czwartek, 22 lutego 2024

O nieuchronnej potrzebie kolekcji na podstawie zbiorów Kazimierza Wiśniaka Hieronima Sieńskiego oraz Macieja Rudego

    Kolekcjonować rozmaite rzeczy można z różnych przyczyn. Często idzie za tym głęboki sens nadania jakiegoś określonego kształtu swojej czasoprzestrzeni – zarówno tej wewnętrznej, jak i tej zewnętrznej. Kolekcjonuje się rzeczy niepotrzebne tylko z pozoru, w istocie kolekcjoner zawsze chce utrwalić to, co wcześniej było śladem, ale niewidzialnym – dzięki kolekcjonowaniu uzyskuje on widzialny, materialny kształt. Bo też kolekcja to swoiste królestwo materii, które jednak przenika określona, specyficzna pneuma danego, kolekcjonowanego zbioru. Dusza kolekcji innymi słowy określa to, co określamy tym mianem.

    Istnieją de facto dwie strategie kolekcjonerskie. Jedna jest rodzajem anty strategii, albo strategii negatywnej, gdy chcemy o kimś zapomnieć, na przykład o zdradliwej albo toksycznej miłości, wyrzucamy przez przysłowiowe okno, na bruk, wszystko, co z daną osobą było związane: kartki, pocztówki, widelce, talerze, łyżki, wszystko, co było związane z daną osobą i co nam ją przypomina. Również wizyty we wspólnych miejscach, czy odsłuchiwanie wspólnej kiedyś melodii piosenki, staje się swoistą traumą nie do przeżycia, którą można jedynie anihilować.
    Druga strategia jest rzecz jasna pozytywna oraz afirmująca, kolekcjonujemy po kimś rzeczy, ponieważ kogoś kochamy i chcemy tej osobie oddać należny hołd, wręcz ją jakoś uświęcić.
    Kolekcjonować można wszystko: od orzechów, kamieni, figurek porcelanowych, dzwonków, po wielkie dzieła sztuki, czy pięknie wydane książki – jak to robią zwykle bibliofile. Kolekcjonować to nie tyle żyć w zastępstwie, co żyć w ciągłym jakby odniesieniu, w linii nieustającej kontynuacji; kiedy dana osoba żyć przestanie, zostanie po niej istotny ślad materialny – zatem dzięki kolekcjom można niejako zyskać nadzieję na nieśmiertelność, czy choćby przedłużenie życia tej osobie, na której szczególnie nam zależy. Zatem istotna oś relacji, jaka by przebiegała przez to, czym jest kolekcja, byłaby rzecz jasna osią miłosną.
Kolekcjoner to ten, który kocha to, co kolekcjonuje, kocha swoją kolekcję nie tylko w sensie materialnym i widzialnym, ale również w tym niewidzialnym i niematerialnym sensie, kocha kogoś bądź coś, co za daną kolekcją stoi i co istotnie wprawia ją w ruch. Tym pierwszym, tajemniczym poruszycielem kolekcji, jest bliżej niezdefiniowany afekt kolekcjonera, dzięki któremu dana kolekcja może w ogóle powstać.
    Ze szczególnym rodzajem kolekcji mamy do czynienia w tej książce. Stoi za nią pozytywna strategia miłości, którą wcielili w życie Pan Hieronim Sieński i Pan Maciej Rudy.
To oni, systematycznie, z wielkim trudem, pasją oraz zaangażowaniem ocalają wszelkie trwałe formy, które pozostawił do tej pory po sobie wielki bohater tej kolekcji, bo wielki artysta i człowiek, Kazimierz Wiśniak.  
   Kolekcja Sieńskiego i Rudego to swoisty miszmasz i heterogeniczny konglomerat od wielkich dzieł sztuki, wspaniałych obrazów i scenografii Wiśniaka, przez jego rękopisy, książki, przeróżne bibeloty, aż po gromadzone pieczołowicie niedopałki papierosów, które Mistrz zostawia, paląc w Galerii na Ogrodowej, swoją ulubioną markę. Jak przyznaje Maciej Rudy: „Kolekcjonerstwo kosztuje, na tym się nie zarabia, ale nas to bawi, to jest nasza pasja, daje napęd i radość życia, przebywanie z twórczością Wiśniaka jest dla nas twórcze. Jeszcze wystawa w PAU się nie skończyła, a już są kolejne propozycje z Bydgoszczy. Wiśniak nie wie, co będzie zawierać dana wystawa, zawsze to dla niego jest niespodzianka. Tematyka jest bardzo bogata, zawsze czymś nowym daje się zaskoczyć. W kolekcji mamy pracę od najstarszej z 1948 roku, „Matka przy stole” do ostatniej pracy, z maja”. Pytany przeze mnie Maciej Rudy o to, co Wiśniakowa kolekcja zawiera, odpowiedział: „Filiżanki, okulary, „Kurier Lanckoroński”, tak jak oddawał do drukarni, małe słoiki dżemu, kieliszki, łyżeczki srebrne, karty do gry, niedopałki – będąc na Ogrodowej, Wiśniak pali papierosy, stąd potężna kolekcja niedopałków Wiśniaka. Praca „Widok z okna”, oprawiona w ramy okienne, widok z okna to autentyczny widok z okna. Rękopisy, Wiśniak nie ma komórki, maszyny do pisania, komputera, komórki. Robi wszystko jak dawniej, pisze rękopisy, które potem skleja i z tego powstają rulony, które są rozwijane podczas wystawy, wtedy każdy może zobaczyć jak Wiśniak pięknie kaligrafuje. Widokówki. Starsze obrazy, nawet „Piwonie” – na pierwszy rzut oka, prace jak nie Wiśniaka”. W dalszej części kolekcji, Maciej Rudy, wymienił, co następuje: Scenografia do Jasełek, szopka z Zagórza, prawdziwa scenografia do przedstawień szopkowych w styczniu. Dużo prac z Lanckorony, największy dział to Lanckorona.
Szereg rysunków do szopki z Zagórza, również bilety. Cykl rysunków Wiśniaka Znaki Zodiaku. Zbiory Kurierów Lanckorońskich, które przez ten czas cały czas się ukazywały. Rubryka zakrapiania oczu po operacji zaćmy jest również częścią kolekcji, ciekawostką, czymś śmiesznym, są też niedopałki papierosów, życiorys, indeks ukończenia Akademii Sztuk Pięknych. Pędzle Wiśniaka, paleta Wiśniaka, pędzle są zawsze wytarte, wszystko Wiśniak zużywa do końca, jest wzorem do naśladowania pod względem staranności, dokładności, oszczędności. Oprócz tego kolekcja zawiera również portret Daniela Mroza, rysownika z „Przekroju”, mentora Kazimierza Wiśniaka – pastel. Część rzeczy kupujemy do zbiorów.
W dalszej części kolekcji, jak mówi Rudy, zobaczyć możemy: bogaty zbiór widokówek z Lanckorony, obrazy jeszcze sprzed Akademii Sztuk Pięknych, w których Wiśniak szuka swojej kreski. Lanckorona robi się Wiśniakowa od strony użytkowej – np. kubki z rysunkami Kazimierza Wiśniaka z Cafe Pensjonat w Lanckoronie, kieszonki na łyżkę, nóż i widelec również zaprojektowane przez Wiśniaka. Przede wszystkim duża kolekcja książek Wiśniaka – zarówno jego, jako pisarza, jak i ilustratora. Zaprojektował kiedyś również wachlarz do Teatru Starego. Również dużo scenografii, kostiumów, programów teatralnych – większość zbiorów teatralnych jest na wystawie teraz w PAU. Podziękowanie od Krystyny i Andrzeja Wajdów – w podziękowaniu za trudny sezon teatralny i życzenia dobrego odpoczynku w Lanckoronie z 1978 roku. Podziękowanie od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy za podarowanie swojego rysunku na licytację. Dużo podziękowań, dyplomów. Ostatnio Wiśniak ilustrował wiersze Sławomira Krzyśki. Kolekcjonowanie miało miejsce od dnia poznania Wiśniaka do dzisiaj. Zwraca uwagę różnorodność kolekcji, nie tylko prace, ale również rzeczy osobiste, niekoniecznie związane z twórczością.
    Przechadzając się po Galerii na Ogrodowej, rozmawiając z Maciejem Rudym, zobaczyłem także biedronkę, swoisty Wiśniakowy emblemat. Usłyszałem również o filmie Wojciecha Majewskiego pt. „Zaczarowany świat Kazimierza Wiśniaka”, w którym wybitny aktor Wojciech Pszoniak celnie puentuje, że w zeszłym wcieleniu był Wiśniak krasnoludkiem, gdyż wszystkie rzeczy, które robi, są malutkie. Maciej Rudy opowiadał mi również, że nie tylko wystawy przez nich organizowane są dla Mistrza niespodzianką, ale również urodziny, gdyż na swoje urodziny Wiśniak po prostu by nie przyszedł. Król lanckorońskich krasnoludków oraz honorowy obywatel Lanckorony, jak i pierwszy jej Anioł, prowadzi również dziennik, w którym zapisuje rozmaite obserwacje oraz wydarzenia, np. ostatnio śmierć królowej Wielkiej Brytanii. Dodam, że wesołe towarzystwo z Ogrodowej urządza również Panu Kazimierzowi wieczorki filmowe filmów z lat 50 tych, przed którymi starannie wcześniej przygotowany referat wygłasza przeważnie Hieronim Sieński.
   Kolekcjonuje się rzecz jasna nie dla siebie i swoich, nie dla samego kolekcjonowania, ale przede wszystkim dla ludzi, którzy później daną kolekcję mogą podziwiać. Zatem przedstawiam w chronologicznym oraz telegraficznym skrócie, listę wystaw dzieł Kazimierza Wiśniaka, które do tej pory udało się Panom Rudemu i Sieńskiemu, zrealizować:


                    1. „Mój świat - rysunki i obrazy Kazimierza Wiśniaka”

              Kraków (styczeń) 2009, Ośrodek „Zdrowie i Uroda” 

 

1.      „Kazimierz Wiśniak - Plakaty”

         Łódź (październik) 2013, Galeria Papieru i Druku w Centralnym Muzeum Włókiennictwa

 

2.      „Kazimierz Wiśniak - Mistrz detalu i precyzji”

Kraków (marzec) 2016, Biblioteka Główna AGH

 

3.      „Silva rerum”

Mińsk Mazowiecki (listopad) 2016, MDK wystawa w ramach 8 Festiwalu Piotra Skrzyneckiego

 

4.      „Kazimierz Wiśniak – Czarowanie kolorem”

Jarosław (maj) 2017, Zespół Szkół Plastycznych - Galeria Synagoga

 

5.      „Świat Kazimierza Wiśniaka”

Kraków (październik) 2018, LOŻA, Klub Aktora SPATiF

 

6.      „Jubileuszowy Wiśniak”

Kraków (grudzień) 2019, Wydawnictwo VANDRE otwarcie stałej Galerii K.W. z okazji 88 urodzin mistrza

 

7.      „Znaki Zodiaku”

Kraków (sierpień) 2020, Wydawnictwo VANDRE – Stała Galeria Kazimierza Wiśniaka

 

8.      „Ze zmierzchem przychodzą pokusy”

Kraków (czerwiec) 2021, Piwnica pod Baranami

 

9.      „Wiśniak w zVisie”

Kraków (wrzesień) 2021, Rynek Główny - Drink Bar Vis-à-vis

 

10.  „90x90” – 90 prac na 90 urodziny Kazimierza Wiśniaka

Kraków (grudzień) 2021, Galeria GLAJZERNIA wystawa w dniu 90 urodzin 11.XII.

