środa, 3 stycznia 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 35

Z Szustaka żaden prawdziwy artysta. Nie potrafi opowiedzieć żadnej, partykularnej historii, (a jeśli już, to świńską i nieciekawą), lecz chce stworzyć jakąś ogólną pan narrację, która objęłaby wszystkich. Tak się nie tworzy kina, tak się pragnie stworzyć jedynie sukces.

Życie jest tak bardzo nieciekawe i tak potworne, kiedy ma się niby jakiś potencjał, tyra się po nocach, a sukces, jakikolwiek, w ogóle nie przychodzi, jakbyś jebał tępym narzędziem w gruby mur.

Powinienem publicznie się ośmieszyć, wtedy być może wzbudziłbym zainteresowanie.
Ale co bystrzejsi zobaczyliby, że udaję.

Pobyć sam ze sobą i ze swoimi fantomami, cóż za rozkosz, tak właśnie skończy się świat, bezboleśnie…

Szlachetnie jest zawsze mówić o kimś, nieustająco od własnej osoby stroniąc. Niektórzy to jednak mylą z permanentną napierdalanką na tych, którzy z jakichś powodów są im niewygodni.

Co robiłem przez całe życie? Próbowałem łapać język, mając wyjebane na wszystko, co nim nie jest.

Czy jestem pyszałkiem? Oczywiście, że jestem, ale ukrytym, mam bowiem świadomość tego, że pyszałkowatość jest gestem samobójczym, z którego mało kto sobie zdaje sprawę, na pyszałka święcie się oburzając, miast mu dozgonnie współczuć.

Kiedy przebywam w pasji tworzenia, zapominam o ludziach, duży błąd.

Wygrają ci, którzy pierdolą jakikolwiek sukces, albowiem prawie cała populacja obecna do sukcesu dąży tak silnie, że niedługo nie stanie odbiorców i klakierów.

Czym jest prawdziwy talent? Jest on za duży, żeby gdziekolwiek się zmieścić, dlatego nigdzie go nie ma i nikt go nie zauważa.

Realność jest dziedziną najtrudniejszą, bo najłatwiej poddającą się manipulacji, wiedzą o tym guru rozmaitych sekt. Wystarczy byle jakiemu pasibrzuchowi, powiedzieć, że jest bogiem, kiedy tamten odda owym połowę majątku i już mamy odpowiednią, usankcjonowaną religijnie strukturę.

Świat obecny tak bardzo nastaje na bezgraniczną różnorodność i tolerancję, nie zdając sobie sprawy, że jest to gwóźdź do trumny tego świata.
Rozmaici cwaniacy, manipulatorzy, ergo autorzy nowego porządku, zdają sobie doskonale sprawę, że najłatwiej manipulować ludzką dobrocią, otwartością oraz naiwnością. Dlaczego? Ponieważ człowiek od zarania najbardziej kochał samego siebie, dlatego by lepszym sam sobie się wydać i od własnej, rzeczywistej potworności uciec, notorycznie czyni dobro, by własne odbicie uczynić znośniejszym.

Uwaga o trosce: Zapytaj się bracie i siostro, czy troszczysz się o mnie, czy może bardziej o to, abym Ciebie siostro i bracie, przypadkiem nie przerósł i nie spuścił Tobie i Tobie, solidnego lania za to wszystko, co we mnie uczyniliście w tamtym, przeklętym czasie.

Co jest najpaskudniejszego, co tylko można sobie wyobrazić? Odpowiedź jest oczywista: relacje na uniwersytecie.

Wszystko w Polsce jest kwestią tak naprawdę dwóch rzeczy: polityki kadrowej i lojalności wobec kadry, o nic więcej nie chodzi. Dlatego nie jest to kraj przeznaczony do tego, aby wypłynęła w nim prawda.

Jedno w Polsce zupełnie nie popłaca: bycie skromnym i jednoczesne bycie utalentowanym.
To sprzeczność, przez którą lądujesz w ciemnej piwnicy. Jak jesteś skromny, wiadomo, że nie masz czym się pochwalić. Jak jesteś pewny siebie, ufają, że masz ogromny talent, bo inaczej nie byłbyś pewny siebie. Wniosek: ziemię moją zamieszkują kretyni, ale to prawda nienowa.

Czy można mieć na swoim koncie spore nawet czasem sukcesy i jednocześnie być nieśmiałym i wycofanym? Ależ można, naprawdę kurwa można, lecz rozmaitej maści bęcwały tego nie pojmą.

Cóż to jest prawdziwy świat? To taki, w którym realnie słuchają cię, oglądają i czytają ludzie, sporo ludzi, a nie garsteczka obłąkańców, którzy może nawet czasem nie rozumieją do końca o czym mówisz i co piszesz. Po latach jednak okazać się może, że nisza, w której tkwiłeś od zawsze, przez wszystkie lata, okazała się dla ciebie zbawienna.

Moją słabością zawsze była naiwna ufność wobec ludzi, którą wyniosłem z domu, bo skoro tam mnie kochali to i tu, na zewnątrz,  na pewno mnie będą kochać. Jakież było moje zdziwienie, zdziwienie osiołka, konfuzja straszliwa, która mnie doprowadziła do pomieszania zmysłów, że tu, na zewnątrz, jest całkowicie inaczej niż w domu: kłamią, manipulują, oczerniają, konfabulują, rzucają kłody pod nogi, zazdroszczą do entej potęgi i tak dalej i tak dalej. Słowem, dla nich byłoby lepiej, abyś nie żył. Co za klawi ludzie, doprawdy.

Czym jest prowokacja? Prowokacja jest celową hiperbolizacją pewnych zjawisk społecznych, aby unaocznić realny problem, tym bardziej przykry najczęściej, że prawie nigdy niewypowiadany. Służyłaby ona próbie oczyszczenia atmosfery z toksyn.

Co mnie spotkało na uniwersytecie? Lepsza atmosfera jest chyba w sali tortur.

Coś, co treściowo jest absurdem, językowo broni się świetnie. To zasadnicza i niestety w sensie psychicznym, dla ludzi uczciwych a obdarzonych talentem literackim, koszmarna sprzeczność, która wprawia w ruch wehikuł literatury.

Mam już 40 lat i dalej nie wiem o co mi chodzi. Może dlatego, że moje ja zostało dwa razy w życiu doszczętnie rozbite i pogruchotane na kawałki. Scalenie tego jest strasznie trudne, mozolne, bolesne, nie wiem nawet, czy nie niemożliwe…

Jeśli chodzi o grupę terapeutyczną, którą polubiłem, to ja, który najlepiej z nich funkcjonuję, jestem jednocześnie najpoważniej z nich chory.

Co utrzymuje mnie w jako takim stanie, to poczucie czy wyczucie kolekcji. Owa tworzy pewne bezpieczne ramy dla mojego rozwoju.

Moje pisanie było, jest i prawdopodobnie będzie, zawsze pisaniem przez siebie. Być może wpływ na to miała moja relacja z matką, która uczyniła mnie na zawsze młodym poetą.

Moja pasja wiedzy miała na celu jedynie nazywanie tego, czego w sobie nie rozumiałem, a co we mnie było od zawsze.

Tym samym być może moje zajęcie krytycznoliterackie jest jedynie pozorne i fingowane, bo czy ja naprawdę myślę o tym, co jest w książce?

Ojciec mój, o ogromnym wyczuciu humanistycznym, wielkiej wiedzy, może jednak pewnych rzeczy nie rozumieć. Jest politologiem z wykształcenia, ergo jego optyka ufundowana jest na świecie widzialnym, powstającym w wyniku pewnych procesów historycznych. Nie dzieli on włosa na czworo, choć z delektacją niekiedy śledzi owe procesy podziału, podejrzewam, że dla jego sposobu działania niedostępnych jako forma pewnej umiejętności analitycznej.

Z mamą moją zawsze przednio mi się rozmawiało o tym, co zwiemy interpretacją świata.
Choć różnimy się bardzo w strukturach naszych osobowości i percepcji, mamy jednak zbliżone tory myślenia na temat pewnych zjawisk, co wynika zapewne z uwarunkowań wychowania – moja mama również była jedynaczką. Ojciec też.

Grupa terapeutyczna spełnia funkcję pierwszorzędną. Pozwala na parę chwil odejść od własnej, ksobnej opowieści i empatyzować z opowieścią cudzą, albowiem nie ma chyba piękniejszego stanu, aniżeli życie na zewnątrz siebie, dlatego tak zawistny jestem wobec naukowców.

Moją słabością jest to, że najbardziej lubię chodzić na randki z mądrzejszymi od siebie, rozmaitymi profesorami, itp. Jestem ambitny, a poza tym uwielbiam się uczyć.

Z czego wynika moje napięcie? Może jestem nazbyt zdolny, aby być rozumny i mądry prawdziwie? Zazdroszczę ludziom mądrym harmonii i wewnętrznego spokoju, ja niestety byłem, jestem i prawdopodobnie pozostanę głupkiem.











wtorek, 2 stycznia 2024

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 34

Czym jest wysokie, jak najwyższe trzymanie gardy? Jest odruchem o nacechowaniu głęboko higienicznym. Niestety, ludzie o dobrym sercu, jak również dobrze wychowani, spuszczają często gardę, narażając się na ciosy, co skutkuje mniejszym bądź większym zabrudzeniem.

Kiedyś, dość dawno temu, walczyłem przez trzy lata, z bardzo nieładną wewnętrznie, choć piękną zewnętrznie kobietą. Walkę tę przegrałem na tamten czas. Teraz, po dziesięciu ponad latach, najmniejsze choćby widmo powtórnego wejścia w tamtą sytuację, wywołuje u mnie obrzydzenie, lęk i wewnętrzne torsje. Musiałem lekko opuścić gardę, Mamusia jej tak na mnie napierała, że wręcz nie wypadało leciutko się odsłonić. 

Całe moje życie nocne a czasami dzienne, składa się z odczucia totalnej napierdalanki na moją osobę ze strony nieżyczliwych mi osób.

Bartula ma rację, książki serwują światy nieprawdziwe, dlatego tak mało ich napisał, siedząc przeważnie w Zwisie i prowadząc tam, jak powiada, prawdziwe zajęcia z filozofii.

Nie wiem czemu, jestem tak bardzo teraz głęboko atakowany przez Annę… Raczej przez jej złowieszczy śmiech czarnej wiedźmy.

Znać język, to widzieć również zagrożenia w nim istniejące… Jestem zbyt lekkomyślny, albo zbyt ufny we własne siły… Są lepsi szermierze, wierzcie mi, stare baby przeważnie są mi bardzo przychylne, dlatego z rozkoszą, zamiast uczyć mnie fechtunku, podsyłają rozmaite cukierki, pomadki, słodycze, żebym najlepiej spasł się jak świnia i zapomniał w ogóle, w której ręce trzymać rapier.

Najgorsze zapasy, jakie wymyślono, to zmaganie z babą.

Moja ufność i nabożność wobec matek przeróżnych, wiąże się z faktem, że jestem ulubieńcem starszych pań, w związku z czym, jestem przekonany święcie, że od owych, nic złego mnie spotkać nie może – żaden gorszy kawałek szyneczki. Otóż nie, chłoptasiu, tak nie jest zawsze, są takie matule bowiem, które by cię utopiły najchętniej w twojej ulubionej łyżeczce herbacianej, a ty puszyściejesz coraz bardziej i coraz bardziej księżyciejesz na widok matki jakiejkolwiek, czujesz złudne bezpieczeństwo.

