnej całości i z tejże całości niektóre elementy wydobyć, czym chcę się pokrótce podzielić. Otóż, nie streszczając fabuły filmu, nadmieniając jedynie, że jest to film bardzo mocno steatralizowany i w zasadzie mógłby być spektaklem, dodam jedynie, że cała akcja dzieje się na lotnisku, na którym dwójka hiszpańskich imigrantów, chce dostać się do Stanów Zjednoczonych. Cała akcja filmu polega na wielogodzinnym przesłuchaniu rzeczonej pary, której kontekstem literackim mógłby być "Proces" Franza Kafki. Oto w ich relacji nagle pojawiają się bruzdy, załamania, zabrudzenia, matactwa, kłamstwa i oszustwa - idące, co ważne, jedynie z męskiej strony przedstawiciela omawianego związku, gdy kobieta raczej jawi się jako wrażliwa, uczciwa, krystalicznie wręcz czysta, której intencje są transparentne. To mężczyzna jest cwaniakiem, oszustem, kłamcą, manipulatorem, żerującym na niewieściej słabości i chęci pomocy. Agenci na lotnisku, wykonując swoją pracę, przypominają jako żywo urzędników Sokratejskich, którzy metodą położniczą (maieutyczną), próbują wydobyć z tej relacji to, co ją naprawdę oświetla, a niestety oświetla ją najmocniej nie prawda, ale kłamstwo. Kłamstwo owo jednak nie przeszkadza, co pozwala wydobyć się prawdzie, której ekwiwalentem jest zaskakujące zakończenie filmu. Interpretuję je w sposób uproszczony i jednoznaczny: otóż gra, w której brała udział para bohaterów była nie na serio, choć urzędnicy miny mieli śmiertelne poważne a sposób wykonywania przez nich obowiązków nie był zbyt sympatyczny, co oczywiście jest eufemizmem. Ale ta mina śmiertelnie serio była chyba tylko po to, by wszystko skwitować żartobliwym gestem, który nie tylko, potocznie mówiąc, "robi sobie jaja" z owej pary, ale również z widza, chciwie jak gdyby wyczekującego nadejścia sprawiedliwości i słusznego wyroku. 
I tak jak w "Procesie" Kafki, nie wiemy tak naprawdę niczego o winie. Czy była wina w ogóle? A jeśli tak to po której ze stron? I czy w ogóle coś takiego jak wina istnieje? A może nie. Może nie ma żadnej winy, a jest jedynie, przepraszam, wino, które pić będą wszyscy "złoczyńcy", kiedy to i owo zostanie im przebaczone. Polecam gorąco ten filozoficzny moralitet z Kafkowskim przesłaniem koneserom X muzy spod znaku Kieślowskiego i Zanussiego. 

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 47

  Nawet najbardziej niezwykła mądrość kapituluje w końcu przed bezmiarem ludzkiej pychy i żelazną, nienaruszalną potrzebą autorytetu, właści...