 

11.  „90x90” – Kazimierz Wiśniak

Mińsk Mazowiecki (listopad) 2022, MDK wystawa w ramach 13 Festiwalu Piotra Skrzyneckiego.

 

12.  „Kazimierz Wiśniak – teatralny i piwniczny”

            Kraków (kwiecień) 2023, Archiwum Nauki PAN i PAU

    Ową listę wystaw, którą sporządził dla mnie Maciej Rudy, uważam za potrzebną, a nawet konieczną do przedstawienia, aby przede wszystkim unaocznić wielką pracę tych dwóch niestrudzonych poszukiwaczy zaginionych skarbów Wiśniakowego świata: Panów Rudego oraz Sieńskiego. Dodam, że wystawy owe cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem oraz powodzeniem. Jak przyznał Maciej Rudy, być może przyczyna tkwi w tym, że ludzie zmęczeni są tym, czym jest życie, a bardzo często nie niesie ono wesołych przygód, a częściej choroby, utratę pracy, śmierć najbliższych osób, które kochaliśmy najbardziej - krajobraz Wiśniaka daje od tego odskocznię w świat bardzo radosny i bajkowy, przy którego oglądaniu możemy wypocząć i na nowo uwierzyć w cud życia, piękno otaczającego świata, a nawet na chwilę zapomnieć o codziennych znojach i udrękach oraz oddać się marzeniom.
     Panie Kazimierzu, Panie Macieju, Panie Hieronimie, dziękuję Wam za wszystko, za to, że dzięki Wam, choć przez chwilę mogłem zamienić się w krasnoludka przechadzającego się magicznymi uliczkami Lanckorony, nawet nie wiecie, a może wiecie, jak bardzo wielu ludziom pomogliście i pomagacie. A teraz po prostu pozwiedzajmy zaczarowany świat Kazimierza Wiśniaka.  



środa, 31 stycznia 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 38

Przyszedł dzisiaj do mnie sam Michał Piętniewicz. Przywitałem się z nim kordialnie, a potem dałem plaskacza i naplułem w twarz.

Piętniewicz ostatnio dostał torsji. Zataczając się wypadł za burtę pijanego statku.

Niektórzy są zbyt delikatni na moje Wyimki, prawda Pani Marianno?

Czasem wydaje mi się, że Pan Bóg mówi do mnie jak do debila. Lecz, kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha. Bliskie jest Królestwo Boże.

Ten niby wariat, który to wszystko wypisuje, to w gruncie rzeczy cwaniak. Nie ufajcie mu.

Wstaję rano i przechodzi mi ogromna złość na świat. Z sercem skruszonym przyjmuję nowy komunikant dnia.

Świetnie sobie radzisz Piętniewicz. Zapytaj Jezusa lub Boga dlaczego…

Strategia przetrwania: nikomu się nie narzucać. Zgładzenie za „darmo” jest de facto niemożliwe, albowiem kat siłą rzeczy musiałby przyznać, że cokolwiek znaczysz.

Powszechna, ludzka strategia: kiedy nie wiedzą o co chodzi, napierdalają ile wlezie, ponieważ ich zdaniem, wiedzą o co chodzi.

Ciekawie się zrobi i prawdziwa przygoda się zacznie, kiedy już nie będę w stanie ruszyć ręką ani dupą.

Odeszła ode mnie chęć spisywania rzekomych odkryć o oczywistej marnocie tego świata i mizerocie ludzkich motywacji. Nawet wariaci walczą teraz po różnych szpitalach oraz oddziałach o palmę pierwszeństwa najbystrzejszego wariata, najbardziej zasłużonego wariata, przodownika pracy wśród wariatów czy wariata starca, pouczającego młodych wariatów. Zatem kończę ten koncert eunuszy, wybaczcie, że jakżeby inaczej, ale fałszywym dźwiękiem.




środa, 24 stycznia 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 37

Zasadę: każdemu podług zasług, rzecz jasna wprowadziły podstępem na świat kobiety – już zresztą w rajskim ogrodzie to widać. Facet w swojej prostocie w ogóle by się nie zorientował, że robi coś za darmo. Stąd mamy to, co mamy, czyli arenę gladiatorów, miast stosunków przyjacielskich.

Nie wiem, czy jestem wielkim pisarzem. Bo jestem wielkim pisarzem.

O czym marzę? O tym, co zawsze. Efektownym samobóju przed nastaniem świtu, aby nie musieć już zadowalać głupszych ode mnie, czyli niemal wszystkich żyjących.

Nie robić rozmaitych, kretyńskich rzeczy tylko dlatego, że jest się na nie za mądrym? Być może tak migają się jedynie ludzie nie nazbyt zdolni.

Zakochaniem powoduje często nadmierna ambicja zakochanej bądź zakochanego, ergo jest to stan umysłu zawsze zdeformowany.

Kiedyś uklękniecie przede mną wszyscy, ale mnie już nie będzie na tym świecie.

Dzisiaj powiedziałem coś Ewelince, ale to nie zmieniło wiele: przebaczyłem jej, że mnie zabiła, ale nie jestem w stanie jej znów pokochać.

Te wszystkie psycholożki, terapeutki, są intelektualnie nazbyt żylaste, a ja zawsze wolę odrobinę więcej mięska, tłuszczyku, itp.

Zmieniaj się Piętniewicz, zmieniaj, uciekaj, syp piaskiem po oczach, myl tropy, ukrywaj się, rób miny i nigdy w jednej nie zastygaj i nie daj się proszę nigdy żadnej, przemądrzałej pindzie, a dla panien prostych, bądź zawsze miły, delikatny i wyrozumiały.

W nocy i nad ranem, pisząc te Wyimki, przeprowadzam na sobie operację, kroję się na żywca, boli jak chuj.

Zachowanie rozmaitych jegomości ze Zwisu, jest wobec mojej osoby skrajnie nieuczciwe, rzekłbym nawet: sadystyczne.

Najszlachetniejszą i najtrudniejszą sztuką, jaką wymyślono, jest sztuka konwersacji.

Umiejętność dopasowania swego wielorybiego cielska do rozmaitych sytuacji mikroskopijnych, jest nie lada sztuką.

Ćwiczę się w nowej umiejętności życiowej: bycia wariatem zawodowym. Wierzajcie mi, w obecnym świecie to wyjątkowo łatwe: wystarczy się do tego świata dostosować.

Zasadniczy konflikt w człowieku przez Boga obdarzonym, to konflikt między nieetycznym talentem a etyczną mądrością.

Jedynie starym, z dawno wygasłym seksem babom imponuje mądrość, młode zawsze podążą za talentem.

Dziś, żeby zdobyć młodą, zajebistą landrynę, nie wystarczy Nobel. Trzeba mieć jeszcze przynajmniej milion followersów na rozmaitych youtubach, instagramach oraz innych chamach.

Sztuczna Inteligencja żywo mnie interesuje. Być może uwolniłaby moją zbiedniałą do szczętu od choroby psychicznej duszę i mógłbym ze spokojem najebać się w Zwisie, nie myśląc z niepokojem o jutrze.

Nie bądź naiwny, nie uda Ci się, masz za mało czasu i za słabe zdrowie.

Wchodzisz bracie w jakieś pseudo uwodzenie słodkiej, debilnej a do tego bezczelnej, bez sumienia dziuni, a potem bracie żałujesz, że dałeś porwać się swojej naiwności.

Wielu buców, łącznie z Żurakowskim zresztą, próbowało mnie zdetronizować, ale wy – buce, pamiętajcie, król jest tylko jeden.

Piętniewicz jest bardzo kiepski, jeśli idzie o pierwszy impuls, za bardzo myśli sercem… Stąd jego fiasko totalne.

Jedyna, uczciwa walka o sławę, ma miejsce w psychiatryku.

Piszę to po to, aby wyczyścić swoje, prywatne rany, to bardzo boli… Ludzi innych nie wyczyszczę, są nazbyt skurwieni.

Brakuje talentu, porządku, woli, sił intelektualnych, w obecnym momencie brakuje wszystkiego, czas chyba pójść do infirmerii.

Co to jest czytanie? Czytanie to jest najpierw odrzucanie, a potem afirmowanie.

Większość zdecydowana moich ostatnich relacji damsko – męskich, to była zupełna katastrofa, która nie chce się skończyć.

Ludzie mnie zaiste gówno obchodzą, bo jakże może obchodzić coś, co tak przenikliwie rani? Trzeba być pierdolniętym, aby miłować zadających ból katów.

Ciągnij za język, ciągnij, a ci przypierdolę.

Sam się językiem stwarzasz, więc na co się kurwa obrażasz?

Mam wspaniałych przyjaciół – pisarzy, dla których mam prezent od serca: gilotynkę.

Mam dla Was wszystkich, koledzy, a przede wszystkim dla siebie, wspaniałą wiadomość: po śmierci już nie będę Michałem Piętniewiczem, wychujam was dokumentnie.

Nie ma na co się obrażać, weź się w garść i pokaż, że umiesz walczyć szablą, a nie patykiem.

Kiedyś pisałem wiersze; wielu obecnych, poetyckich poczciwców mnie rozczula, ale macham na to ręką.

Nie jestem Narcyzem, albowiem odbijam się zawsze niekorzystnie w świetle przez toksyczne opary mego mózgu wytworzonym, ergo nie mam dla siebie litości najmniejszej.

Funkcja państwa była, jest i będzie zawsze dewiacyjna. Jezus chciał to wszystko rozpierdolić, ale powstrzymano go, a potem pomalowali farbkami słodkiego Jezuska, do którego modlą rozmaite, egzaltowane panienki bądź zdewociałe, stare baby.

Nadzieje, wiary, filozofie, od zawsze oparte na instytucjach państwowych, są takie, jak owe instytucje: chujowe również.

Gubię się w krainie odbić rozmaitych, a tak bardzo zależy mi, aby w którymś lustrze w końcu odbić się mądrze.

Droga, którą idę, jest bardzo ciężka, bo de facto idę nią całkiem sam niemal… Towarzyszy mi kilku wariatów, to wszystko, jeszcze osiołek mojej choroby psychicznej, na którym dreptam w wysokich górach.

Rozświetlenie. Waldek prosi o wiersze. Niestety, panie i panowie terapeuci nie chcą, żebym pisał wiersze, wolą zdecydowanie, abym cierpiał, by mogli mnie leczyć.