Szustak oczywiście ma rację, że kobieta właściwa to taka, która jest godnym przeciwnikiem.
Niestety, czasem nie ma innej możliwości aniżeli topór kata.

Jestem idealistą, sorry Piślu, albo się kocha, albo chce się ubić interes…

Chodziłem kiedyś do bardzo głupiej i bardzo poczciwej jednocześnie terapeutki, to najgorsze połączenie z możliwych.

Odzyskiwać siebie to widzieć ciut więcej…

Dlaczego pierdolnęło mną drugi raz? Za mocno kochałem…

Najpiękniej zawsze wygląda kobieta przegrana.

Cieszę się, że mam immunitet jebniętego, utrzymanie z tego tytułu i mogę pisać do woli, co mi się podoba, reszta niech spierdala i niech się zarzyga swoimi pożal się Boże, włożonymi w mundur taki czy inny, krotochwilami.

Otworzyłem lufcik, przez który wdziera się morowe powietrze. Ja tego nie potrafię już zalepić, Pan Bóg będzie potrafił na pewno.

Życie to w sumie bardzo ciekawy proces, jeżeli choć ciutkę jest się inteligentnym i ciutkę choć pracowitym.

Jestem niestety już na takim etapie, że jedynie garsteczka obłąkańców zachowuje się wobec mojej osoby uczciwie. Reszta tego nie robi w ogóle, albo stwarza mdłe do wyrzygania się pozory.

Jak osiągnąć sukces? Kup poradnik i stosuj się do przepisów. Osiągniesz sukces.

Być może, w przypływie desperacji, owa matka do mnie kiedyś zadzwoni… Niestety, będę jej musiał przypierdolić…

Jak osiągnąć sukces? Naucz się wreszcie czegoś, to gówno tutaj do niczego się nie nadaje.

Słabością człowieka i zarazem siłą, która pozwala mu przetrwać, jest poczucie, że cokolwiek o czymkolwiek wie. A tymczasem gówno wie; jedynie zmienia się w czasie, obrastając w kolejne, cebulaste warstwy, przykrywające puste niestety jądro.

Fakt, że nazywam się Michał Piętniewicz i z byle powodu ów przywołuję, może, w obecnej sytuacji, wcale nie przysporzyć mi chluby.

Zawsze przeskakuję jeden fragment, dlatego nudzę się generalnie w towarzystwie, które zwykło czytać po Bożemu, linijka za linijką.

W uśpieniu jest łatwiej (pozornie), wykonywać swoje obowiązki, ale debilem pozostajesz, nic nie poradzisz bracie na to, że dzięki twojemu kretynizmowi, kolejni terapeuci oraz inni „euci” i „ogowie”, mają ciepłe posadki.

Strategią, którą już od kilku lat stosuję, jest ujawnić wszystko, ale w ten sposób, by niczego nie ujawnić, co w dzisiejszych czasach jest dziecinnie proste, albowiem nikogo bracie, twoja historia tak naprawdę nie obchodzi.

Prędzej czy później mnie nafaszerują jakimś gównem i zrobią za mnie totalne warzywko, albowiem za bardzo w tych bądź owych napierdalam.

Chcecie, żebym był schizofrenikiem? Będę schizofrenikiem. Chcecie, żebym był profesorem? Będę profesorem. Ten dostanie jabłuszko, tamten pomarańczkę i wszyscy będą zadowoleni, prócz tego, kto się jabłuszka i pomarańczki pozbawił, ku ich, tak ku ich, uciesznej zabawie.

Spór o politykę, jest tak naprawdę sporem o język i jego estetykę, kto tego nie kuma, ten kiep.

Gest naśmiewania się ze swojego munduru, czy jego lekceważenia, jest już mocno anachroniczny, który żadnej wesołości wśród młodzieży nie budzi. Czas przeobrazić się w społeczeństwo plazmoidalne, albo w społeczeństwo ukrytych tożsamości, z których wieje ziejąca, rozpaczliwa nicość, bo nienowa to prawda, kochana młodzieży, że aby stać się nikim, najpierw trzeba być kimś. Wbrew pozorom, osiągnięcie statusu bycia nikim, to sztuka najtrudniejsza. Albowiem najpierw niestety trzeba nauczyć się szermować w mundurze.

Po czym poznać znakomitego szermierza? Po tym, że w ogóle nie macha szablą. On ma pokonać armię, a nie jakichś przygodnych bidoków.

Wygląda na to, z perspektywy psychiatrów oraz walniętych psychologów, że choroba psychiczna jest czymś za karę, albowiem już do końca życia musisz chodzić pozbawiony korony, obojętnie, czyś król Anglii, czy profesor Harvardu, epizodzik był? No to jesteś plebsem, trudno.

Z drugiej strony tzw. chorowanie, uczy pokory, dystansu a nawet poczucia humoru w stosunku do własnej osoby… Niemniej pozostaje pytanie, jak rzecz wyważyć i dla własnej, bardzo ciężko przez lata wypracowywanej pozycji, mieć jednak choć rudymentarny szacunek? Niemniej bracie, musisz mieć świadomość tego, że epizodziki, są wywoływane zawsze przez nadmierną ambicję, pychę, ufność w swoje możliwości bez ograniczeń… Uważaj bracie na skrajności.

Co umożliwia słuch językowy? Działanie neuronów lustrzanych, ergo możliwość przetrwania. Stąd większość rzeczy ukrywam, ale czasem mi się omsknie i ludzie wycofują się ze mnie wtedy…

Umiesz sypać piaskiem po oczach? Strategia ta jest mi dość odległa, albowiem wymaga pustego środka i dużych umiejętności intelektualnych – stąd nuda i jałowość owego przedsięwzięcia.

Powtarzając nieustannie i wszystkim, których napotykam, że nazywam się Michał Piętniewicz, jednocześnie zapominam, że nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia.
















niedziela, 31 grudnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 33

Piszę przez siebie, stwarzam niewidzialne piekło, którego nie można dotknąć, jest to bezpieczne, bo tego nie ma, nie było nigdy, nigdy tego nie będzie.

Powiedzieć do jakiegoś ważniaka, publicznie: pierdol się bucu. No dobra, ale co to zmieni, ważniak dostanie zawału albo ważniaczka, może i lepiej, jednego chuja mniej.

Jeśli nie piszesz jajami, to lepiej zrobisz dla siebie i pisania, jeśli pójdziesz się wysikać i przestaniesz pisać.

W tym świecie dobrze bawi się jedynie kilku, do znudzenia przewidywalnych despotów.
Reszta, aby przetrwać, musi udawać, że z nabożną czcią słucha ich brzmiącego jak kataryna pierdolenia.

Ludzie wewnętrznie uporządkowani, często posiadają głęboką wrażliwość. Problem w tym, że nie da się z nimi gadać.

Celowo przeginam w tych Wyimkach w nadziei, że dotrę z tym przesłaniem do tych wszystkich do głębi dotkniętych i oburzonych imbecyli.

Rano zapewne obudzę się z poczuciem, że coś solidnego przeskrobałem… W nocy wszystko olewam, bo nigdy nie dowierzam, że Pan Bóg jeszcze zechce mój zrezygnowany do szczętu łeb kolejny raz  podnieść.

Mam bardziej pojemne serce niż Marian Stala. Gorzej z inteligencją krytycznoliteracką, ale coś za coś, to sercem zbawisz ten świat, nie rozumem.

Od dwudziestu lat mieszkam w szpitalu psychiatrycznym, wierzcie mi, to nic przyjemnego.

Kiedy rozmawiałem z Marianem Stalą o moich Wyimkach, wydał mi się krytykiem o dobrym sercu, jakoś życzliwym w stosunku do mnie. Ciekawe, co by Błoński powiedział.

Teraz, jak dostosować ten bezpośredni, Wyimkowy język do języka konwencjonalnej, napuszonej gawędy słownej. Nie obronię się nigdy. Poproszę mojego przyjaciela Mirka, żeby mi zawczasu zbudował gilotynkę na własny tylko użytek.

Nie ma niczego bardziej nudnego i konserwatywnego aniżeli awangarda, dlatego jako z koziej dupy trąba krytyk, zajmuję się tzw. poetami awangardowymi.

Wejść tak w gorset konwencji, aby nie uwierał, poczuć miłość do gorsetu i być luzakiem.
To prawdziwa miłość, za którą idą ludzie.
Ci którzy się o mnie troszczą, przeważnie mnie nie rozumieją. Reszcie służę jako obiekt do badań.

Żyję w tak do cna przeżartym zawodowym egoizmem bańkach świecie, że nic, zupełnie nic mi z żadnej strony nie grozi. Pisz se Pan, ile wlezie, i tak Cię nigdzie nie ma.

Wierzę w Boga, w Wyimki nie. Świat przez Niego stworzony jest mądrzejszy, aniżeli ta dłubanina tutaj.

Kiedy przychodzą prawdziwe obowiązki, znika wszelkie napięcie.

Wejść w coś od środka jest o wiele ciekawiej, aniżeli fanzolenie na zewnątrz tego. Dlatego terapia, choć przeważnie nudna, jest jednak o wiele ciekawsza, aniżeli wszelakie teorie, które wokół niej powstały.

Rozmowa między ludźmi? Dzisiaj nie istnieje.

Niechaj emotikony i profile przychodzą na spotkania autorskie, szkoda sobie zawracać głowę czymś tak błahym, jak owa, symulowana rzeczywistość życia literackiego, symulacrum jest prawdziwsze w tych czasach, nieliczne grupki żywych kryją swoje rzekome przewagi w bardzo zamkniętych kręgach, udając, że nic nie wiedzą o profilach i emotikanach, to strategia wygodna, ale możliwa.

Jakże często geniusz mylony jest dzisiaj z nieludzką inteligencją. To znak choroby tych czasów. Przemożne pragnienie siły.

Czy wierzę w obietnicę rajskiej szczęśliwości? Wierzę. Wszak niebyt jest w rzeczy samej rajski.

Znałem kiedyś pracownicę kultury, bardzo złośliwą i peplającą na prawo i lewo o cudzych intymnościach, o mentalności baby z targu, teraz, kiedy ona pojawia się w lokalu, ja z niego znikam.

Odbijam się w Urbanowskim jak idiota, osiołek. To jest to niby głębokie, „prawicowe” patrzenie, niesłychanie powierzchowne i do tego przemocowe.

Zostałem wydany na świat wskutek aktu przemocowego i teraz muszę napierdalać się ze wszystkimi, którzy tej przemocy są nauczeni – ja jestem na tego myślenia antypodach.

Po rozmowie z Lamprechtem, całą noc chodziłem nagi i pijany po klasztornych ogrodach, w nadziei, że spotkam katów, szpiclów i tchórzy, którzy mnie zaaresztują.

Lamprecht chciał mnie wpuścić w maliny. Jego zdaniem mu się to udało.

Pozwolić patrzeć innym na ciebie ich oczami. To właśnie owa nagość, na którą im pozwalasz, jakbyś chodził nieustająco z chujem na wierzchu.