Gdybym był nierozumiany, to byłoby jeszcze bardzo dobrze. Ale ja nie jestem nierozumiany, jestem glebiony i jebany.

Jak się robi dzieci? Wychodzi się z domu, poznaje (najczęściej w stanie zanietrzeźwionym), jakąś wredotę i tak dalej i tak dalej. Ja tego nie robię, ponieważ uważam, że to do szczęścia zbędne.

Ludzkość wymrze z powodu nadmiernego konformizmu oraz powtarzania do znudzenia tych samych, kretyńskich sloganów. W trupiarni owej przetrwają jedynie jednostki skrajnie nieprzystosowane.


środa, 17 stycznia 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 36

Wieloryb w końcu odpoczął na plaży.

Człowiek przez całe życie walczy. Najbardziej waleczne są rzecz jasna kobity i permanentnie fingują czystość swoich chwytów, symulując to i owo. Trzeba żelaznego hartu ducha oraz oceanicznego dystansu, aby wytrwać i wygrać.

W każdym jest coś zarówno z krasnoluda jak i elfa. Kto chce być tylko krasnoludem albo tylko elfem, nie patrzy wystarczająco głęboko na otaczającą rzeczywistość.

Poezja nie bierze się z poczucia siły i kontroli, lecz z potrzeby zupełnej bezradności wobec świata, który zbyt dotkliwie rani, aby był możliwy inny plaster, aniżeli ten: plaster poetycki.

Im dłużej żyję, tym mniej wiem o co w życiu chodzi.

Nie ma się czym  generalnie zachwycać…

Na chwilę przeszyła mnie strzała miłości i umiłowania życia. Znów zacząłem kochać ludzi.

Pisaniem niszczysz Boże dary, przestań pisać.

Zrobią ze mnie świętego, ale dopiero po śmierci. Na razie nie mnie nie ma. Nigdzie.

Kto kocha się jedynie w języku, człowieka nie zobaczy nigdy.

Nigdy nie nauczy się władać szpadą ten, kto w połowie drogi swojej szpady nie złamie. Najważniejszą umiejętnością w życiu, jest umiejętność rezygnacji.

Moje wnętrze jest niezwykle młode, rozwibrowane, kapryśne, chimeryczne, dziecięce, zaś wiedza, którą posiadam, jedynie pozornie dodaje mi powagi.

Z gęby zaczynam przypominać moją śp. babkę Zośkę, nie mogę doczekać się, kiedy ją spotkam.

Kiedy pomyślę głębiej o życiu, trudno mi odpowiedzieć na pytanie, na ile piękne ono jest, a na ile dojmująco smutne i głęboko przerażające i kompletnie bez sensu.

Nauczyć się odpuszczać ludziom, albowiem wiele ich uchybień wobec Ciebie bracie, wynika, oprócz rzecz jasna spierdzielonego życia, zawiedzionych ambicji, utajonych kompleksów, ze zwykłej, ale i potężnej sklery.

Masz znikomy wpływ na to, jak Ciebie czytają inni, choćbyś nie wiem, co zrobił i nie wiadomo, jak się starał, tego nie zmienisz… A wszelka próba interwencji czy korekty swojej twarzy u tej, tamtej bądź tego czy tamtego, gorzej by jedynie o Tobie świadczyła.

Matki jedynaków to niestety zawsze były kwoki na grzędzie, wysiadujące rozmaite curiosa.

Te wszystkie nudne, infantylne podchody, gry salonowe, krakowskie gierki dobrze wykształconych kretynów, którzy niczego nie mają i nie mieli do powiedzenia.

Że jestem pacjentem psychiatrycznym. Tym samym, ale ciągle innym. Od 20 lat dźwigam jarzmo, grób i życie choroby.

Ludzie o wielkim talencie i nadwrażliwości, nagminnie nie przestrzegają reguł gry i notorycznie się podkładają. Interesuje ich bowiem sama istota konfliktu, a nie owe uwielbiane i hołubione przez wszystkich aktualia, które gwarantują skądinąd komfort, wygodę, bezpieczeństwo oraz higienę. A w naturach głębszych generują wielką tęsknotę za złączeniem.

Kobieta najtrudniej przyjmuje komplement od innej kobiety.

Osiągnąć sukces to skutecznie zamydlić oczy stojącym wyżej od ciebie… Prawda cię może wyzwolić, ale nie na tym świecie.

Ogrom manipulacji, jaki dokonuje się w każdej sferze życia społecznego, jest tak dojmujący i tak olbrzymie czyni spustoszenie na tym, co umownie jedynie zwiemy „prawdą”, że gdybym zaczął ową naprawdę głosić i karty swe odsłonił, podejrzewam, że nie zagrzałbym dłużej miejsca nawet w schronisku dla bezdomnych .

Są terapeutki głupie i terapeutki mądre. I tak naprawdę nie wiadomo, które są gorsze.

W zasadzie cała sztuka szczęśliwego życia w społeczeństwie polega na tym, jak umiejętnie traktować kobiety a jak mężczyzn. Większość jest zdecydowanie nieszczęśliwa, albowiem gdzieś, u zarania, robotę spierdolili oczywiście rodzice.

Najpoważniejszymi wrogami humanistów są psychologowie kliniczni. Ich język jest wężowy.

Moją umiejętnością jest strzelanie, a nie trafianie do celu. Gdybym trafił do celu, przestałbym strzelać.

Lata całe mówiłem, co różni kretyni chcieli ode mnie usłyszeć, zupełnie zaniedbując przy tym komfort wypowiedzi własnej.

Gdybym znalazł miłość prawdziwą, prawdopodobnie przestałbym istnieć. Co więcej, świat rozpadłby się totalnie, gdyby ludzie, ci bądź tamci, kochali się naprawdę. Zjawisko nadejścia miłości zwiemy Paruzją. Ale najpierw ktoś musi mieć w tym interes, aby coś takiego powołać do życia, gdyż jak uczyli nas Mądrzy, nic nie dzieje się w społecznym życiu bezinteresownie, a to, co mamy, to właśnie to, jedynie to mamy do dyspozycji: mniej lub bardziej efektywne i zadowalające daną stronę spełnianie cudzego interesu.

Czy kobieta wybierająca samotność jest idealistką czy realistką? A może niczego nikomu nie chce wyjawić, co cechuje natury nieludzko wprost zdolne.

Czasem uwierzyć w danego człowieka, znaczy uwierzyć jedynie w świadomie konstruowaną przez niego poetykę własnego „ja”. Ci, którzy owej poetyki nie tkają, zwani są potocznie wariatami, czyli tymi, którym nie zależy na stylu, lecz na prawdzie. Nieświadomi są owi, że styl to inaczej prawda. Przynajmniej wszyscy przyjęli ten ogólnik za normę, prócz wariatów rzecz jasna.

Dzisiaj pracować znaczy podać satysfakcjonującą szefa informację. Obecnie praca stała się zaprzeczeniem myślenia. Przynależy ściśle do monofonicznej instytucji.

Rozmaici nadwrażliwcy, zaprzeczając sensowności językowego przedstawienia, w tym samym momencie zaprzeczają istocie życia, którą jest komunikacja; obojętnie, czy się bredzi czy nie mówi niczego. Co zresztą stałą się powszechnie przyjmowanym pewnikiem, że brak gadania jest dla podtrzymania danej sytuacji komunikacyjnej zbawienny.

Dzisiaj ludzie prawie w ogóle ze sobą się nie spotykają, albowiem ich lustra wirtualne są o wiele korzystniejsze dla nich od tych rzeczywistych. Co więcej: te pierwsze zaczynają istotnie stanowić o przebiegu tych drugich; żegnaj straumatyzowany życiem żywocie – nastał czas permanentnego pochlebstwa, ocalenia w jedynie słusznym odbiciu, którym jesteś ty sam, bracie.

Dzisiaj jedynie jakaś galopująca poczciwość, uczciwość i dobro, szuka kontaktu z kimś żywym. Jakże bowiem piękniejsze, pociągające bardziej są owe awatary, pseudonimy, maski oraz natrętne wyobrażenia o kobiecie, która kwitnie w sposób szczególny, będąc jednocześnie w bezpiecznej odległości od brudnych, prostackich łap, jakiegoś, tfu, mężczyzny.

Stawanie się pisarzem to nic innego jak krytyczne spojrzenie na to, co się napisało.

Dzisiaj ludzie bardzo dużo czytają, natomiast owi, za pisarzy się podający, narzekają, że ich ludzie nie czytają.

Czytanie może mieć skutek dwojaki: może ono ułatwić bycie normalnym, albo zablokować do bycia normalnym dostęp.  Niemniej oczywiste jest, że czytający zawsze będzie miał przewagę nad nieczytającym, choć z reguły jej nie ujawnia, bo zwykle czytają ludzie mądrzy. Stąd pewnie, wskutek wycofania, skromności oraz nijakości owego zajęcia, nie osiąga ono nigdy powszechnej popularności – zwykle bowiem uwaga ludzka skoncentrowana jest na wymiernych efektach naszego bytowania, co tych, którzy czytają, stawia w głębokim kącie życia społecznego.













środa, 3 stycznia 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 35

Z Szustaka żaden prawdziwy artysta. Nie potrafi opowiedzieć żadnej, partykularnej historii, (a jeśli już, to świńską i nieciekawą), lecz chce stworzyć jakąś ogólną pan narrację, która objęłaby wszystkich. Tak się nie tworzy kina, tak się pragnie stworzyć jedynie sukces.

Życie jest tak bardzo nieciekawe i tak potworne, kiedy ma się niby jakiś potencjał, tyra się po nocach, a sukces, jakikolwiek, w ogóle nie przychodzi, jakbyś jebał tępym narzędziem w gruby mur.

Powinienem publicznie się ośmieszyć, wtedy być może wzbudziłbym zainteresowanie.
Ale co bystrzejsi zobaczyliby, że udaję.

Pobyć sam ze sobą i ze swoimi fantomami, cóż za rozkosz, tak właśnie skończy się świat, bezboleśnie…

Szlachetnie jest zawsze mówić o kimś, nieustająco od własnej osoby stroniąc. Niektórzy to jednak mylą z permanentną napierdalanką na tych, którzy z jakichś powodów są im niewygodni.

Co robiłem przez całe życie? Próbowałem łapać język, mając wyjebane na wszystko, co nim nie jest.

Czy jestem pyszałkiem? Oczywiście, że jestem, ale ukrytym, mam bowiem świadomość tego, że pyszałkowatość jest gestem samobójczym, z którego mało kto sobie zdaje sprawę, na pyszałka święcie się oburzając, miast mu dozgonnie współczuć.

Kiedy przebywam w pasji tworzenia, zapominam o ludziach, duży błąd.

Wygrają ci, którzy pierdolą jakikolwiek sukces, albowiem prawie cała populacja obecna do sukcesu dąży tak silnie, że niedługo nie stanie odbiorców i klakierów.

Czym jest prawdziwy talent? Jest on za duży, żeby gdziekolwiek się zmieścić, dlatego nigdzie go nie ma i nikt go nie zauważa.