Umiem genialnie bić się w ringu. Poza ringiem jestem uśpiony nieco i wszystkiego zapominam, bo tam już, poza ringiem, panuje wolna amerykanka.

Szukasz przyjaciół wśród pisarzy? Prędzej ich znajdziesz wśród płatnych morderców.

Przychodzi Lamprecht, „wielki dekonstruktor” i jako alternatywę mojego pisania tutaj, daje mi klatkę z kanarkami. To ciągle klatka, co z tego, że są w niej kanarki?

Jeśli czegoś nie rozumiemy, albo coś zgoła jest dla nas niewygodne, odkładamy to do klatki z napisem choroba psychiczna. I uspokojeni, wcale nie speszeni, wracamy do swoich obowiązków. Zbyt dufni jesteśmy bowiem we własne siły, aby czemuś należytą i należną uwagę poświęcić.

Przegrałem. Czas się napierdolić.

Nie ma schizofrenii ten, który zna z czego składa się materia życia. Schizofrenicy mają to do siebie, że przyspieszają zejście swoje z tego łez padołu i już zawczasu bujają po niebieskich łąkach, najczęściej z kim tam popadnie.

Rozszczepienie mojej duszy, a zarazem moja śmierć za życia, łatwe to nie jest, ale broni przed wszystkim, jak umarłemu zadać możesz śmierć? Nie możesz.

Podobne rozszczepienie obserwuję w życiu społecznym. Ludzie wolą sobie walnąć fotę z kimś, aniżeli z tym kimś pobyć, tym samym wybierają śmierć na starej fotografii, aniżeli ulotne carpe diem.

Odkąd moim zawodem stało się bycie pacjentem psychiatrycznym, muszę się do tego zawodu dostosować i udawać pierdolniętego. Gorzej, kiedy pozostali członkowie rozmaitych grup, w żadne rolę nie wchodzą, ale są, nazwijmy to, autentyczni; to wyjątkowo męczące, trzeba mieć do tego zdrowie.

Zapytaj o to, jakich masz przyjaciół, gdy coś ci się w końcu uda.

Ludzie najczęściej oburzają się, kiedy im ktoś powie, że głupio się bawią; czy to w spisek na swoje życie, czy w bycie Mesjaszem, czy w cokolwiek innego… Podobno dojrzały człowiek ma dystans do zabawy, niedojrzały nie… Ale ci niedojrzali właśnie z zabawy owej czerpią wielką radość. Czy radość ową odbierać jest czymś naprawdę moralnym?

Artyści ze swej natury, zawsze skrajnie infantylnej, dążą w swoim, przeważnie nędznym i marnym żywocie, do dwóch rzeczy: sukcesu, oby był wielki i niespodzianki, oby była cudowna. Sęk w tym, że dramat zaczyna się w momencie, kiedy stan nieustającego, wielkiego sukcesu i nieustającej, cudownej niespodzianki, nie trwa permanentnie. Wtedy ten i ów, najczęściej sięga po to, co ów stan może imitować: alkohol, towarzystwo, śpiewy, tańce, do rana. Dziecko w artyście domaga się nieustającej uwagi oraz nieustannej pieszczoty, dziewuchy spierdalajcie od takich jak najdalej.














niedziela, 17 grudnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 32

 Jaką funkcję pełnią wulgaryzmy w moich Wyimkach? Są substytutem realnej obecności kogoś naprawdę bliskiego, wołaniem o miłość, krzykiem zrozpaczonego samotnika.


Jest już za późno, żeby się wycofać. Ale z czego? Przecież ty w niczym szczególnym tak naprawdę nie jesteś. Niektórzy nazywają to niszą, co w nomenklaturze realnej zwie się głęboką dupą.

Gadowski w „Obronie świata” bardzo dobrze opisuje procesy, które doprowadziły do tego kulturowo i kulturalnie ogołoconego obszaru, który mamy. Ktoś ma w tym interes widać, żeby ludzi oduczyć wrażliwości normalnej i nauczyć nowej – diabelskiej, nazwijmy to wprost.

To, że świat idzie w fatalnym kierunku, nie jest zgoła żadnym odkryciem. A nie chcę też snuć spiskowych teorii dziejów, lecz być może w tych wszystkich szczepionkach również było jakieś świństwo. Zauważcie Państwo, że większość podobne wytwarza teraz mechanizmy. Lewackie myślenie cechuje się tym, że nie ma różnic między ludźmi. A są i to ogromne. Natomiast teraz wszystko zmierza do totalnego ujednolicenia. Komunizm już był lepszy, bo te wszystkie uniformy były jeno idiotyczną fasadą, pod którą zgoła kryły się zawsze światy różnorodne, stąd jego fiasko, pseudo kultura nie mogła pokonać odruchów naturalnych. Natomiast dziś owo ujednolicenie staje się realnością. Lucyfer zawsze bracie będzie cię kusił obietnicą szczęśliwości, byś potem zawył w bólu spotykając się z pustką.

Coraz bardziej uświadamiam sobie, że realna prawda kryje się zawsze w tym, co małe, skromne, niepozorne, nigdy nie wywyższające się.

Każda historia, aby zostać wielką, musi najpierw być historią lokalną. Gdy ktoś od wielkości zaczyna, ten chujem jest i bucem.

Tak, jestem nim, to ja nim jestem, jestem Waszym Mesjaszem ze Zwisu, możecie za mną podążać.

Nagłe przeczucie: z pomocą Chrystusa wygram tę batalię.

Ktoś pomachał mi ręką i powiedział: miłość. Nie zwróciłem na to uwagi, nie odmachałem.

Ci, którzy zobaczyli we mnie Boga, zapalili światło w moim pokoju.

Jestem odpowiedzialny za białą różę, tego chciał Pan Jezus. Biała róża jest językiem.

Miała prawo do własnej biologii i do świętości, Szinedka.
Poruszają mnie niewidzialne dłonie.

Bywam strasznym chujem, ale niechcący. Niech mi wybaczą ci, których skrzywdziłem, bo mogę nie zdążyć im zadośćuczynić.

Węszenie w cudzych sprawach celem rzekomego pomagania, być może ma u swojego źródła wściekłość i cel naprawy swojego mocno nadszarpniętego wizerunku kosztem tytłania się nieustającego w biedzie i upokorzeniu innych.

Nie wiem, do czego doprowadzi mnie to niewyobrażalne wręcz szaleństwo, w którym tkwię już od kilku dobrych lat.

Dzisiaj, po całym dniu pracy, od rana do późnego wieczora, poczułem się stary.

Co trzeba robić? Cieszyć się każdym dniem i każdą chwilą i nie czekać na to, że kiedyś będzie lepiej, bo zapewne nigdy lepiej nie będzie.

Chrońcie Króla, mnie chrońcie.

No nie udało mi się, czas się dźwignąć. Choć wydaje mi się, że bardzo dużo materiału jest już przygotowanego, teraz czas go dźwignąć.

Jeszcze zobaczą o co mi chodzi, ale już będzie za późno na cokolwiek, bo mnie już nie będzie.

Poważnie myślę o eutanazji. Zbyt rozczarowany jestem światem oraz postawą rozmaitych skurwysynów wobec mojej osoby.

Kafka splamił honor urzędnika. Ośmielił się posiadać poczucie humoru.

Wierzący w Boga zawsze cieszą ryja, bo nawet kiedy koń ich kopnie w jaja to też prezent od tego Pana z Brodą, uroczego sadysty, co syna swego z rozkoszą zajebał.

Klechy kopać nie wolno. W Boga napierdalać do woli wolno.

Wraz z obecnym wynikiem wyborów, można się w sumie już zawczasu otruć tabletkami.

Na razie trwa walka i bywa bardzo krwawo (dlaczego Jezu?). Ale o tym, kto miał rację, zdecyduje jak zawsze czas przyszły.

Możecie mi mówić wszystko, robić wszystko, dźgać, nienawidzić, szydzić, ale mam to w dupie, wiecie czemu? Bo ja się kurwa nazywam Michał Piętniewicz.

Daj im byle powód, żeby Ciebie zarżnęli, zarżną Cię.
Czuję, że żyję w bunkrze, dookoła którego krąży drapieżne ptactwo wszelakiego skurwysyństwa, które ino czyha, aby wpierdolić moją wątrobę.

Zażartować z siebie samego? Nikt się na tym nie wyzna…

Prawdziwe mistrzostwo i ból największy? Zobaczyć siebie oczami tych, którzy na Ciebie patrzą i Tobie zazdroszczą i Ciebie nienawidzą i nazwać to prawdą, dać się ukrzyżować.

Samemu sobie wielki talent odebrać? Ku zbawieniu wielu, by dusze ich uspokoić i cofnąć ten świat o dekad wiele.

Co jest zbawienne? Zbawienna jest logika, nawet jeśli jest głęboko schowana, najistotniejsze dla tej lub owej terapii, życiem zwanej, jest dobrać odpowiedni puzel do puzla pasującego.

Czymże nas jeszcze Pan zaskoczy, Panie Piętniewicz, czekamy… Chuj wam w dupę, na waszych rautach i przyjęciach, będę udawał takiego samego kretyna jak wy, aby nie psuć wam waszej zabawy.

Jest Pan niesprawiedliwy, wobec naszego, opartego na głęboko humanistycznych wartościach świata. Wasz świat jest powtórzeniem czegoś dawno już znanego, który jedynie syci wasze nienasycone głody aplauzu, przede wszystkim ze strony takich samych umundurowanych sztywniaków jak wy, walcie się.

Pana postawę usprawiedliwiać może jedynie Pańska schizofrenia. Moja schizofrenia jest zbawienna dla Was, nudnych gogusi pod krawatami i dla Was, niedojebanych, profesorskich dziw.

Pan żeś to wszystko wykoncypował, masz Pan nad tym kontrolę i walisz Pan? Mnie się jedynie wydaje, że walę; w rzeczywistości, gdybym naprawdę potrafił strzelać, to by mnie już tutaj, w tym waszym pierdolniku, dawno nie było.

Przypomnieć sobie, co znaczy kochać? Ukryta w zamrażalniku flaszka, przypomni Ci, kim jesteś.

Piślu, które z nas pierwsze dało ciała, a które ostatnie zawiedzie? Ja wiem…

Konieczność społecznego przetrwania nakłada na Ciebie, bracie, konieczność bycia tym, kim nie jesteś. Powszechnie ta strategia uchodzi za całkowicie normalną i zgodną z wszelkimi, obowiązującymi normami oraz konwenansami.

Przeważnie ludzie o dużej wiedzy, są bardzo mało utalentowani. Utalentowani z kolei to często głupcy. Ludzkość zawsze będzie bardziej kochała talent aniżeli wiedzę, bo to ludzie utalentowani ratują ludzkość.



 








sobota, 9 grudnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 31

Nie ma bardziej błędnego stwierdzenia aniżeli to, że Piętniewicz nienawidzi kobiet. Wręcz przeciwnie: jest tak nimi onieśmielony, że nie może zrobić niczego innego, aniżeli owe wyłgać, zakłamać, wyrzucić i opluć. Piętniewicz gier nie lubi, to chłop jednoznaczny, a kobitki teatr uwielbiają przeważnie.

Kim jest genialny poeta? To taki, który posiada naiwność dziecka i dogłębną przenikliwość myśliciela.