Realność jest dziedziną najtrudniejszą, bo najłatwiej poddającą się manipulacji, wiedzą o tym guru rozmaitych sekt. Wystarczy byle jakiemu pasibrzuchowi, powiedzieć, że jest bogiem, kiedy tamten odda owym połowę majątku i już mamy odpowiednią, usankcjonowaną religijnie strukturę.

Świat obecny tak bardzo nastaje na bezgraniczną różnorodność i tolerancję, nie zdając sobie sprawy, że jest to gwóźdź do trumny tego świata.
Rozmaici cwaniacy, manipulatorzy, ergo autorzy nowego porządku, zdają sobie doskonale sprawę, że najłatwiej manipulować ludzką dobrocią, otwartością oraz naiwnością. Dlaczego? Ponieważ człowiek od zarania najbardziej kochał samego siebie, dlatego by lepszym sam sobie się wydać i od własnej, rzeczywistej potworności uciec, notorycznie czyni dobro, by własne odbicie uczynić znośniejszym.

Uwaga o trosce: Zapytaj się bracie i siostro, czy troszczysz się o mnie, czy może bardziej o to, abym Ciebie siostro i bracie, przypadkiem nie przerósł i nie spuścił Tobie i Tobie, solidnego lania za to wszystko, co we mnie uczyniliście w tamtym, przeklętym czasie.

Co jest najpaskudniejszego, co tylko można sobie wyobrazić? Odpowiedź jest oczywista: relacje na uniwersytecie.

Wszystko w Polsce jest kwestią tak naprawdę dwóch rzeczy: polityki kadrowej i lojalności wobec kadry, o nic więcej nie chodzi. Dlatego nie jest to kraj przeznaczony do tego, aby wypłynęła w nim prawda.

Jedno w Polsce zupełnie nie popłaca: bycie skromnym i jednoczesne bycie utalentowanym.
To sprzeczność, przez którą lądujesz w ciemnej piwnicy. Jak jesteś skromny, wiadomo, że nie masz czym się pochwalić. Jak jesteś pewny siebie, ufają, że masz ogromny talent, bo inaczej nie byłbyś pewny siebie. Wniosek: ziemię moją zamieszkują kretyni, ale to prawda nienowa.

Czy można mieć na swoim koncie spore nawet czasem sukcesy i jednocześnie być nieśmiałym i wycofanym? Ależ można, naprawdę kurwa można, lecz rozmaitej maści bęcwały tego nie pojmą.

Cóż to jest prawdziwy świat? To taki, w którym realnie słuchają cię, oglądają i czytają ludzie, sporo ludzi, a nie garsteczka obłąkańców, którzy może nawet czasem nie rozumieją do końca o czym mówisz i co piszesz. Po latach jednak okazać się może, że nisza, w której tkwiłeś od zawsze, przez wszystkie lata, okazała się dla ciebie zbawienna.

Moją słabością zawsze była naiwna ufność wobec ludzi, którą wyniosłem z domu, bo skoro tam mnie kochali to i tu, na zewnątrz,  na pewno mnie będą kochać. Jakież było moje zdziwienie, zdziwienie osiołka, konfuzja straszliwa, która mnie doprowadziła do pomieszania zmysłów, że tu, na zewnątrz, jest całkowicie inaczej niż w domu: kłamią, manipulują, oczerniają, konfabulują, rzucają kłody pod nogi, zazdroszczą do entej potęgi i tak dalej i tak dalej. Słowem, dla nich byłoby lepiej, abyś nie żył. Co za klawi ludzie, doprawdy.

Czym jest prowokacja? Prowokacja jest celową hiperbolizacją pewnych zjawisk społecznych, aby unaocznić realny problem, tym bardziej przykry najczęściej, że prawie nigdy niewypowiadany. Służyłaby ona próbie oczyszczenia atmosfery z toksyn.

Co mnie spotkało na uniwersytecie? Lepsza atmosfera jest chyba w sali tortur.

Coś, co treściowo jest absurdem, językowo broni się świetnie. To zasadnicza i niestety w sensie psychicznym, dla ludzi uczciwych a obdarzonych talentem literackim, koszmarna sprzeczność, która wprawia w ruch wehikuł literatury.

Mam już 40 lat i dalej nie wiem o co mi chodzi. Może dlatego, że moje ja zostało dwa razy w życiu doszczętnie rozbite i pogruchotane na kawałki. Scalenie tego jest strasznie trudne, mozolne, bolesne, nie wiem nawet, czy nie niemożliwe…

Jeśli chodzi o grupę terapeutyczną, którą polubiłem, to ja, który najlepiej z nich funkcjonuję, jestem jednocześnie najpoważniej z nich chory.

Co utrzymuje mnie w jako takim stanie, to poczucie czy wyczucie kolekcji. Owa tworzy pewne bezpieczne ramy dla mojego rozwoju.

Moje pisanie było, jest i prawdopodobnie będzie, zawsze pisaniem przez siebie. Być może wpływ na to miała moja relacja z matką, która uczyniła mnie na zawsze młodym poetą.

Moja pasja wiedzy miała na celu jedynie nazywanie tego, czego w sobie nie rozumiałem, a co we mnie było od zawsze.

Tym samym być może moje zajęcie krytycznoliterackie jest jedynie pozorne i fingowane, bo czy ja naprawdę myślę o tym, co jest w książce?

Ojciec mój, o ogromnym wyczuciu humanistycznym, wielkiej wiedzy, może jednak pewnych rzeczy nie rozumieć. Jest politologiem z wykształcenia, ergo jego optyka ufundowana jest na świecie widzialnym, powstającym w wyniku pewnych procesów historycznych. Nie dzieli on włosa na czworo, choć z delektacją niekiedy śledzi owe procesy podziału, podejrzewam, że dla jego sposobu działania niedostępnych jako forma pewnej umiejętności analitycznej.

Z mamą moją zawsze przednio mi się rozmawiało o tym, co zwiemy interpretacją świata.
Choć różnimy się bardzo w strukturach naszych osobowości i percepcji, mamy jednak zbliżone tory myślenia na temat pewnych zjawisk, co wynika zapewne z uwarunkowań wychowania – moja mama również była jedynaczką. Ojciec też.

Grupa terapeutyczna spełnia funkcję pierwszorzędną. Pozwala na parę chwil odejść od własnej, ksobnej opowieści i empatyzować z opowieścią cudzą, albowiem nie ma chyba piękniejszego stanu, aniżeli życie na zewnątrz siebie, dlatego tak zawistny jestem wobec naukowców.

Moją słabością jest to, że najbardziej lubię chodzić na randki z mądrzejszymi od siebie, rozmaitymi profesorami, itp. Jestem ambitny, a poza tym uwielbiam się uczyć.

Z czego wynika moje napięcie? Może jestem nazbyt zdolny, aby być rozumny i mądry prawdziwie? Zazdroszczę ludziom mądrym harmonii i wewnętrznego spokoju, ja niestety byłem, jestem i prawdopodobnie pozostanę głupkiem.











wtorek, 2 stycznia 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 34

Czym jest wysokie, jak najwyższe trzymanie gardy? Jest odruchem o nacechowaniu głęboko higienicznym. Niestety, ludzie o dobrym sercu, jak również dobrze wychowani, spuszczają często gardę, narażając się na ciosy, co skutkuje mniejszym bądź większym zabrudzeniem.

Kiedyś, dość dawno temu, walczyłem przez trzy lata, z bardzo nieładną wewnętrznie, choć piękną zewnętrznie kobietą. Walkę tę przegrałem na tamten czas. Teraz, po dziesięciu ponad latach, najmniejsze choćby widmo powtórnego wejścia w tamtą sytuację, wywołuje u mnie obrzydzenie, lęk i wewnętrzne torsje. Musiałem lekko opuścić gardę, Mamusia jej tak na mnie napierała, że wręcz nie wypadało leciutko się odsłonić. 

Całe moje życie nocne a czasami dzienne, składa się z odczucia totalnej napierdalanki na moją osobę ze strony nieżyczliwych mi osób.

Bartula ma rację, książki serwują światy nieprawdziwe, dlatego tak mało ich napisał, siedząc przeważnie w Zwisie i prowadząc tam, jak powiada, prawdziwe zajęcia z filozofii.

Nie wiem czemu, jestem tak bardzo teraz głęboko atakowany przez Annę… Raczej przez jej złowieszczy śmiech czarnej wiedźmy.

Znać język, to widzieć również zagrożenia w nim istniejące… Jestem zbyt lekkomyślny, albo zbyt ufny we własne siły… Są lepsi szermierze, wierzcie mi, stare baby przeważnie są mi bardzo przychylne, dlatego z rozkoszą, zamiast uczyć mnie fechtunku, podsyłają rozmaite cukierki, pomadki, słodycze, żebym najlepiej spasł się jak świnia i zapomniał w ogóle, w której ręce trzymać rapier.

Najgorsze zapasy, jakie wymyślono, to zmaganie z babą.

Moja ufność i nabożność wobec matek przeróżnych, wiąże się z faktem, że jestem ulubieńcem starszych pań, w związku z czym, jestem przekonany święcie, że od owych, nic złego mnie spotkać nie może – żaden gorszy kawałek szyneczki. Otóż nie, chłoptasiu, tak nie jest zawsze, są takie matule bowiem, które by cię utopiły najchętniej w twojej ulubionej łyżeczce herbacianej, a ty puszyściejesz coraz bardziej i coraz bardziej księżyciejesz na widok matki jakiejkolwiek, czujesz złudne bezpieczeństwo.

Szustak oczywiście ma rację, że kobieta właściwa to taka, która jest godnym przeciwnikiem.
Niestety, czasem nie ma innej możliwości aniżeli topór kata.

Jestem idealistą, sorry Piślu, albo się kocha, albo chce się ubić interes…

Chodziłem kiedyś do bardzo głupiej i bardzo poczciwej jednocześnie terapeutki, to najgorsze połączenie z możliwych.

Odzyskiwać siebie to widzieć ciut więcej…

Dlaczego pierdolnęło mną drugi raz? Za mocno kochałem…

Najpiękniej zawsze wygląda kobieta przegrana.

Cieszę się, że mam immunitet jebniętego, utrzymanie z tego tytułu i mogę pisać do woli, co mi się podoba, reszta niech spierdala i niech się zarzyga swoimi pożal się Boże, włożonymi w mundur taki czy inny, krotochwilami.

Otworzyłem lufcik, przez który wdziera się morowe powietrze. Ja tego nie potrafię już zalepić, Pan Bóg będzie potrafił na pewno.

Życie to w sumie bardzo ciekawy proces, jeżeli choć ciutkę jest się inteligentnym i ciutkę choć pracowitym.

Jestem niestety już na takim etapie, że jedynie garsteczka obłąkańców zachowuje się wobec mojej osoby uczciwie. Reszta tego nie robi w ogóle, albo stwarza mdłe do wyrzygania się pozory.