Tracę czas pisząc te Wyimki, to horrendalne wręcz bzdury. Dziwne, że ktoś je tam jednak czyta, a nawet więcej, przeżywa je i pyta mnie o to i owo, bardzo owym bądź tamtym zaniepokojony. Jak mogę na ten bądź tamten niepokój zareagować? Robię to samo, co robiłem zawsze: łgam, łgam w żywe oczy.

Podobno nie umiem kłamać, cały będąc ulepiony z nieprawdziwych zlepków: szumów, zlepów, ciągów: to mój pancerzyk z trocin, moja zbroja słomiana stracha na wróble.

Dzisiaj być profesorem od literatury znaczy nie mieć grama talentu do literatury, który w o wiele większym stopniu zapewne posiadają fizycy i chemicy pracujący w laboratorium.

Najbardziej lubię kobiety wściekłe i wściekle pijące, albowiem to na co są wściekłe, tajemnicą jest nieprzeniknioną.

Ludzie zajmujący się akademicko humanistyką to przeważnie ludzie bardzo infantylni, albowiem używają w koło Macieju tych samych zabawek, aby udowodnić swoją przewagę. Ten ma strzelbę, tamten łuk, inny szablę, jeszcze inny miecz, tamten z kolei dzierży tarczę. Ich zabawa zdaje się nie mieć końca i nawet kiedy mama zawoła na rosół, oni od zabawy swej oderwać się po prostu nie potrafią.  

Zawsze opowiadałem się, opowiadam się i opowiadać będę się do końca dni moich po stronie wartości konserwatywnych i tradycyjnych, nie wiedząc i nie chcąc sobie zdawać w ogóle sprawy, że owe były, są i będą przyczyną mojej klęski.

Wnet znielubią mnie wszyscy, ale z utęsknieniem czekam na ten moment, bo wtedy właśnie stanę się gromadnie czytany.

Wszystkich tutaj obrażam, nikogo i niczego nie oszczędzam, a jednak jeszcze nie zawisłem na publicznym stryku. Może po cichu, wy i tamci, zgadzacie się ze mną, nie wiedząc jednocześnie o co mi tak naprawdę chodzi?

Uwielbiam żyć. Może za to kobiety mnie kochają, ale ja już jestem za stary na miłość. Najlepiej mi w gruncie rzeczy z samym sobą. Jakąś ważną część siebie odnajduję teraz, mieszkając już ponad miesiąc w klasztorze Ojców Augustianów w Krakowie.

Chciałbym być kuźwa niezależny i wolny, ale za to najczęściej płaci się wykluczeniem i byciem na tzw. lodzie.

Działam w całkowitej izolacji i całkowitym odszczepieniu. Nie jestem oparty o żadną instytucję, prócz mojej choroby psychicznej. A jednak ktoś mnie ogląda, ktoś mnie czyta, choć przyznam, to nieliczni.

Co mi pozostaje, to łazić do rozmaitych barów i jadłodajni i spotykać się z żywymi, albowiem żywi nie przychodzą do mnie.

Ten człowiek sumienia nie ma, zabił i idzie do Komunii św.

Uznajcie mnie w końcu, bo Wam skuję mordy.

Dużo zawdzięczam Krakowowi: intelektualnie, formacyjnie, ale jest jeden mankament: wśród tych hojnych intelektualnie centusiów, można umrzeć z głodu, bo uważają oni, że ci się nic nie należy: co najwyżej kawusia, ciasteczko, ewentualnie lepszy obiad.

Piętniewicz wyrasta na prawdziwą wielkość, ale guzik to kogokolwiek obchodzi. Buzi dupci, jakby to powiedział Baca. Albowiem wciąż ci sami faceci w Rio i zaludniający ławeczki na Plantach, grają od lat, a nawet wieków, wciąż w te same gry i szarady.

Nie ma tak naprawdę żadnych kalumnii, obraz, potwarzy, znieważeń. Wszystko zależy od umiejętnego naginania i manipulowania danym rejestrem językowym .

Pisarze nie są zdolni do miłości; co najwyżej do seksu; to jedyna, możliwa dla nich forma spełnienia. Zatem pisarzu, zadbaj o to, aby w tym i owym być możliwie samowystarczalnym, zanim skrzywdzisz jakąś nieopierzoną młódkę, która będzie myślała, że Tobie naprawdę zależy, albo Broń Boże, się w Tobie zakocha.

Tu, w klasztorze, późno chodzę spać i wcześnie witam świt, słuchając śpiewu porannych ptaków, nakręcony nieustającym tyraniem w literaturze i kulturze.

Muszę się spieszyć z publikacją tych Wyimków. Paruzja blisko.

Piętniewicza wywiozą kiedyś na taczkach, ale że Piętniewicz nikogo nie obchodzi, sam się na nich wywiezie za miasto i nikt nawet o tym nie będzie wiedział.

W przyrodzie powinny obowiązywać pewne zasady. Tak jak księża nie powinni oglądać audycji innych księży, tak nie daj Boże literaturoznawcy czy krytycy literaccy nie powinni oglądać audycji swoich kolegów. Powinni oni oglądać i słuchać audycji teologicznych, psychiatrycznych, psychologicznych, czy jakichkolwiek innych, byle nie tych samych.

Umiejętność poruszania się w tylu, różnorodnych rejestrach języka. Trzeba mieć albo wielki talent, albo bzika.

Poezja obecna, nawet ta dobra, czy bardzo dobra, wciąż dźwiga na sobie gorsecik konwencji, ergo umiejętność naśladowania tego, co już dawno było.

Tyle razy już słyszałem słowo „Bóg”, odmienione w milionach przypadków i dalej nie wiem, co ono oznacza… Czy to ten Pan, który dyktuje warunki, czy wręcz przeciwnie: to ten, możliwy Pan, który, kiedyś, gdy Go powołają do istnienia ludzie, dowie się o swoim istnieniu?

Zaczynam jak Żurakowski, mniej patrzeć na wiersze, a jedynie na to, kto jest chujem a kto pindą w realu… Oczywiście, złe wiersze dobrych ludzi, również odrzucam.

Zastanawia mnie, czy Bogdan de Barbaro jest rzeczywiście człowiekiem tak łagodnym, czy też wyparł z siebie wszelką nie – łagodność i w efekcie jest tym, kim jest: czyli jest w gruncie rzeczy nijaki. Zresztą, wielu psychiatrów albo psychologów była i jest wobec mnie nijaka, albo też nie wie, jak się zachować i rżnie kretyna.

Jestem tam, gdzie jestem, pracuję tam, gdzie pracuję, albowiem przeszedłem, co przeszedłem;
dobrze, że wieczorami przynajmniej próbuję łapać jakieś resztki siebie jak trociny słonecznych promieni.

Złapać język tam, gdzie go nie ma, czyli przestać się wkurzać na ludzi i dać im żyć.
Dobrze byłoby jednak, gdyby oni i mnie dali żyć w ten czy inny sposób, mnie do jakiejkolwiek przygody zapraszając, tymczasem zewsząd ten sam, upiorny szczękościsk, okropne.

Żyję od ponad miesiąca samotnie w celi klasztornej. Dużo czytam i rozmyślam. Myśli samobójczych na razie brak. Upływ czasu przeraźliwie szybki.

Nie mam jasno sprecyzowanego celu swojej wypowiedzi. Może dlatego, że nie jestem naukowcem.

Kim jestem? Gościem od gównianych teatrzyków, takim już pozostanę na zawsze, pośmiewiskiem kobiet.

Kolejna nowa, niepoważna forma mnie znalazła. Nie jest to raczej powód do dumy i radości.







 




sobota, 2 grudnia 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 30

 Kto podskoczy Piętniewiczowi? Jedynie sam Piętniewicz jest go w stanie unicestwić.


Świat nie tyle nie istnieje, co został źle pomyślany, a to zasadnicza jednak różnica, nawet dla tych, którzy myślą logicznie, racjonalnie i pozytywnie.

Jeśli kogoś mam dźgnąć, czy dziabnąć, to tylko niedelikatnych i prymitywów, żeby się opamiętali.

Sukces może sparaliżować naturalny dar. Dlatego najbezpieczniej jest stać się sławnym dopiero po śmierci.  

Nadchodzi coś nowego, ale nie wiemy jeszcze dokładnie, co to jest. W każdym razie, do was staruchy się zwracam, czas odejść ze swoimi zwietrzałymi pomysłami.

Jeśli mi ktoś powie, że mocno „walę” w tych Wyimkach, to się gruntownie pomyli. Tutaj jest jedynie cyrk, błazeństwo, psoty, nic szczególnie ciekawego, co nie byłoby dostępne w innych miejscach tej planety.

Na czym polega szczerość? Dzisiaj polega na tym, żeby w ogóle nie otwierać gęby.

Obecnie język publicznej debaty, jest językiem publicznej chujozy, więc nie ma niczego lepszego do zrobienia, aniżeli nazywanie wprost tego gówna. Ludzie, nie prostujcie się, bo i tak będziecie krzywi.

Jak to dobrze, że prawie nikt mnie nie zna, nikomu się nie narzucam i w związku z tym jestem wolny. Ludzie zbyt kochają siebie oraz idee własne, aby zainteresować się kimś innym.

Robię być może demolkę, do czego to doprowadzi? Może do jakiegoś ożywienia? I tak, pewnego dnia wykluczą mnie ze swej zagrody i powrócą do przeżuwania swej trawy na łące.
Możliwość, że im się to znudzi, jest nikła, albowiem ich pożywienie, choć monotonne, daje im realną siłę do wprowadzania kolejnych pokoleń w ich uświęcony wieloletnią tradycją obyczaj.

Wyczuwam, że młodym ludziom mocno obmierzło to nieustające pierdolenie o Szopenie.
Oni by chcieli czegoś wreszcie realnego, zamiast owej, trwającej od zarania mediacji. Mówić nienormalnie nauczyć się może każdy dureń, który w dwa wieczory mocniej przysiądzie nad książką. Mówić normalnie potrafią nieliczni.

Zostało nas niewielu, Panie, daj proszę siłę i miłość.
Wydaje mi się, że przegram i to w bardzo kiepskim stylu.

W moich Wyimkach szybka myśl wyprzedza faktyczne i życiem poparte rozeznanie.

Nagle zrozumiałem, że wszystko przegrałem i że Jedynym, który jest w stanie przekuć tę totalną degrengoladę klęski w zwycięstwo, jest Pan Bóg.

Nauczyć się języka danego, aby przetrwać w tym bądź tamtym środowisku? Ci, którzy mają gdzieś społeczne kody językowe, są najchętniej czytani i oglądani, albowiem język ich jest naturalny.

W sumie to podziwiam Szustaka i resztę tych księży za niezmordowane i nieodmienne, przez nieskończoną ilość przypadków odmienianie, słowa „Pan Bóg”. Normalny ksiądz ma jakieś swoje hobby: literaturę, muzykę, sztukę, a ci, są tak mocno zajawieni na jednym temacie, że się po prostu nie mogą od niego odpierdolić. W sumie to ich podziwiam, ale już teraz mam z nich bekę.

Na wszystko jest moda. Była na diabła, teraz jest na Pana Boga, kiedy przyjdzie moda na myślenie? Nigdy, bo to nie leży w urodzie myślenia, bycie w modzie.