Jak osiągnąć sukces? Kup poradnik i stosuj się do przepisów. Osiągniesz sukces.

Być może, w przypływie desperacji, owa matka do mnie kiedyś zadzwoni… Niestety, będę jej musiał przypierdolić…

Jak osiągnąć sukces? Naucz się wreszcie czegoś, to gówno tutaj do niczego się nie nadaje.

Słabością człowieka i zarazem siłą, która pozwala mu przetrwać, jest poczucie, że cokolwiek o czymkolwiek wie. A tymczasem gówno wie; jedynie zmienia się w czasie, obrastając w kolejne, cebulaste warstwy, przykrywające puste niestety jądro.

Fakt, że nazywam się Michał Piętniewicz i z byle powodu ów przywołuję, może, w obecnej sytuacji, wcale nie przysporzyć mi chluby.

Zawsze przeskakuję jeden fragment, dlatego nudzę się generalnie w towarzystwie, które zwykło czytać po Bożemu, linijka za linijką.

W uśpieniu jest łatwiej (pozornie), wykonywać swoje obowiązki, ale debilem pozostajesz, nic nie poradzisz bracie na to, że dzięki twojemu kretynizmowi, kolejni terapeuci oraz inni „euci” i „ogowie”, mają ciepłe posadki.

Strategią, którą już od kilku lat stosuję, jest ujawnić wszystko, ale w ten sposób, by niczego nie ujawnić, co w dzisiejszych czasach jest dziecinnie proste, albowiem nikogo bracie, twoja historia tak naprawdę nie obchodzi.

Prędzej czy później mnie nafaszerują jakimś gównem i zrobią za mnie totalne warzywko, albowiem za bardzo w tych bądź owych napierdalam.

Chcecie, żebym był schizofrenikiem? Będę schizofrenikiem. Chcecie, żebym był profesorem? Będę profesorem. Ten dostanie jabłuszko, tamten pomarańczkę i wszyscy będą zadowoleni, prócz tego, kto się jabłuszka i pomarańczki pozbawił, ku ich, tak ku ich, uciesznej zabawie.

Spór o politykę, jest tak naprawdę sporem o język i jego estetykę, kto tego nie kuma, ten kiep.

Gest naśmiewania się ze swojego munduru, czy jego lekceważenia, jest już mocno anachroniczny, który żadnej wesołości wśród młodzieży nie budzi. Czas przeobrazić się w społeczeństwo plazmoidalne, albo w społeczeństwo ukrytych tożsamości, z których wieje ziejąca, rozpaczliwa nicość, bo nienowa to prawda, kochana młodzieży, że aby stać się nikim, najpierw trzeba być kimś. Wbrew pozorom, osiągnięcie statusu bycia nikim, to sztuka najtrudniejsza. Albowiem najpierw niestety trzeba nauczyć się szermować w mundurze.

Po czym poznać znakomitego szermierza? Po tym, że w ogóle nie macha szablą. On ma pokonać armię, a nie jakichś przygodnych bidoków.

Wygląda na to, z perspektywy psychiatrów oraz walniętych psychologów, że choroba psychiczna jest czymś za karę, albowiem już do końca życia musisz chodzić pozbawiony korony, obojętnie, czyś król Anglii, czy profesor Harvardu, epizodzik był? No to jesteś plebsem, trudno.

Z drugiej strony tzw. chorowanie, uczy pokory, dystansu a nawet poczucia humoru w stosunku do własnej osoby… Niemniej pozostaje pytanie, jak rzecz wyważyć i dla własnej, bardzo ciężko przez lata wypracowywanej pozycji, mieć jednak choć rudymentarny szacunek? Niemniej bracie, musisz mieć świadomość tego, że epizodziki, są wywoływane zawsze przez nadmierną ambicję, pychę, ufność w swoje możliwości bez ograniczeń… Uważaj bracie na skrajności.

Co umożliwia słuch językowy? Działanie neuronów lustrzanych, ergo możliwość przetrwania. Stąd większość rzeczy ukrywam, ale czasem mi się omsknie i ludzie wycofują się ze mnie wtedy…

Umiesz sypać piaskiem po oczach? Strategia ta jest mi dość odległa, albowiem wymaga pustego środka i dużych umiejętności intelektualnych – stąd nuda i jałowość owego przedsięwzięcia.

Powtarzając nieustannie i wszystkim, których napotykam, że nazywam się Michał Piętniewicz, jednocześnie zapominam, że nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia.
















niedziela, 31 grudnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 33

Piszę przez siebie, stwarzam niewidzialne piekło, którego nie można dotknąć, jest to bezpieczne, bo tego nie ma, nie było nigdy, nigdy tego nie będzie.

Powiedzieć do jakiegoś ważniaka, publicznie: pierdol się bucu. No dobra, ale co to zmieni, ważniak dostanie zawału albo ważniaczka, może i lepiej, jednego chuja mniej.

Jeśli nie piszesz jajami, to lepiej zrobisz dla siebie i pisania, jeśli pójdziesz się wysikać i przestaniesz pisać.

W tym świecie dobrze bawi się jedynie kilku, do znudzenia przewidywalnych despotów.
Reszta, aby przetrwać, musi udawać, że z nabożną czcią słucha ich brzmiącego jak kataryna pierdolenia.

Ludzie wewnętrznie uporządkowani, często posiadają głęboką wrażliwość. Problem w tym, że nie da się z nimi gadać.

Celowo przeginam w tych Wyimkach w nadziei, że dotrę z tym przesłaniem do tych wszystkich do głębi dotkniętych i oburzonych imbecyli.

Rano zapewne obudzę się z poczuciem, że coś solidnego przeskrobałem… W nocy wszystko olewam, bo nigdy nie dowierzam, że Pan Bóg jeszcze zechce mój zrezygnowany do szczętu łeb kolejny raz  podnieść.

Mam bardziej pojemne serce niż Marian Stala. Gorzej z inteligencją krytycznoliteracką, ale coś za coś, to sercem zbawisz ten świat, nie rozumem.

Od dwudziestu lat mieszkam w szpitalu psychiatrycznym, wierzcie mi, to nic przyjemnego.

Kiedy rozmawiałem z Marianem Stalą o moich Wyimkach, wydał mi się krytykiem o dobrym sercu, jakoś życzliwym w stosunku do mnie. Ciekawe, co by Błoński powiedział.

Teraz, jak dostosować ten bezpośredni, Wyimkowy język do języka konwencjonalnej, napuszonej gawędy słownej. Nie obronię się nigdy. Poproszę mojego przyjaciela Mirka, żeby mi zawczasu zbudował gilotynkę na własny tylko użytek.

Nie ma niczego bardziej nudnego i konserwatywnego aniżeli awangarda, dlatego jako z koziej dupy trąba krytyk, zajmuję się tzw. poetami awangardowymi.

Wejść tak w gorset konwencji, aby nie uwierał, poczuć miłość do gorsetu i być luzakiem.
To prawdziwa miłość, za którą idą ludzie.
Ci którzy się o mnie troszczą, przeważnie mnie nie rozumieją. Reszcie służę jako obiekt do badań.

Żyję w tak do cna przeżartym zawodowym egoizmem bańkach świecie, że nic, zupełnie nic mi z żadnej strony nie grozi. Pisz se Pan, ile wlezie, i tak Cię nigdzie nie ma.

Wierzę w Boga, w Wyimki nie. Świat przez Niego stworzony jest mądrzejszy, aniżeli ta dłubanina tutaj.

Kiedy przychodzą prawdziwe obowiązki, znika wszelkie napięcie.

Wejść w coś od środka jest o wiele ciekawiej, aniżeli fanzolenie na zewnątrz tego. Dlatego terapia, choć przeważnie nudna, jest jednak o wiele ciekawsza, aniżeli wszelakie teorie, które wokół niej powstały.

Rozmowa między ludźmi? Dzisiaj nie istnieje.

Niechaj emotikony i profile przychodzą na spotkania autorskie, szkoda sobie zawracać głowę czymś tak błahym, jak owa, symulowana rzeczywistość życia literackiego, symulacrum jest prawdziwsze w tych czasach, nieliczne grupki żywych kryją swoje rzekome przewagi w bardzo zamkniętych kręgach, udając, że nic nie wiedzą o profilach i emotikanach, to strategia wygodna, ale możliwa.

Jakże często geniusz mylony jest dzisiaj z nieludzką inteligencją. To znak choroby tych czasów. Przemożne pragnienie siły.

Czy wierzę w obietnicę rajskiej szczęśliwości? Wierzę. Wszak niebyt jest w rzeczy samej rajski.

Znałem kiedyś pracownicę kultury, bardzo złośliwą i peplającą na prawo i lewo o cudzych intymnościach, o mentalności baby z targu, teraz, kiedy ona pojawia się w lokalu, ja z niego znikam.

Odbijam się w Urbanowskim jak idiota, osiołek. To jest to niby głębokie, „prawicowe” patrzenie, niesłychanie powierzchowne i do tego przemocowe.

Zostałem wydany na świat wskutek aktu przemocowego i teraz muszę napierdalać się ze wszystkimi, którzy tej przemocy są nauczeni – ja jestem na tego myślenia antypodach.

Po rozmowie z Lamprechtem, całą noc chodziłem nagi i pijany po klasztornych ogrodach, w nadziei, że spotkam katów, szpiclów i tchórzy, którzy mnie zaaresztują.

Lamprecht chciał mnie wpuścić w maliny. Jego zdaniem mu się to udało.

Pozwolić patrzeć innym na ciebie ich oczami. To właśnie owa nagość, na którą im pozwalasz, jakbyś chodził nieustająco z chujem na wierzchu.

Umiem genialnie bić się w ringu. Poza ringiem jestem uśpiony nieco i wszystkiego zapominam, bo tam już, poza ringiem, panuje wolna amerykanka.

Szukasz przyjaciół wśród pisarzy? Prędzej ich znajdziesz wśród płatnych morderców.

Przychodzi Lamprecht, „wielki dekonstruktor” i jako alternatywę mojego pisania tutaj, daje mi klatkę z kanarkami. To ciągle klatka, co z tego, że są w niej kanarki?

Jeśli czegoś nie rozumiemy, albo coś zgoła jest dla nas niewygodne, odkładamy to do klatki z napisem choroba psychiczna. I uspokojeni, wcale nie speszeni, wracamy do swoich obowiązków. Zbyt dufni jesteśmy bowiem we własne siły, aby czemuś należytą i należną uwagę poświęcić.

Przegrałem. Czas się napierdolić.

Nie ma schizofrenii ten, który zna z czego składa się materia życia. Schizofrenicy mają to do siebie, że przyspieszają zejście swoje z tego łez padołu i już zawczasu bujają po niebieskich łąkach, najczęściej z kim tam popadnie.

Rozszczepienie mojej duszy, a zarazem moja śmierć za życia, łatwe to nie jest, ale broni przed wszystkim, jak umarłemu zadać możesz śmierć? Nie możesz.

Podobne rozszczepienie obserwuję w życiu społecznym. Ludzie wolą sobie walnąć fotę z kimś, aniżeli z tym kimś pobyć, tym samym wybierają śmierć na starej fotografii, aniżeli ulotne carpe diem.

Odkąd moim zawodem stało się bycie pacjentem psychiatrycznym, muszę się do tego zawodu dostosować i udawać pierdolniętego. Gorzej, kiedy pozostali członkowie rozmaitych grup, w żadne rolę nie wchodzą, ale są, nazwijmy to, autentyczni; to wyjątkowo męczące, trzeba mieć do tego zdrowie.

Zapytaj o to, jakich masz przyjaciół, gdy coś ci się w końcu uda.

Ludzie najczęściej oburzają się, kiedy im ktoś powie, że głupio się bawią; czy to w spisek na swoje życie, czy w bycie Mesjaszem, czy w cokolwiek innego… Podobno dojrzały człowiek ma dystans do zabawy, niedojrzały nie… Ale ci niedojrzali właśnie z zabawy owej czerpią wielką radość. Czy radość ową odbierać jest czymś naprawdę moralnym?

Artyści ze swej natury, zawsze skrajnie infantylnej, dążą w swoim, przeważnie nędznym i marnym żywocie, do dwóch rzeczy: sukcesu, oby był wielki i niespodzianki, oby była cudowna. Sęk w tym, że dramat zaczyna się w momencie, kiedy stan nieustającego, wielkiego sukcesu i nieustającej, cudownej niespodzianki, nie trwa permanentnie. Wtedy ten i ów, najczęściej sięga po to, co ów stan może imitować: alkohol, towarzystwo, śpiewy, tańce, do rana. Dziecko w artyście domaga się nieustającej uwagi oraz nieustannej pieszczoty, dziewuchy spierdalajcie od takich jak najdalej.














niedziela, 17 grudnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 32

 Jaką funkcję pełnią wulgaryzmy w moich Wyimkach? Są substytutem realnej obecności kogoś naprawdę bliskiego, wołaniem o miłość, krzykiem zrozpaczonego samotnika.


Jest już za późno, żeby się wycofać. Ale z czego? Przecież ty w niczym szczególnym tak naprawdę nie jesteś. Niektórzy nazywają to niszą, co w nomenklaturze realnej zwie się głęboką dupą.

Gadowski w „Obronie świata” bardzo dobrze opisuje procesy, które doprowadziły do tego kulturowo i kulturalnie ogołoconego obszaru, który mamy. Ktoś ma w tym interes widać, żeby ludzi oduczyć wrażliwości normalnej i nauczyć nowej – diabelskiej, nazwijmy to wprost.

To, że świat idzie w fatalnym kierunku, nie jest zgoła żadnym odkryciem. A nie chcę też snuć spiskowych teorii dziejów, lecz być może w tych wszystkich szczepionkach również było jakieś świństwo. Zauważcie Państwo, że większość podobne wytwarza teraz mechanizmy. Lewackie myślenie cechuje się tym, że nie ma różnic między ludźmi. A są i to ogromne. Natomiast teraz wszystko zmierza do totalnego ujednolicenia. Komunizm już był lepszy, bo te wszystkie uniformy były jeno idiotyczną fasadą, pod którą zgoła kryły się zawsze światy różnorodne, stąd jego fiasko, pseudo kultura nie mogła pokonać odruchów naturalnych. Natomiast dziś owo ujednolicenie staje się realnością. Lucyfer zawsze bracie będzie cię kusił obietnicą szczęśliwości, byś potem zawył w bólu spotykając się z pustką.

Coraz bardziej uświadamiam sobie, że realna prawda kryje się zawsze w tym, co małe, skromne, niepozorne, nigdy nie wywyższające się.

Każda historia, aby zostać wielką, musi najpierw być historią lokalną. Gdy ktoś od wielkości zaczyna, ten chujem jest i bucem.

Tak, jestem nim, to ja nim jestem, jestem Waszym Mesjaszem ze Zwisu, możecie za mną podążać.

Nagłe przeczucie: z pomocą Chrystusa wygram tę batalię.

Ktoś pomachał mi ręką i powiedział: miłość. Nie zwróciłem na to uwagi, nie odmachałem.

Ci, którzy zobaczyli we mnie Boga, zapalili światło w moim pokoju.

Jestem odpowiedzialny za białą różę, tego chciał Pan Jezus. Biała róża jest językiem.

Miała prawo do własnej biologii i do świętości, Szinedka.
Poruszają mnie niewidzialne dłonie.

Bywam strasznym chujem, ale niechcący. Niech mi wybaczą ci, których skrzywdziłem, bo mogę nie zdążyć im zadośćuczynić.

Węszenie w cudzych sprawach celem rzekomego pomagania, być może ma u swojego źródła wściekłość i cel naprawy swojego mocno nadszarpniętego wizerunku kosztem tytłania się nieustającego w biedzie i upokorzeniu innych.

Nie wiem, do czego doprowadzi mnie to niewyobrażalne wręcz szaleństwo, w którym tkwię już od kilku dobrych lat.

Dzisiaj, po całym dniu pracy, od rana do późnego wieczora, poczułem się stary.

Co trzeba robić? Cieszyć się każdym dniem i każdą chwilą i nie czekać na to, że kiedyś będzie lepiej, bo zapewne nigdy lepiej nie będzie.

Chrońcie Króla, mnie chrońcie.

No nie udało mi się, czas się dźwignąć. Choć wydaje mi się, że bardzo dużo materiału jest już przygotowanego, teraz czas go dźwignąć.

Jeszcze zobaczą o co mi chodzi, ale już będzie za późno na cokolwiek, bo mnie już nie będzie.

Poważnie myślę o eutanazji. Zbyt rozczarowany jestem światem oraz postawą rozmaitych skurwysynów wobec mojej osoby.

Kafka splamił honor urzędnika. Ośmielił się posiadać poczucie humoru.

Wierzący w Boga zawsze cieszą ryja, bo nawet kiedy koń ich kopnie w jaja to też prezent od tego Pana z Brodą, uroczego sadysty, co syna swego z rozkoszą zajebał.

Klechy kopać nie wolno. W Boga napierdalać do woli wolno.

Wraz z obecnym wynikiem wyborów, można się w sumie już zawczasu otruć tabletkami.

Na razie trwa walka i bywa bardzo krwawo (dlaczego Jezu?). Ale o tym, kto miał rację, zdecyduje jak zawsze czas przyszły.

Możecie mi mówić wszystko, robić wszystko, dźgać, nienawidzić, szydzić, ale mam to w dupie, wiecie czemu? Bo ja się kurwa nazywam Michał Piętniewicz.

Daj im byle powód, żeby Ciebie zarżnęli, zarżną Cię.
Czuję, że żyję w bunkrze, dookoła którego krąży drapieżne ptactwo wszelakiego skurwysyństwa, które ino czyha, aby wpierdolić moją wątrobę.

Zażartować z siebie samego? Nikt się na tym nie wyzna…

Prawdziwe mistrzostwo i ból największy? Zobaczyć siebie oczami tych, którzy na Ciebie patrzą i Tobie zazdroszczą i Ciebie nienawidzą i nazwać to prawdą, dać się ukrzyżować.

Samemu sobie wielki talent odebrać? Ku zbawieniu wielu, by dusze ich uspokoić i cofnąć ten świat o dekad wiele.

Co jest zbawienne? Zbawienna jest logika, nawet jeśli jest głęboko schowana, najistotniejsze dla tej lub owej terapii, życiem zwanej, jest dobrać odpowiedni puzel do puzla pasującego.

Czymże nas jeszcze Pan zaskoczy, Panie Piętniewicz, czekamy… Chuj wam w dupę, na waszych rautach i przyjęciach, będę udawał takiego samego kretyna jak wy, aby nie psuć wam waszej zabawy.

Jest Pan niesprawiedliwy, wobec naszego, opartego na głęboko humanistycznych wartościach świata. Wasz świat jest powtórzeniem czegoś dawno już znanego, który jedynie syci wasze nienasycone głody aplauzu, przede wszystkim ze strony takich samych umundurowanych sztywniaków jak wy, walcie się.

Pana postawę usprawiedliwiać może jedynie Pańska schizofrenia. Moja schizofrenia jest zbawienna dla Was, nudnych gogusi pod krawatami i dla Was, niedojebanych, profesorskich dziw.

Pan żeś to wszystko wykoncypował, masz Pan nad tym kontrolę i walisz Pan? Mnie się jedynie wydaje, że walę; w rzeczywistości, gdybym naprawdę potrafił strzelać, to by mnie już tutaj, w tym waszym pierdolniku, dawno nie było.

Przypomnieć sobie, co znaczy kochać? Ukryta w zamrażalniku flaszka, przypomni Ci, kim jesteś.

Piślu, które z nas pierwsze dało ciała, a które ostatnie zawiedzie? Ja wiem…

Konieczność społecznego przetrwania nakłada na Ciebie, bracie, konieczność bycia tym, kim nie jesteś. Powszechnie ta strategia uchodzi za całkowicie normalną i zgodną z wszelkimi, obowiązującymi normami oraz konwenansami.

Przeważnie ludzie o dużej wiedzy, są bardzo mało utalentowani. Utalentowani z kolei to często głupcy. Ludzkość zawsze będzie bardziej kochała talent aniżeli wiedzę, bo to ludzie utalentowani ratują ludzkość.



 








sobota, 9 grudnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 31

Nie ma bardziej błędnego stwierdzenia aniżeli to, że Piętniewicz nienawidzi kobiet. Wręcz przeciwnie: jest tak nimi onieśmielony, że nie może zrobić niczego innego, aniżeli owe wyłgać, zakłamać, wyrzucić i opluć. Piętniewicz gier nie lubi, to chłop jednoznaczny, a kobitki teatr uwielbiają przeważnie.

Kim jest genialny poeta? To taki, który posiada naiwność dziecka i dogłębną przenikliwość myśliciela.

Tracę czas pisząc te Wyimki, to horrendalne wręcz bzdury. Dziwne, że ktoś je tam jednak czyta, a nawet więcej, przeżywa je i pyta mnie o to i owo, bardzo owym bądź tamtym zaniepokojony. Jak mogę na ten bądź tamten niepokój zareagować? Robię to samo, co robiłem zawsze: łgam, łgam w żywe oczy.

Podobno nie umiem kłamać, cały będąc ulepiony z nieprawdziwych zlepków: szumów, zlepów, ciągów: to mój pancerzyk z trocin, moja zbroja słomiana stracha na wróble.

Dzisiaj być profesorem od literatury znaczy nie mieć grama talentu do literatury, który w o wiele większym stopniu zapewne posiadają fizycy i chemicy pracujący w laboratorium.

Najbardziej lubię kobiety wściekłe i wściekle pijące, albowiem to na co są wściekłe, tajemnicą jest nieprzeniknioną.