Pytanie, czy Bóg istnieje, albo czy wierzysz  w Boga, to są po prostu źle postawione pytania.
Nikt normalny takiego pytania nie zada po prostu, bo każdy widzi, jak to wszystko jest zdupcone.

Kobieta i mężczyzna nie powinni dobierać się na bazie wielkości pindola ani rozmiaru cycków, ale na bazie muzyki, jakiej słuchają, bo to najtajniejsze i najbardziej intymne porozumienie dusz, nie ma bardziej intymnego.

Aktualnie jestem zbyt genialny na jakikolwiek związek ani na jakąkolwiek przyjaźń nawet.
Objęła mnie bowiem toksyczna kochanka śmierć oraz jej toksyczny pomocnik – mąż, któremu na imię umieranie.

Zajrzałem przez przypadek do swojego tomu „Na oścież”, wydanego przez Zeszyty Literackie w 2014 roku, z posłowiem Zagajewskiego. To tom przeklęty.

Każdy artysta, nie tylko poeta, ma swojego sobowtóra, który jest diametralnie inny, ale nierzadko ważniejszy, bo pozwalający robić to, co najważniejsze: żyć i do tego przeżyć.

Kobiety, które nie jedzą mięsa, wcale nie są przez to bardziej łagodne.

Kobieta najpierw jest romantyczna, potem pragmatyczna, a potem staje się po prostu wesoła.
Facet, który jest idiotą, próbuje zgłębić jej tajemnicę, a tymczasem zawsze chodzi o rzeczy najprostsze: naprawić zlew, wymienić dachówkę, wynieść śmieci, odstawić auto do garażu. Ot, cała tajemnica kobiecości.

 Jak uciec ze Zwisu? Możesz jedynie przejść z piekła do piekła, bo stamtąd, czyli stąd, nie ma ucieczki.

Nie lubię, kiedy do mnie dzwoni się, a ludzie dzwonią do mnie z byle chujostwem.

Ojciec Szustak zdradził Boga dla komerchy, wstydu nie ma on.

Wszystko jest u mnie wykreowane, łącznie z tą całą, pożal się Boże, opowieścią psychiatryczną. Nie wierzcie mi.

Wydział Polonistyki UJ ma obecnie i od dłuższego czasu jeden, podstawowy mankament: jest całkowicie wyzbyty poczucia humoru.

Zalewa mnie zewsząd chujoza tego świata, a ja straciłem gust elementarny.

Nie złamiecie mnie kurwy i skurwysyny, nie dam się wam. Ja się nazywam Michał Piętniewicz.

Tak, jest dokładnie tak, jak sądzicie. Wypowiedziałem wam wszystkim wojnę i w dodatku dam wam wszystkim radę. Bez większego wysiłku.

Jak to dobrze, że całe towarzystwo, prócz kilkorga chorych psychicznie natrętów, ma mnie w dupie. To naprawdę dobrze o mnie świadczy.

Jestem pisarzem, czyli kimś bezgranicznie głupim i bezgranicznie mądrym jednocześnie.

No dalej, dalej, spróbujcie mi podskoczyć, trzy łby utnę za jednym razem.

Piętniewicz oszalał, dajcie mu spokój .

Za tęgie dostałem baty od płci przeciwnej, żeby móc w kobiecie zobaczyć człowieka.

Oświadczam w tym miejscu, że nie będę lizał dupy ani prawicowym bucom ani lewicowym idiotom.

Czyją biorę stronę? Pijaków i wariatów, są najciekawsi i najuczciwsi w tym nieciekawym barze pod ojszczaną chmurą.

Te Wyimki biorą się z życia, obserwacji, kontaktów, przeżyć, doświadczeń, ciosów i ran zadawanych stale przez mieszkańców rozmaitych barów oraz innych przybytków cierpienia – nie są one żadnym tekstem, teksturą, pan tekstem, arche tekstem czy chujo tekstem – idźcie się paść pretensjonalni strukturaliści i post strukturaliści z waszymi obwisłymi fiutami, nieudolnie naśladującymi życie.












sobota, 25 listopada 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz.29

Świat spsiał do szczętu, ale to nie jest wina ani Tuska ani Kaczyńskiego, a jedynie Boga - pojeba, który ten świat powołał do zaistnienia.

Nie idę do spowiedzi, ponieważ musiałbym urwać łeb i fiuta spowiednikowi – kolejnemu bucowi, jakich zbyt wielu.

Bóg zabija swego jedynego syna, aby odkupić świat. Chciałoby się powiedzieć: walcie się pedały, to ja jestem żywym dowodem, nie tyle na istnienie dobra albo zła, co czegoś w końcu prawdziwego.

 Z łatwością strącam Chrystusa z ołtarza, ale to Jedyny brat mój prawdziwy, którego naprawdę kocham.

Ileż słowem można pozornie jedynie zdziałać… Po co ja się tak popisuję? Można mieć najwyższy dan w karate i siedzieć spokojnie na dupie, pić kawę i miło rozmawiać.

Właściwie podoba mi się sytuacja, że nikt do mnie nie odnosi się, poza tymi, którzy nie wiedzą, kim jestem. To stan niebywale wygodny, wręcz plażowy rzekłbym.

Wielu będzie mi dokuczać, że do reszty zwariowałem, ale niech oni najpierw samych siebie zapytają, czy prawdziwa mądrość nie jest czystym obłędem.

Im bardziej staję się genialny, tym bardziej ludzie mają mnie w dupie. Ze zbyt dużą łatwością i od niechcenia jakby przychodzą mi te wszystkie akrobacje.

Żeby pisać tak ja piszę, trzeba po pierwsze być ślepym, po drugie głuchym. I jednocześnie słyszeć i widzieć o wiele więcej aniżeli większość.

Językiem stwarzam Mesjasza... Kiedyś pójdzie za mną cały, Boży świat, ale ja już tego nie doczekam.

Piętniewicz obwołał się Bogiem, nic prostszego. A teraz postaw mi setę, tylko trochę później, bo muszę wyczyścić kibel w tej mojej, zapyziałej norze.

Publikuję te Wyimki przeważnie w weekendy, bo w weekendy berety są najbardziej sprane, sprane, czyli świeże.

Czy mam godnego przeciwnika? A chuj wie, skoro tkwię od lat w tym pierdolniku, w którym de facto nikt nie umie się bić, a który jednocześnie nauczył mnie tego i owego, jak tam i ówdzie walczyć skutecznie.
A jednak na swojej drodze spotkałem kilkoro prawdziwych mistrzów świata, ale trening był zbyt intensywny i wymagający, nie dałem rady, pomimo starań, więc postanowiłem wstąpić do szkoły czarodziejów – zielarzy, gdzie trwa plaża aż do dzisiaj i w sumie nie jest mi z tym źle. Powiem więcej, paradoksalnie większą mądrość, dystans i wiedzę mi to dało, aniżeli bycie wśród ninja.

Piętniewicz gada obecnie jedynie sam ze sobą, albowiem on jako jedyny nie wie lepiej, kim jest Michał Piętniewicz, wszyscy pozostali znają go o wiele lepiej i dlatego z nim nie rozmawiają.

Pora wreszcie zakończyć to Wyimkowe wydurnianie się i zająć się na poważnie krytyką literacką.

Pracuję coraz wolniej, bo jestem po pierwsze stary, a po drugie chory. I śmiało mogę powiedzieć, że nic w zasadzie mi się w życiu nie udało, prócz okresowej abstynencji.

Jestem zbyt dużym mieszańcem genetycznym, często sprzecznych ze sobą elementów, by cokolwiek porządnego oraz solidnego mogło ze mnie wyniknąć.

Zarówno w Świetlickim, jak i w Waldku, przy całym luzie i talencie, jest ten sam, egoistyczny materializm. Dlatego nigdy nie będą naprawdę wielcy.

Każdy pisarz ma o sobie mniemanie największe i nic nie może popsuć jego dobrego samopoczucia. Dlatego Pan Bóg tak szczególnie ukochał poetów.

Na dzisiejszej grupie terapeutycznej niczego nie rozumiałem. Było bardzo poważnie, a ja chciałem się bawić.

Jak się można zasłonić? Słonie nie potrzebują się zasłaniać.

Ujebałem Waldka w telefonie i teraz wreszcie mogę zacząć myśleć o Ewelince.

Obudziłem się i nagle zapragnąłem mieć brata, który byłby moim przeciwieństwem. Dobry, ułożony, grzeczny, mądry, nie sprawiający kłopotów i nie wywołujący awantur.

Wykiwałem mojego największego przeciwnika, Boga. My name is Lucifer.

Grzech (o ile istnieje), oddala od Boga, od luzu. Diabolos dzieli przez zwierzęce ego i napina.

Idea Boga oraz praktyka alkoholu pozwala odpocząć od życia, które przeważnie jest spierdolone.

Grzech oddala od Boga, ale przybliża do sztuki. Pan Bóg nie zna się na poezji, diabeł niestety tak.
Ogłoś światu pozytywne przesłanie, a potem nasraj na nie. Najpierw będziesz sławny, a potem zostaniesz świętym.

Podziwiam poczucie humoru tych wszystkich luzaków w habitach. Są zdecydowanie lepsi od Monty Pythona.

Co rujnuje wymowę mojego dzieła literackiego, to niestety dobre serce – bliski sąsiad mądrości. Głuptaki osiągają (dzisiaj przynajmniej), zdecydowanie większe sukcesy.

Kiedy młoda kobieta ma koncepcję, znaczy to, że ma s w o j ą koncepcję. Stare baby są nieprzetłumaczalne, bo wiedzą już wszystko.

Walczyć o byt, przetrwanie, duszę, sławę, pieniądze, uznanie. Większość frajerów walczy o kobietę. A co z białą flagą i słodkimi ramionami niebytu? Czyż w naszej kulturze: bić się do upadłego, nie byłoby to rozwiązaniem mniej toksycznym?

Polska? Tak, był kiedyś taki kraj. Miał jednego, nieprzetłumaczalnego poetę, którego pomnik stoi na środku rynku w jakiejś zapyziałej, galicyjskiej wiosce i jednego papieża. To wszystko.

A teraz świat… Mało ciekawa sprawa. Był i zniknął. To wszystko.

Hej Nobliści jebani, gwiazdy rzygające, pić z Wami nie będę, bo bym umarł z nudów.

Nie ma z tobą komunikacji Piętniewicz, jesteś nieprzetłumaczalny bez flaszki.

Cud życia… A czemu nikt nie umówi o autentycznym cudzie śmierci, kiedy wściekli urzędnicy z bezrobociarni daremnie będą słać swoje epistoły, mające mnie na wieczność udupić?  

Ja, prowincjusz z Tarnowa i do tego w części Żydek, zaraz nasram przed bramą uniwersytetu.

Ludzie oburzają się na to przeważnie, co jest ich własnym świństwem. Rozbijcie lustra, nie będzie ludzi.

Czy literatura powinna stwarzać światy lepsze, jak również debata publiczna? Kiedy będę umierał, wycharczę w agonalnym skowycie: więcej pudru.

Człowieka psychicznie chorego uczy się, jak miłować ów niezaprzeczalny dar od Boga, jakim jest świat. Kiedy ów zgłasza wątpliwość, nie mówiąc o proteście, profilaktycznie leje się go pałą, w ten czy inny sposób.

Chcieć niemożliwego, znaczy pragnąć prawdziwej miłości, ale z tej czy tamtej maski, najpierw musi wychylić się chciwy pocałunku język.













sobota, 18 listopada 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 28

 Prawdopodobnie, gdybym nie miał tego, co mam i czym wszystkich wkurwiam, czyli prawdziwego talentu, w zamian miałbym dom, rodzinę, samochód i zarabiał całkiem spore pieniądze. Byłbym zajebisty, bo niczego naprawdę nie można by mi było zazdrościć. Zdecydowana większość ma dom, rodzinę, samochód, duże zarobki, pojebane dzieci, właśnie dlatego, że nie ma nic.

Jestem już tak potężnym koniem, że czuję, jak mnie ludzie atakują bądź nie. To się zawsze bierze z dwóch powodów: albo coś nieopatrznie uczyniłem albo czegoś nieopatrznie nie uczyniłem. Atakują mnie rzecz jasna głupsi ode mnie, nienowa ta prawda, że ratlerki zawsze najgłośniej szczekają; ci ode mnie mądrzejsi są przeważnie dla mnie wyrozumiali i łagodni, może nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że mnie w czymś tam rozumieją.

Gdybym tak dobrze nie wyczuwał i nie znał ludzi i byłbym durniem, byłoby mi zapewne łatwiej. Ale to po linii śp. babki (matki mego ojca) i po krwi Zająców, oni mieli zawsze jakieś nienormalne talenty, których, dodam, prawie nie wykorzystywali, bo raz, że były dupy wołowe, a dwa, że olewusy.

Od strony ojca mam w jednej dłoni potężną jasność, od strony matki, w drugiej dłoni, straszliwą ciemność. Być może ktoś tak wymieszany, w ogóle nie powinien przyjść na świat. 
Na pewno bez szwanku się nie obędzie, co zresztą już dokonało się.

Mam dwie areny, na których dobywam szpady. Pierwsza, gdzie niebywale męczę się i nudzę, wśród szermierzy – kaleków, gdzie płacą mi, aby udawać, że jestem jednym z nich i dawać im nadzieję, że jeszcze będą szermować trochę lepiej. Druga, wśród szermierzy drugorzędnych, gdzie również trochę się męczę, ale już mniej i nawet czuję tam coś w rodzaju Bożego prowadzenia. I ta trzecia, mistrzowska, na którą nie mogę wejść.

Środowiskowe gry literackie to zabawa dużych dzieci w przedszkolu przed panią uczycielką i walka o aplauz, kto namalował ładniejsze kółko. To jest żenujące, bo ani to poważne pieniądze ani cokolwiek pożytecznego. Nie dziwota, że ludzi to nie obchodzi.

Nie mogę zrozumieć skąd we mnie ten potężny, niepokorny diabeł. Pewnie dlatego, że widzę to i owo, w tym cholernie dużo chujozy, a nie potrafię tego po prostu ojszczać, bo za bardzo mi na ludziach zależy i się wikłam. Zawsze się wikłałem zanadto, zwłaszcza w grupie rówieśniczej, stąd początki schizofrenii,  a potem schizofreniczny wybuch, chciałem diabła wypierdolić z siebie, a nie dało się. Teraz z diabłem będę musiał gadać do śmierci, fatalna rozmowa.

Chciałbym, żebyś ktoś w końcu zdjął z moich oczu tą kurwicę, która jedno niby ułatwia, ale zasłania z drugiej strony to, co najistotniejsze.
Niestety nie jestem w stanie ze sobą dogadać się. Być może szczęśliwszy byłbym w psychiatryku, bo tam nikt ze sobą nie może dogadać się.

Kiedy zawalam czuję udrękę, a zawalam bardzo często.

Prawdopodobnie spierdolone zostało moje życie już u samego początku, w tym nędznym miejscu mojego urodzenia, którego nie wybierałem, co oczywiście zawdzięczam mojemu ojcu głównie.

Życie moje nazwać można pasmem prowincjonalnych klęsk, lokalnych zmagań, wiejskich potyczek.

Dlaczego przestrzegam czegoś, co kretyńsko i na własny użytek nazwałem prawami Paruzji? Pewnie dlatego, że jestem wierzący, czyli nie wierzę w ludzi.

Najpiękniejsze są pojedynki prawdziwe, bo niewidzialne.

Żreją, nie dam im rady.

Cała chmara drapieżnego ptactwa rzuciła się na mnie i wyżera mi wnętrzności. Macham maczugą na oślep z flakami na wierzchu, ale ich jest za dużo. Nagle Jerzy Zimny rzucił ogromny głaz jak flarę, który chwilowo zmylił pochód drapieżnych orków.

Czyżbym krzywił ludzi prostych? Ale czemu w takim razie, ludzie prości piszą po krzywiznach?

Dojrzewałem intelektualnie wśród ludzi świetnie wykształconych. W związku z tym dzisiaj muszę tłumaczyć pozostałym, czego nie napisałem, czego nie zrobiłem, czego nie miałem na myśli.

Świat skurczył się do rozmiarów pieniążka, który trzymam w portfelu, chciałbym go rzucić teraz kurom do zjedzenia, aby w dobre ziarno zmienił się.

Świat jest zbyt zróżnicowany, by mówić jakimkolwiek językiem. Szukaj w sobie… Szukaj w swoim wnętrzu, nie jesteś od spełniania oczekiwań jakiejkolwiek narracji. Nawet jeśli Ci płacą, zarabiać możesz również podcierając dupy starym grzdylom, nie daj się.

Najczęściej autentyczna pycha przejawia się w rzekomej chęci pomocy. Nie ma niczego bardziej despotycznego aniżeli pomoc – pomagam ci, ale musisz być posłuszny, wdzięczny, gotowy do pomocy pomagającemu.

Powiem wprost: miałem kiedyś multum rozmaitych dupeczek, a teraz nie chce mi nawet stanąć pyta. Pewnie dlatego jestem tak rozkochany w Bogu: owa wspaniała idea jest bowiem erotyki całkiem wyzbyta.

Został już tylko jeden urzędnik pracujący w korporacji. Nazywa się Urbanowski. Siedzi do nocy w tych papirach, a świat w końcu przejrzał i idzie po rozum do głowy, albowiem idzie w końcu zbiorowo na dupy i najebać się w pubie. Nic już nikogo żadne papiry nie interesują, nastał czas życia.

Feministkom mówię jedno: jesteście niedopierdolone.

Pan Bóg odjął mi rozum, abym pisał prosto po liniach prostych, czyli robił to, co dzisiaj całkowicie nie przystoi.

Znudziły mi się te Wyimki – to tandetne ćwiczenie muskulatury. Pora zrobić coś zwyczajnego.

Życie moje jako gra o własną wybitność? Chciałbym bardzo z tego zrezygnować, ale nie umiem (szkoda). Być może z tego powodu, że zawsze łatwiej swoje życie przerżnąć i mieć święty spokój, a mnie jakiś demon tego nie pozwala zrobić, nie pozwala wywiesić białej flagi, choć wierzcie mi, święty spokój uwielbiam najbardziej.

Mój kompletny brak zainteresowania przyziemnością zaowocował klęską mojego związku. Brakowało mi cierpliwości w tej drodze.

Mając na uwadze jedynie zwycięstwo, tracę z pola uwagi wiele niepozornych, szarych kamyczków, które są niezwykle istotne. To cecha ludzi obłąkanych.

Nie lubię chyba nikogo z tych starych, pyszałkowatych i przegranych buców ze Zwisu, a oni nie dają mi spokoju, chyba z zawiści a nie z sympatii, żeby mi życie uprzykrzyć. Powiem więcej, w całym Krakowie, mam jedynych przyjaciół z Tarnowa.

Mieszkam w kraju buców, czyli w Polsce, mieszkam w bucolandii.

W pyte są ludzie, ale czemu mnie tak nienawidzą?

Dobre, lewackie, mało utalentowane serce, które nie znosi sprzeciwu. Oto, co mamy po drugiej stronie sporu.

Piętniewicza nikt nie lubi, bo mówi, co myśli i się nie pierdoli. Przypominamy, że chroni go immunitet poważnie walniętego. Tamci zawsze mają wytrych, żeby tego jebniętego buca po prostu nie traktować poważnie.

Wymyślono szufladki, konwencje, przegródki. Wiedzą o tym ludzie normalni, którzy za Kasią Kowalską śpiewają: „sobą bądź, sobą być najlepiej jest”. I przy każdym spotkaniu mają uśmiech z banana.







 







sobota, 4 listopada 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 27

Już nie musisz być bracie ostrożny, przyzwalam Ci bracie na pełny kontratak.

Strzelam jakieś szmaty, tam i ówdzie, niewiele z tego wynika.

Czym jest przyzwoitość dzisiaj? Umiejętnym odbiciem piłeczki. Spróbuj se nie trafić i to jeszcze na trzeźwo, zlinczują cię, w najlepszym razie dostaniesz bana.

Nie przejmuj się, ślepy i głuchy Pan Bóg, jeszcze zrobi z tym światem porządek.

Maciek, nie nudzi Cię ta nieustająca papierologia? Ja bym się wykończył… Ty urzędniku od literatury. Urzędnik Urbanowski.

Przyszedł tu taki pierdolnięty watażka Piętniewicz i chce wszystko rozdupcyć do imentu i zbudować od nowa, lecz psa z kulawą nogą nie obchodzi, co on ma do powiedzenia. Nie martwcie się, Piętniewicz Wam jeszcze pokaże, niedługo znów go zamkną w pierdlu – psychiatryku.

Zaprawdę, powiadam Ci, znalazłeś prawdziwego Grala. Pij z mojego kielicha, a nie umrzesz na wieki.

Mam kolegów komunistów, jestem coraz bardziej wykończony walką z nimi…

Zgubiłem mój obłęd na krzaku białego bzu.

Coś czuję, że zginę marnie, za duża ilość luster w tym przedsionku piekła.

Jestem biblioterapeutą. Praca w sam raz dla artysty, który nie wie, co to czysta.

Nic naprawdę dobrego mnie na tym świecie nie spotkało, więc nie wiem, czemu jeszcze miałbym wędrować przez tę pustynię.

Podobno jesteś wielkim krytykiem literackim, a wszyscy się z ciebie napierdalają.

Kochałeś jedynie Ewelinkę, bucu.

Walcie w ten worek tłuszczu, moje ciało śmiertelne, zabijcie go.

Dziś i ja stałem się Bogiem, w nagrodę pokażę Wam język.

Jestem zwykłym, nadętym fiutem, nikim więcej. Niczym nie różnię się w tym i owym od innych, krakowskich mieszczan.

Są słabe zawodniczki i mocne zawodniczki. Od dłuższego już czasu obracam się w jakiejś V lidze kobiet. Nic dziwnego, że zawalam wszystko, co tylko można, ledwo trafiając nie tylko w piłkę, ale w cokolwiek, ślepnąc z dnia na dzień coraz bardziej.

Najlepszą receptą na atak jest brak obrony, obrona jedynie pobudza do coraz intensywniejszego ataku.

Prawdziwa miłość polega na mocnej wierze w to, że w każdej chwili może coś radykalnie pierdolnąć, czy to u Ciebie siostro, czy u Twoich bliskich, dlatego każdy dzień trzeba wyżyć do końca i w kimono iść z przeświadczeniem, że może cię nie zastać bracie, już nigdy, wesoły poranek.