Ludzie zajmujący się akademicko humanistyką to przeważnie ludzie bardzo infantylni, albowiem używają w koło Macieju tych samych zabawek, aby udowodnić swoją przewagę. Ten ma strzelbę, tamten łuk, inny szablę, jeszcze inny miecz, tamten z kolei dzierży tarczę. Ich zabawa zdaje się nie mieć końca i nawet kiedy mama zawoła na rosół, oni od zabawy swej oderwać się po prostu nie potrafią.  

Zawsze opowiadałem się, opowiadam się i opowiadać będę się do końca dni moich po stronie wartości konserwatywnych i tradycyjnych, nie wiedząc i nie chcąc sobie zdawać w ogóle sprawy, że owe były, są i będą przyczyną mojej klęski.

Wnet znielubią mnie wszyscy, ale z utęsknieniem czekam na ten moment, bo wtedy właśnie stanę się gromadnie czytany.

Wszystkich tutaj obrażam, nikogo i niczego nie oszczędzam, a jednak jeszcze nie zawisłem na publicznym stryku. Może po cichu, wy i tamci, zgadzacie się ze mną, nie wiedząc jednocześnie o co mi tak naprawdę chodzi?

Uwielbiam żyć. Może za to kobiety mnie kochają, ale ja już jestem za stary na miłość. Najlepiej mi w gruncie rzeczy z samym sobą. Jakąś ważną część siebie odnajduję teraz, mieszkając już ponad miesiąc w klasztorze Ojców Augustianów w Krakowie.

Chciałbym być kuźwa niezależny i wolny, ale za to najczęściej płaci się wykluczeniem i byciem na tzw. lodzie.

Działam w całkowitej izolacji i całkowitym odszczepieniu. Nie jestem oparty o żadną instytucję, prócz mojej choroby psychicznej. A jednak ktoś mnie ogląda, ktoś mnie czyta, choć przyznam, to nieliczni.

Co mi pozostaje, to łazić do rozmaitych barów i jadłodajni i spotykać się z żywymi, albowiem żywi nie przychodzą do mnie.

Ten człowiek sumienia nie ma, zabił i idzie do Komunii św.

Uznajcie mnie w końcu, bo Wam skuję mordy.

Dużo zawdzięczam Krakowowi: intelektualnie, formacyjnie, ale jest jeden mankament: wśród tych hojnych intelektualnie centusiów, można umrzeć z głodu, bo uważają oni, że ci się nic nie należy: co najwyżej kawusia, ciasteczko, ewentualnie lepszy obiad.

Piętniewicz wyrasta na prawdziwą wielkość, ale guzik to kogokolwiek obchodzi. Buzi dupci, jakby to powiedział Baca. Albowiem wciąż ci sami faceci w Rio i zaludniający ławeczki na Plantach, grają od lat, a nawet wieków, wciąż w te same gry i szarady.

Nie ma tak naprawdę żadnych kalumnii, obraz, potwarzy, znieważeń. Wszystko zależy od umiejętnego naginania i manipulowania danym rejestrem językowym .

Pisarze nie są zdolni do miłości; co najwyżej do seksu; to jedyna, możliwa dla nich forma spełnienia. Zatem pisarzu, zadbaj o to, aby w tym i owym być możliwie samowystarczalnym, zanim skrzywdzisz jakąś nieopierzoną młódkę, która będzie myślała, że Tobie naprawdę zależy, albo Broń Boże, się w Tobie zakocha.

Tu, w klasztorze, późno chodzę spać i wcześnie witam świt, słuchając śpiewu porannych ptaków, nakręcony nieustającym tyraniem w literaturze i kulturze.

Muszę się spieszyć z publikacją tych Wyimków. Paruzja blisko.

Piętniewicza wywiozą kiedyś na taczkach, ale że Piętniewicz nikogo nie obchodzi, sam się na nich wywiezie za miasto i nikt nawet o tym nie będzie wiedział.

W przyrodzie powinny obowiązywać pewne zasady. Tak jak księża nie powinni oglądać audycji innych księży, tak nie daj Boże literaturoznawcy czy krytycy literaccy nie powinni oglądać audycji swoich kolegów. Powinni oni oglądać i słuchać audycji teologicznych, psychiatrycznych, psychologicznych, czy jakichkolwiek innych, byle nie tych samych.

Umiejętność poruszania się w tylu, różnorodnych rejestrach języka. Trzeba mieć albo wielki talent, albo bzika.

Poezja obecna, nawet ta dobra, czy bardzo dobra, wciąż dźwiga na sobie gorsecik konwencji, ergo umiejętność naśladowania tego, co już dawno było.

Tyle razy już słyszałem słowo „Bóg”, odmienione w milionach przypadków i dalej nie wiem, co ono oznacza… Czy to ten Pan, który dyktuje warunki, czy wręcz przeciwnie: to ten, możliwy Pan, który, kiedyś, gdy Go powołają do istnienia ludzie, dowie się o swoim istnieniu?

Zaczynam jak Żurakowski, mniej patrzeć na wiersze, a jedynie na to, kto jest chujem a kto pindą w realu… Oczywiście, złe wiersze dobrych ludzi, również odrzucam.

Zastanawia mnie, czy Bogdan de Barbaro jest rzeczywiście człowiekiem tak łagodnym, czy też wyparł z siebie wszelką nie – łagodność i w efekcie jest tym, kim jest: czyli jest w gruncie rzeczy nijaki. Zresztą, wielu psychiatrów albo psychologów była i jest wobec mnie nijaka, albo też nie wie, jak się zachować i rżnie kretyna.

Jestem tam, gdzie jestem, pracuję tam, gdzie pracuję, albowiem przeszedłem, co przeszedłem;
dobrze, że wieczorami przynajmniej próbuję łapać jakieś resztki siebie jak trociny słonecznych promieni.

Złapać język tam, gdzie go nie ma, czyli przestać się wkurzać na ludzi i dać im żyć.
Dobrze byłoby jednak, gdyby oni i mnie dali żyć w ten czy inny sposób, mnie do jakiejkolwiek przygody zapraszając, tymczasem zewsząd ten sam, upiorny szczękościsk, okropne.

Żyję od ponad miesiąca samotnie w celi klasztornej. Dużo czytam i rozmyślam. Myśli samobójczych na razie brak. Upływ czasu przeraźliwie szybki.

Nie mam jasno sprecyzowanego celu swojej wypowiedzi. Może dlatego, że nie jestem naukowcem.

Kim jestem? Gościem od gównianych teatrzyków, takim już pozostanę na zawsze, pośmiewiskiem kobiet.

Kolejna nowa, niepoważna forma mnie znalazła. Nie jest to raczej powód do dumy i radości.







 




sobota, 2 grudnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 30

 Kto podskoczy Piętniewiczowi? Jedynie sam Piętniewicz jest go w stanie unicestwić.


Świat nie tyle nie istnieje, co został źle pomyślany, a to zasadnicza jednak różnica, nawet dla tych, którzy myślą logicznie, racjonalnie i pozytywnie.

Jeśli kogoś mam dźgnąć, czy dziabnąć, to tylko niedelikatnych i prymitywów, żeby się opamiętali.

Sukces może sparaliżować naturalny dar. Dlatego najbezpieczniej jest stać się sławnym dopiero po śmierci.  

Nadchodzi coś nowego, ale nie wiemy jeszcze dokładnie, co to jest. W każdym razie, do was staruchy się zwracam, czas odejść ze swoimi zwietrzałymi pomysłami.

Jeśli mi ktoś powie, że mocno „walę” w tych Wyimkach, to się gruntownie pomyli. Tutaj jest jedynie cyrk, błazeństwo, psoty, nic szczególnie ciekawego, co nie byłoby dostępne w innych miejscach tej planety.

Na czym polega szczerość? Dzisiaj polega na tym, żeby w ogóle nie otwierać gęby.

Obecnie język publicznej debaty, jest językiem publicznej chujozy, więc nie ma niczego lepszego do zrobienia, aniżeli nazywanie wprost tego gówna. Ludzie, nie prostujcie się, bo i tak będziecie krzywi.

Jak to dobrze, że prawie nikt mnie nie zna, nikomu się nie narzucam i w związku z tym jestem wolny. Ludzie zbyt kochają siebie oraz idee własne, aby zainteresować się kimś innym.

Robię być może demolkę, do czego to doprowadzi? Może do jakiegoś ożywienia? I tak, pewnego dnia wykluczą mnie ze swej zagrody i powrócą do przeżuwania swej trawy na łące.
Możliwość, że im się to znudzi, jest nikła, albowiem ich pożywienie, choć monotonne, daje im realną siłę do wprowadzania kolejnych pokoleń w ich uświęcony wieloletnią tradycją obyczaj.

Wyczuwam, że młodym ludziom mocno obmierzło to nieustające pierdolenie o Szopenie.
Oni by chcieli czegoś wreszcie realnego, zamiast owej, trwającej od zarania mediacji. Mówić nienormalnie nauczyć się może każdy dureń, który w dwa wieczory mocniej przysiądzie nad książką. Mówić normalnie potrafią nieliczni.

Zostało nas niewielu, Panie, daj proszę siłę i miłość.
Wydaje mi się, że przegram i to w bardzo kiepskim stylu.

W moich Wyimkach szybka myśl wyprzedza faktyczne i życiem poparte rozeznanie.

Nagle zrozumiałem, że wszystko przegrałem i że Jedynym, który jest w stanie przekuć tę totalną degrengoladę klęski w zwycięstwo, jest Pan Bóg.

Nauczyć się języka danego, aby przetrwać w tym bądź tamtym środowisku? Ci, którzy mają gdzieś społeczne kody językowe, są najchętniej czytani i oglądani, albowiem język ich jest naturalny.

W sumie to podziwiam Szustaka i resztę tych księży za niezmordowane i nieodmienne, przez nieskończoną ilość przypadków odmienianie, słowa „Pan Bóg”. Normalny ksiądz ma jakieś swoje hobby: literaturę, muzykę, sztukę, a ci, są tak mocno zajawieni na jednym temacie, że się po prostu nie mogą od niego odpierdolić. W sumie to ich podziwiam, ale już teraz mam z nich bekę.

Na wszystko jest moda. Była na diabła, teraz jest na Pana Boga, kiedy przyjdzie moda na myślenie? Nigdy, bo to nie leży w urodzie myślenia, bycie w modzie.

Pytanie, czy Bóg istnieje, albo czy wierzysz  w Boga, to są po prostu źle postawione pytania.
Nikt normalny takiego pytania nie zada po prostu, bo każdy widzi, jak to wszystko jest zdupcone.

Kobieta i mężczyzna nie powinni dobierać się na bazie wielkości pindola ani rozmiaru cycków, ale na bazie muzyki, jakiej słuchają, bo to najtajniejsze i najbardziej intymne porozumienie dusz, nie ma bardziej intymnego.

Aktualnie jestem zbyt genialny na jakikolwiek związek ani na jakąkolwiek przyjaźń nawet.
Objęła mnie bowiem toksyczna kochanka śmierć oraz jej toksyczny pomocnik – mąż, któremu na imię umieranie.