Mam twarz plastka. Jestem lalką Boga.

Powiem szczerze, że ludzie to straszne kurwy są.

Nie udał nam się w ogóle ten XXI wiek;  to niewiele ponad dwadzieścia lat, ale już został osiągnięty stan kompletnego znijaczenia i dehumanizacji.

Diabeł nienawidzi twórczości, żywej i prawdziwej, uwielbia natomiast kreację, kiedyś ktoś udaje, kim nie jest, wtedy cieszy się i zaciera łapska.

Przed chwilą młody sąsiad nie odpowiedział na moje dobry wieczór, zdezorientowany, wlepił gały w smartfona i w milczeniu zajął miejsce na balkonie, gdzie stałem uprzednio. Panoptykon upiorności, oto co powstało.

Moje zachęty do podjęcia dialogu przybierają na ogół dokładnie odwrotny skutek, diabeł opętał ludzi, rzekłem.

Nie tak dawno temu miałem ochotę oznajmić grupce Żydów, że jestem ich Mesjaszem, na którego czekają. Byłem ciekaw reakcji, ale nie uczyniłem z tego z uwagi na prawdopodobieństwo wylądowania w gościnnych murach szpitala psychiatrycznego.

Odnoszę wrażenie, że żyję w coraz bardziej odrealnionym i przez to coraz bardziej niebezpiecznym świecie.

O powrocie do jako takiego porządku nie marzą dzisiaj jedynie natury bardzo uporządkowane. Ludzie z naturalnym burdelem w czerepie (jak np. artyści), czują totalne pogubienie i płyną z tym obłąkanym prądem, bo nie mają wyjścia ani odpowiednich sił umysłowych, aby się temu przeciwstawić. Ludzie rozsądni i racjonalni natomiast walczą, ale ich głosu dzisiaj nikt prawie nie słucha.

 Najbardziej boleśnie upierdliwe ataki mają miejsce przeważnie ze strony ludzi dobrych i poczciwych, ponieważ wynikają one z niezrozumienia sytuacji. Ludzie świadomi są zanadto cwani, by zaryzykować jakąkolwiek ofensywę, która, co tu nie powiedzieć, jest jakimś odniesieniem. Najbezpieczniej jest bowiem nie odnosić się w ogóle do czegoś, co może zagrażać czyimś pozycjom, przewagom oraz ugruntowanym hierarchiom.

Życie w społeczeństwie polega na umiejętnie stosowanej strategii uniku. Na całość można pójść, kiedy wygrana jest w kieszeni, a przez większą część czasu należy zachowywać daleko posuniętą ostrożność. Chrystus, zanim stał się Bogiem, doskonale o tym wiedział. Większość niestety gubi przedwczesny wytrysk pychy.

Przyjaciołom pokaż taką twarz, przy której czuliby się swojsko i radośnie, matce taką, przy której czułaby się bezpiecznie, ojcu w ogóle nie musisz pokazywać twarzy, bo za dobrze ją zna. Reszcie pokaż to, co pokazujesz im od czterech lat, czyli FUCK YOU.

Cała masa moich kiksów, błędów i bardzo często karygodnych potknięć, wynika z mojej nieumiarkowanej próżności, którą niestety posiadam w nadmiarze. Dlatego drzwi do pierwszej ligi są zamknięte przede mną na cztery spusty i de facto nieodwracalnie i próżno mi kołatać, choćbym wieczność kołatał, nie otworzy mi nikt.

Moja udawana i wykoncypowana skromność jest tak naprawdę strategią ochronną i obronną, dzięki której, w swoim oczywiście mniemaniu, mogę nad tego i owego, się tam i ówdzie wywyższyć. Wiedzą to stare i wytrawne wygi, które śmiejąc się ze mnie, jednocześnie nie okazują mi ani miligrama współczucia, skazując mnie na wiekuiste potępienie już w tej formie zarodkowo – poczwarkowej, w której obecnie tkwię.

Mam jedną i jedyną chyba pozytywną cechę, że wyżej nad wszelką pisaninę, stawiam przyjaźń z prawdziwymi przyjaciółmi, dlatego wszelkie działania ryzykowne z mojej strony, które ową mogłyby wystawić na jakikolwiek szwank, są przeze mnie wyjątkowo boleśnie przeżywane. W życiu literackim czuję się komfortowo, bo mogę doskonale w tym światku imitować to i owo, wystarczy po prostu coś pobredzić tam i ówdzie, albo napisać tu czy tam.

Ziarno prawdziwej miłości między kobietą, a mężczyzną rośnie i dojrzewa na glebie bardzo zwyczajnej. Dlatego natury rogate, osłowate, głupkowate (takie jak moja chociażby), owej nie zaznają nigdy, bo sobie ubrdały, prawdopodobnie wskutek wychowania, że chcą od życia czegoś więcej… Pytanie, czy owo więcej, to nie popiół właśnie i spalona ziemia. Trzeba wyjątkowo mądrej kobiety bądź bardzo mądrego mężczyzny, żeby z taką naturą fiku miku, wiódł żywot dalekobieżny.

Gdybym nie miał talentu, zdarzyłby się cud galilejski; moje koleżanki polubiłyby mnie. Zaczęłyby opowiadać publicznie, że jestem świetny w tym i owym, bo jak wiadomo człowiek nieutalentowany, nie wkurwia nikogo, budząc u niewiast współczucie, miast zazdrości, a przez to chęć pomocy.












 





sobota, 14 października 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz.26

Jechałem ostatnio pociągiem w strefie ciszy, która stała się bardzo popularna i mnóstwo ludzi wybiera ten przedział. Pytanie bracie, czemu nie migrują owi masowo do eremów. Otóż, między ciszą a ciszą jest różnica. Ta w przedziale zawsze wymierzona jest w potencjalnego oponenta, który nieopatrznie zapomni, gdzie siedzi i otworzy japę zamiast napierdzielać w smartfona i przynajmniej udawać, że drugi człowiek cokolwiek go interesuje.


Sąsiad zamknął się na cztery spusty, był słyszalny na korytarzu ten nienaganny dowód na to, jak bardzo bliźni obecnie siebie lubią.

Samobójstwo może i jest egoizmem, ale czemu nikt nie zapytał o egoizm dwojga skurwieli, którzy przyszłego samobójcy nie pytali o zdanie, czy rad byłby oglądać owe wszystkie cudeńka tego świata?

Od dziecka jesteśmy programowani, żeby się jak najzacieklej napierdalać, ale uwierz mi bracie, nie ma to większego sensu, bo po tym całym syfie nikt nawet nie sprzątnie.

Mam koleżankę, która autentycznie wierzy w Boga, ona jest święta, mówię wam. Zdecydowana większość wierzy w obrządek albo w teologiczne i jałowe do tego esy floresy.

Gdyby wszyscy byli tacy jak ja, na świecie byłoby bardzo wesoło, bo zajmowalibyśmy się głównie produkcją piwa, pizzy i papierosów. Cały czas najebani, nażarci i napaleni, zero rywalizacji, czysta przyjemność. No i kobiet nie byłoby, ani popędu płciowego, dość nam już Ew z Ogrodu Eden, Helen Trojańskich, Ksantyp, Dejanir, czy innych Herodiad.

Wy, którzy pleciecie wciąż te same brednie, a w najlepszym razie oczywistości, i macie się za mędrców oraz specjalistów, proszę Was, zniknijcie w końcu z tego świata.

Być może całe życie dążyłem do tego, aby w białych rękawiczkach unicestwić moją matkę, a wraz z nią wszystkie kobiety, które stanęły na zawsze nieszczęśliwej drodze mojego życia.

Kiedyś kochałem bardzo mocno, aż do najcieńszej i najgłębszej drzazgi w moim bycie. Potem tę miłość musiałem wyrwać z korzeniami, wylądowałem w psychiatryku i teraz jestem trupem, który nienawidzi wszystkiego i wszystkich. Ale ta nienawiść wielką jest miłością. Czyżby?

Czuję, że zaraz trafi mnie szlag i rozwiąże wszystkie moje, wydumane problemy.


A może nie chcę z Wami bawić się już, bracia i siostry, może, przepraszam, ale śmiertelnie mnie nudzicie i rzygam Wami już do imentu?

Chodzić spać wcześnie, wstawać wcześnie rano do roboty, po to tylko, żeby nie zmierzyć się ze sobą naprawdę?

Niektórym imponuje coś tak absurdalnego, jak zmaganie się z życiem. To cecha natur skomplikowanych, które interesuje przebieg pewnych zjawisk i procesów, i które decydują o kształcie (niewłaściwym) tego świata, którego naturalnym kształtem powinien być niebyt.

Profesorowie nauk humanistycznych to święci Mikołaje, którzy zwyczajnie wiedzą, czego potrzeba ich podopiecznym, ich dziatkom, czyli studentom. Ci, którzy sami mają z tej zabawy radochę, są tak samo infantylni, jak owe dzieci żebrające o prezenty.

Pierdolę lewaków, buty mi wiążcie, pedzie i lesbofeminy.

Jam jest On. Ja jestem Mesjasz, Syn Boży, Najjaśniejsza Gwiazda, za mną iść kiedyś będą miliony.

Nietrudno napisać, że jest się Mesjaszem, wariaci też to potrafią. O wiele trudniej sprawić, aby ludzie w to uwierzyli, dlatego Jezus jest, kim jest.  

Ludzie wybitnie utalentowani przeważnie nie mają żadnego pomysłu na siebie. Są przez całe życie męczennikami jakiejś bliżej nieokreślonej sprawy.

Co czynią kiepscy poeci? Kiepscy poeci przeważnie zostają profesorami, wydawcami albo autorytetami w jakiejś dziedzinie.

Świat nie jest taki, jak powinien być, ale o dziwo wszyscy akceptują go w tej formie, wniosek: ludzie to złe raczej zwierzęta.

Moją strategią przetrwania jest obecnie milczenie. Albowiem obrywam za każdym razem, kiedy się odezwę, ludzie mnie kochają.

Jedyne na co zawsze i na pewno można liczyć, to na okrucieństwo świata, bardzo często bezinteresowne.

Tylko jeden typ ludzi ma święty spokój: ten, który nic nie robi i nie „wychyla się”. Ludzie zdolni, ambitni, tacy, którym zależy, zawsze w tym kraju będą gnojeni, głównie ze strachu i obawy, aby nie zajęli czyjegoś miejsca.

Możesz bracie przegrać na jakiś czas i na jakiś czas mogą cię odsunąć na boczny tor, ale za dobry jesteś bracie, aby dla tych państwa to się dobrze skończyło.

Ile jeszcze we mnie będziecie walić i napierdalać kurwy i skurwysyny? Uważajcie, Bóg i wam kiedyś poderżnie gardła.

Jeśli ktoś utrzymuje mniemanie, że ten harmider jest w gruncie rzeczy wesoły, myli się.
Ten harmider jest w istocie niezwykle smutny i zupełnie pozbawiony nadziei.

Gdy piszesz prawdziwie, siłą rzeczy bracie, nie zadowolisz wszystkich. Prawdy też nie zadowolisz, bo ona jest jakby kontekstowa. A masz taki narcyzm w sobie, że cię to boli, choć zadowolenie wszystkich nie leży w twojej urodzie.