Zajrzałem przez przypadek do swojego tomu „Na oścież”, wydanego przez Zeszyty Literackie w 2014 roku, z posłowiem Zagajewskiego. To tom przeklęty.

Każdy artysta, nie tylko poeta, ma swojego sobowtóra, który jest diametralnie inny, ale nierzadko ważniejszy, bo pozwalający robić to, co najważniejsze: żyć i do tego przeżyć.

Kobiety, które nie jedzą mięsa, wcale nie są przez to bardziej łagodne.

Kobieta najpierw jest romantyczna, potem pragmatyczna, a potem staje się po prostu wesoła.
Facet, który jest idiotą, próbuje zgłębić jej tajemnicę, a tymczasem zawsze chodzi o rzeczy najprostsze: naprawić zlew, wymienić dachówkę, wynieść śmieci, odstawić auto do garażu. Ot, cała tajemnica kobiecości.

 Jak uciec ze Zwisu? Możesz jedynie przejść z piekła do piekła, bo stamtąd, czyli stąd, nie ma ucieczki.

Nie lubię, kiedy do mnie dzwoni się, a ludzie dzwonią do mnie z byle chujostwem.

Ojciec Szustak zdradził Boga dla komerchy, wstydu nie ma on.

Wszystko jest u mnie wykreowane, łącznie z tą całą, pożal się Boże, opowieścią psychiatryczną. Nie wierzcie mi.

Wydział Polonistyki UJ ma obecnie i od dłuższego czasu jeden, podstawowy mankament: jest całkowicie wyzbyty poczucia humoru.

Zalewa mnie zewsząd chujoza tego świata, a ja straciłem gust elementarny.

Nie złamiecie mnie kurwy i skurwysyny, nie dam się wam. Ja się nazywam Michał Piętniewicz.

Tak, jest dokładnie tak, jak sądzicie. Wypowiedziałem wam wszystkim wojnę i w dodatku dam wam wszystkim radę. Bez większego wysiłku.

Jak to dobrze, że całe towarzystwo, prócz kilkorga chorych psychicznie natrętów, ma mnie w dupie. To naprawdę dobrze o mnie świadczy.

Jestem pisarzem, czyli kimś bezgranicznie głupim i bezgranicznie mądrym jednocześnie.

No dalej, dalej, spróbujcie mi podskoczyć, trzy łby utnę za jednym razem.

Piętniewicz oszalał, dajcie mu spokój .

Za tęgie dostałem baty od płci przeciwnej, żeby móc w kobiecie zobaczyć człowieka.

Oświadczam w tym miejscu, że nie będę lizał dupy ani prawicowym bucom ani lewicowym idiotom.

Czyją biorę stronę? Pijaków i wariatów, są najciekawsi i najuczciwsi w tym nieciekawym barze pod ojszczaną chmurą.

Te Wyimki biorą się z życia, obserwacji, kontaktów, przeżyć, doświadczeń, ciosów i ran zadawanych stale przez mieszkańców rozmaitych barów oraz innych przybytków cierpienia – nie są one żadnym tekstem, teksturą, pan tekstem, arche tekstem czy chujo tekstem – idźcie się paść pretensjonalni strukturaliści i post strukturaliści z waszymi obwisłymi fiutami, nieudolnie naśladującymi życie.












sobota, 25 listopada 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz.29

Świat spsiał do szczętu, ale to nie jest wina ani Tuska ani Kaczyńskiego, a jedynie Boga - pojeba, który ten świat powołał do zaistnienia.

Nie idę do spowiedzi, ponieważ musiałbym urwać łeb i fiuta spowiednikowi – kolejnemu bucowi, jakich zbyt wielu.

Bóg zabija swego jedynego syna, aby odkupić świat. Chciałoby się powiedzieć: walcie się pedały, to ja jestem żywym dowodem, nie tyle na istnienie dobra albo zła, co czegoś w końcu prawdziwego.

 Z łatwością strącam Chrystusa z ołtarza, ale to Jedyny brat mój prawdziwy, którego naprawdę kocham.

Ileż słowem można pozornie jedynie zdziałać… Po co ja się tak popisuję? Można mieć najwyższy dan w karate i siedzieć spokojnie na dupie, pić kawę i miło rozmawiać.

Właściwie podoba mi się sytuacja, że nikt do mnie nie odnosi się, poza tymi, którzy nie wiedzą, kim jestem. To stan niebywale wygodny, wręcz plażowy rzekłbym.

Wielu będzie mi dokuczać, że do reszty zwariowałem, ale niech oni najpierw samych siebie zapytają, czy prawdziwa mądrość nie jest czystym obłędem.

Im bardziej staję się genialny, tym bardziej ludzie mają mnie w dupie. Ze zbyt dużą łatwością i od niechcenia jakby przychodzą mi te wszystkie akrobacje.

Żeby pisać tak ja piszę, trzeba po pierwsze być ślepym, po drugie głuchym. I jednocześnie słyszeć i widzieć o wiele więcej aniżeli większość.

Językiem stwarzam Mesjasza... Kiedyś pójdzie za mną cały, Boży świat, ale ja już tego nie doczekam.

Piętniewicz obwołał się Bogiem, nic prostszego. A teraz postaw mi setę, tylko trochę później, bo muszę wyczyścić kibel w tej mojej, zapyziałej norze.

Publikuję te Wyimki przeważnie w weekendy, bo w weekendy berety są najbardziej sprane, sprane, czyli świeże.

Czy mam godnego przeciwnika? A chuj wie, skoro tkwię od lat w tym pierdolniku, w którym de facto nikt nie umie się bić, a który jednocześnie nauczył mnie tego i owego, jak tam i ówdzie walczyć skutecznie.
A jednak na swojej drodze spotkałem kilkoro prawdziwych mistrzów świata, ale trening był zbyt intensywny i wymagający, nie dałem rady, pomimo starań, więc postanowiłem wstąpić do szkoły czarodziejów – zielarzy, gdzie trwa plaża aż do dzisiaj i w sumie nie jest mi z tym źle. Powiem więcej, paradoksalnie większą mądrość, dystans i wiedzę mi to dało, aniżeli bycie wśród ninja.

Piętniewicz gada obecnie jedynie sam ze sobą, albowiem on jako jedyny nie wie lepiej, kim jest Michał Piętniewicz, wszyscy pozostali znają go o wiele lepiej i dlatego z nim nie rozmawiają.

Pora wreszcie zakończyć to Wyimkowe wydurnianie się i zająć się na poważnie krytyką literacką.

Pracuję coraz wolniej, bo jestem po pierwsze stary, a po drugie chory. I śmiało mogę powiedzieć, że nic w zasadzie mi się w życiu nie udało, prócz okresowej abstynencji.

Jestem zbyt dużym mieszańcem genetycznym, często sprzecznych ze sobą elementów, by cokolwiek porządnego oraz solidnego mogło ze mnie wyniknąć.

Zarówno w Świetlickim, jak i w Waldku, przy całym luzie i talencie, jest ten sam, egoistyczny materializm. Dlatego nigdy nie będą naprawdę wielcy.

Każdy pisarz ma o sobie mniemanie największe i nic nie może popsuć jego dobrego samopoczucia. Dlatego Pan Bóg tak szczególnie ukochał poetów.

Na dzisiejszej grupie terapeutycznej niczego nie rozumiałem. Było bardzo poważnie, a ja chciałem się bawić.

Jak się można zasłonić? Słonie nie potrzebują się zasłaniać.

Ujebałem Waldka w telefonie i teraz wreszcie mogę zacząć myśleć o Ewelince.

Obudziłem się i nagle zapragnąłem mieć brata, który byłby moim przeciwieństwem. Dobry, ułożony, grzeczny, mądry, nie sprawiający kłopotów i nie wywołujący awantur.

Wykiwałem mojego największego przeciwnika, Boga. My name is Lucifer.

Grzech (o ile istnieje), oddala od Boga, od luzu. Diabolos dzieli przez zwierzęce ego i napina.

Idea Boga oraz praktyka alkoholu pozwala odpocząć od życia, które przeważnie jest spierdolone.

Grzech oddala od Boga, ale przybliża do sztuki. Pan Bóg nie zna się na poezji, diabeł niestety tak.
Ogłoś światu pozytywne przesłanie, a potem nasraj na nie. Najpierw będziesz sławny, a potem zostaniesz świętym.

Podziwiam poczucie humoru tych wszystkich luzaków w habitach. Są zdecydowanie lepsi od Monty Pythona.

Co rujnuje wymowę mojego dzieła literackiego, to niestety dobre serce – bliski sąsiad mądrości. Głuptaki osiągają (dzisiaj przynajmniej), zdecydowanie większe sukcesy.

Kiedy młoda kobieta ma koncepcję, znaczy to, że ma s w o j ą koncepcję. Stare baby są nieprzetłumaczalne, bo wiedzą już wszystko.

Walczyć o byt, przetrwanie, duszę, sławę, pieniądze, uznanie. Większość frajerów walczy o kobietę. A co z białą flagą i słodkimi ramionami niebytu? Czyż w naszej kulturze: bić się do upadłego, nie byłoby to rozwiązaniem mniej toksycznym?

Polska? Tak, był kiedyś taki kraj. Miał jednego, nieprzetłumaczalnego poetę, którego pomnik stoi na środku rynku w jakiejś zapyziałej, galicyjskiej wiosce i jednego papieża. To wszystko.

A teraz świat… Mało ciekawa sprawa. Był i zniknął. To wszystko.

Hej Nobliści jebani, gwiazdy rzygające, pić z Wami nie będę, bo bym umarł z nudów.

Nie ma z tobą komunikacji Piętniewicz, jesteś nieprzetłumaczalny bez flaszki.

Cud życia… A czemu nikt nie umówi o autentycznym cudzie śmierci, kiedy wściekli urzędnicy z bezrobociarni daremnie będą słać swoje epistoły, mające mnie na wieczność udupić?  

Ja, prowincjusz z Tarnowa i do tego w części Żydek, zaraz nasram przed bramą uniwersytetu.

Ludzie oburzają się na to przeważnie, co jest ich własnym świństwem. Rozbijcie lustra, nie będzie ludzi.

Czy literatura powinna stwarzać światy lepsze, jak również debata publiczna? Kiedy będę umierał, wycharczę w agonalnym skowycie: więcej pudru.

Człowieka psychicznie chorego uczy się, jak miłować ów niezaprzeczalny dar od Boga, jakim jest świat. Kiedy ów zgłasza wątpliwość, nie mówiąc o proteście, profilaktycznie leje się go pałą, w ten czy inny sposób.

Chcieć niemożliwego, znaczy pragnąć prawdziwej miłości, ale z tej czy tamtej maski, najpierw musi wychylić się chciwy pocałunku język.













"Pałac" Wiesława Myśliwskiego - zdjęcie z krzyża. Impresja krytycznoliteracka

Jak można być zdjętym z krzyża i pisać? Pisanie jest czerpaniem, jest wyczerpywaniem, jest nieustającą radością i zmęczeniem, jest odpoczynk...