Jakbym się miał utożsamić z tym, co w tych Wyimkach wypisuję, wyszedłby ze mnie totalny wariat,  dlatego z tym, co napisałem tutaj rzecz jasna się nie utożsamiam.

Stworzyliście dla Piętniewicza dość przyjemną, rozpadającą się chałupkę. Teraz stwórzcie dla niego pałac.

Wielu mi pewnie zazdrości, że nie mogą być tak swobodni jak ja. Albowiem mnie chroni immunitet wariata.

Wielu się zachwyca, a nikt nie jest skory do pomocy, radź sobie bracie sam.

Krzywdzący stereotyp Zagajewskiego jako Pana z zadartym nosem i głową w chmurach, jest kompletnie nieprawdziwy. Nie spotkałem drugiego tak skorego do realnej pomocy człowieka, a jego krytycy przeważnie zapatrzeni są w czubek własnego nosa.

Rozdaję ciosy na oślep, obrywa się prawie każdemu, ale może to dobrze, bo zataczając się, pijaniutki, dotrę wreszcie do celu.

W mojej, rzekomej krytyce literackiej, zdania naiwne, jak z pereł kolie… Jeden Sandauer dmuchnięciem strąca ten gaik liliputów, choć muszę przyznać, dawno nie czytałem Błońskiego… Wydaje mi się, że to był wariat genialny.

Znalazłem się w stawiku pełnym piranii. Jeszcze jeden, najdrobniejszy ruch palcem, a już mnie nie będzie.

Porzuć bracie myśl, że coś takiego jak autoironia jeszcze istnieje. Dzisiaj każdy jest królem bądź papieżem, pomijając zapewne królów i papieży.

Ten pozornie kolorowy świat, bez żadnych zasad, jest tak naprawdę martwy. Zbawcę macie tutaj, w tych zapiskach, ale nazywam Was swoimi Przyjaciółmi.

Poczucia humoru nie mają ani psychotycy ani psychiatrzy. Literaturoznawcy czasem przypominają sobie, że je mają, ale to coraz rzadsze…










 

 

sobota, 7 października 2023

Wyimki, fragmenty, intuicje, błyski _ cz. 25

 Coś czuję, że już mi nigdy nie stanie… Nabieram organicznego wręcz wstrętu do bab, jak i do świata…, ogólnie do całego tego, fałszywego kurestwa.

Nie daję rady ani niczego czytać ani nie piszę nic. Rzucam lotkami w niebo nad Paryżem.

Kasia z psychiatryka miała tatuaż, robiła doktorat z historii sztuki i nieustająco chciała się zabić, motywując to spostrzeżeniem, że ludzie są banalni. A teraz tradycyjny fikołek intelektualny: ludzie nie tyle może są banalni, co nieustająco rżną głupa, bo wiedzą, że tutaj nic lepszego zrobić się nie da.

Dwa słowa do księży prowadzących: pierdolcie się.

Zrób bracie wspólnotę cukrzyków, alkoholików, schizofreników, czy chorujących na AIDS, albo na raka, będą się w niej napierdalać jawnie bądź skrycie, choroba nie łączy, lecz dzieli tak naprawdę. Jeśli coś łączy, to wspólnie dzielona pasja bądź widzenie świata, a te są zawsze różne, niezależnie od takich czy innych objawów chorobowych. Wszelkie łączenie się w grupy ze względu na podobieństwo tzw. doświadczeń, jest tak naprawdę sztuczne, przypadkowe i de facto służy czyimś interesom – najczęściej tworzeniu kolejnych etatów.

Życie to okrutna piosenka ćwiartowanego noworodka.

Przekleństwem mojej sytuacji jest fakt, że nie mam z kim szczerze pogadać.

Światem od zawsze rządziły dwie rzeczy: nieporozumienie oraz pomyłka. Dobrzy i poczciwi ludzie nigdy nie dementują nieporozumień oraz pomyłek, szczególnie na swój temat, stąd są, gdzie są, stoją przeważnie ostatni w kolejce, wychujani przez wszystkich.

Mądrość dzisiaj to znaczy inteligencja, spryt, umiejętność, zaradność, obrotność. Bycie skilled jednym słowem a nie bycie wise. Kobitka nie zrobi ci laski za to, że jesteś wise, ale za to, że jesteś skilled. Kiedy jesteś wise, masz szansę, że dobry Bóg cię przygarnie – nic więcej.

Czy istnieją mądre kobiety? Tak jak istnieją mądre zwierzęta. Świat przyrody nie jest zero jedynkowy.

Ten, kto nie wybrał drogi związku ze światem przyrody, wybrał drogę związku ze światem innym, ergo jest pierdolnięty i niebawem zapewne zostanie wyniesiony na ołtarze.

Dwie rzeczy stoją za wyborem habitu: czysta naiwność bądź czysta pycha.

To w sumie bardzo nudne i mało wyrafinowane: rodzisz się bracie kobietą bądź mężczyzną i stale coś tam knujesz z tą bądź tamtą. Życie powinno być pędzone w izolacji i skupieniu, winno być przygotowaniem na ten najwspanialszy dar podczas życia, czyli uwolnienie z życia, jedyna rozsądna rzecz, jaka może w życiu przytrafić się. Drugą taką rzeczą jest koniec wszystkiego, absolutny oraz nieodwracalny. Większość przyzna mi rację, ale te mundury nie pozwalają w końcu wyjść poza schematy.

Na jakiejkolwiek tzw. opinii w ogóle mi nie zależy. Z tzw. góry idzie przykład tak budujący, że gdybym nawet usmarował się gównem publicznie, zostałoby mi to wybaczone, może nawet uznany zostałbym za świętego.

Moje życie jest beznadziejnie nieciekawe: mierzę je od jednego wzwodu do drugiego, przypomina to jako żywo senny koszmar. Chciałbym się pewnego dnia nie obudzić.

Świat ten, imitujący ogród, jest faktycznym więzieniem. Uwielbiam świat imitujący więzienie, a będący faktycznym ogrodem, czyli szpital psychiatryczny, rosnący na realnej miłości.

Kobietę do mężczyzny zawsze przyciągają bardzo proste rzeczy: interes, przytomność, szybkie rozeznanie sytuacji, żadne tam ćmoju boju, bajeczki o zakochanej Calineczce.

O tzw. szczególnej roli matek dość już nasłuchałem się bredni w kościele i dość już widziałem życiowej praktyki, będącej w jawnym konflikcie z tym, co owe przesłania głosiły.

Moje narzekanie nie ma sensu: to tak jakbym buntował się przeciwko prawom fizyki. Świat jest dokładnie taki, jaki być nie powinien, ale zawsze taki był.

Ludzie tzw. normalni, czyli dla mnie nienormalni, przeważnie bardzo dobrze odnajdują się w podupconych prawidłach tego świata. Niestety, kurwa, muszę przez nich cierpieć.

Jeśli ktoś atakuje bez żadnej, racjonalnej motywacji, to zawsze jest to kobieta. Facet nigdy tego nie robi.

Kto się żeni? Żenią się tylko wyjątkowi kretyni, dlatego chłopaki zawsze są fajne, bo głupie i naiwne.

Czy istnieją szczęśliwe małżeństwa? Uwierz mi bracie, że istnieją jedynie tzw. porządne domy, w których najwięcej jest gówna i nieszczęścia. Patologia jest przynajmniej szczera do bólu.

Przed snem zażyję moją magiczną tabletkę, przywracającą mnie światu a nad ranem będę biadał: cóż ty mi świecie takiego uczyniłeś, że ranię twoje mięso do krwi?

Czy wierzę w ten świat? Nie. Więc czemu jeszcze go zamieszkuję? Może z nadziei i satysfakcji na to, że kiedyś ujrzę, jak pochłaniają ów świat sprawiedliwe płomienie.

Tyle się dzisiaj trąbi: pozwól sobie na błąd, nie bój się, pozwól sobie na słabość. Spróbuj sobie bracie na nią pozwolić: nastąpi gwałtowna i bezlitosna eliminacja z gry, która do niczego w sensie dosłownym prowadzi.

Wydobycie z nicości zawsze kończy się płaczem nowo narodzonego nieszczęśnika. Powrót do niej jest wiekuistą nagrodą za bezsens i marnotę owego przebywania tutaj. To, co pośrodku, jest jedynie pozorowanym dialogiem trzeźwych z nietrzeźwymi.

Całe życie pisałem o tym, czego nie ma. Przypadkowy gość na salonach świata.

Pan Bóg pracuje w laboratorium.

Kobietom chodzi o rzecz najmniej ciekawą i najbardziej destrukcyjną, która jednakowoż wprawia najmocniej w ruch ów ponury kosmos, czyli o ego. Stąd przez zdecydowaną większość kobiet, jeśli nie przez wszystkie, byłem najdelikatniej mówiąc, nierozumiany, albowiem kierowała mną zwykła ciekawość poznania, co w końcu, w tej lucyferycznej sferze, o jakiej piszę, jest błędem.

Kiedyś, kiedy świat już opanują kobiety, a niebawem to nastąpi, w ich najważniejszej świątyni, wystawią podobiznę mojego fallusa – one takie są – chodząca sprzeczność i uwielbienie dla umarlaków.

Kobiety utalentowane są wyjątkowo nielubiane przez inne kobiety. Większość facetów nie ma tego problemu, im przeważnie zwisa, czy jego kumpel ma talent czy nie, no chyba że zaczyna na tym poważnie zarabiać.

Siedzimy sobie przy stoliku i gadamy. A pod stolikiem przeważnie jest Hiroszima. Szkoda gadać.

Ciekawe, że trąbi się wciąż o nienawiści do kobiet, a jakoś nikt nie porusza tematu nienawiści do mężczyzn. Jakże tu bowiem nienawidzić czegoś, co zgasnąć powinno naturalnie i bezpotomnie i dopiero pewien błąd w naturze powoduje, że jest inaczej.

Posiadać jednocześnie dobre serce i dar obserwacji to prawdziwe przekleństwo, albowiem jest się skazanym na wieczyste stanie w miejscu, by Broń Boże nie urazić reszty.

Jestem dosyć niezły w rozmowie, bo podczas owej prawie nic nie mówię, dlatego spełniam doskonale kryterium obecnych relacji międzyludzkich: nie mówić nic, ale żeby się zgadzało z tym bądź owym (papierem lub człowiekiem).

Poznawać swoją psychikę, owszem można (choć nie jest to wymóg), ale pod warunkiem, że terapeuta koncentruje się na Tobie bracie, a nie na własnym bezpieczeństwie, a przeważnie tak bywa właśnie, stąd większość terapii jest nieudanych, prawdopodobnie dlatego, że terapie prowadzą teraz w większości kobiety, które, co tu nie powiedzieć, były, są i będą, pragmatycznymi egoistkami.

Tzw. ludzie idei są obecnie zafiksowani przeważnie na jednej idei, bardzo przez siebie hołubionej, co jest śmiertelnie nudne po prostu i uniemożliwiające normalną rozmowę.



















"Pałac" Wiesława Myśliwskiego - zdjęcie z krzyża. Impresja krytycznoliteracka

Jak można być zdjętym z krzyża i pisać? Pisanie jest czerpaniem, jest wyczerpywaniem, jest nieustającą radością i zmęczeniem, jest odpoczynk...